Nie zabraniaj, pozwalaj ;)

– Nie podnoś wazonu, bo rozbijesz.
– Nie bierz kubka, bo rozlejesz.
– Nie biegaj, bo się przewrócisz.
– Nie wchodź tam, bo…
– Nie dotykaj…
– Nie, nie, nie…! Nie…

Przykłady można mnożyć i mnożyć. Czasem, kiedy słucham jak dorośli mówią do dzieci, mam wrażenie, że nieufność to chyba najlepsze słowo charakteryzujące relacje rodziców, dziadków, nauczycieli i wychowawców, ogólnie mówiąc, dorosłych wobec ich podopiecznych.

żabki

Moja reakcja na „nie”

Uszy mnie bolą jak słyszę taką zmasowaną ilość komunikatów zaczynających się od „nie”.

Po pierwsze dlatego, że gdybym sama była wciąż ograniczana w ten sposób, to mocno bym się buntowała i reakcja prawdopodobnie byłaby odwrotna, czyli uporczywie kontynuowałabym zakazywaną czynność.

Po drugie dlatego, że dziecko słyszy „nie” i na tym bardzo często komunikat się kończy. W takiej sytuacji, nawet jeśli porzuca daną czynność, znajduje następną i bardzo często znów usłyszy to samo – „nie”. Wiecie dlaczego tak się dzieje? Ponieważ nie otrzymuje informacji, co mogłoby robić innego, żeby dla dorosłych było na „tak”. Bardzo ważne jest, żeby powiedzieć dziecku, co może robić w zamian. Dziecko nie zachowuje się źle, bo tak mu odpowiada i lubi, ale dlatego, że nie potrafi inaczej wyrazić swoich potrzeb. Najczęściej potrzeba mu chwili uwagi i zainteresowania ze strony otoczenia i problem znika.

Jeśli już mówimy „nie” w sytuacjach szybkiego reagowania, to krótko i wyraźnie: „Nie.”, „Dość.”, „Przestań.”. Potem, kiedy zagrożenie już minie, trzeba dziecku wytłumaczyć, dlaczego padł zakaz. Zasada dotyczy zwłaszcza mniejszych dzieci, ponieważ zbyt rozbudowany komunikat będzie za trudny i w efekcie dziecko nie zrozumie go w całości lub zajmie mu dłuższą chwilę, zanim do niego dotrze. Stąd może nie zaprzestać danej czynności lub zrobi to dopiero po dłuższej chwili. My zdążymy się zdenerwować, że nas „nie słucha” lub dojdzie do wypadku, a to prostu kwestia złożoności komunikatu. Im prościej i krócej, tym lepiej. 😉

Uwierzycie? Komunikaty zaczynające się od „nie”, są trudne do zrozumienia. Serio, nie żartuję! Przyczyna jest bardzo prosta. Dzieci myślą konkretnie-wyobrażeniowo. To, co słyszą, często sobie wyobrażają. Kiedy mówimy „Nie dotykaj wazonu”, dziecko widzi siebie z wazonem w rękach. Problem w tym, że słowa „nie” niajk nie potrafi zobrazować w swojej głowie, więc go odrzuca i… przykładowo bierze ukochany, kryształowy wazon babci w swoje łapki. Słowo „nie” jest pojęciem abstrakcyjnym, niemożliwym do wyobrażenia.

Sposób na „nie”

Jest na to oczywiście bardzo skuteczny sposób. 🙂
Zamieńmy komunikaty negatywne na pozytywne. Zamiast „Nie dotykaj.” można powiedzieć „Zostaw wazon na stole.”; zamiast „Nie biegaj.”, może „Idź powoli.” lub „Spaceruj.”; zamiast „Nie wchodź.”, może „Zostań tutaj.”, itd.
Wszyscy wiemy, że „zakazy są po to, żeby je łamać”, ponieważ ograniczenia wywołują efekt odwrotny od zamierzonego. Ten sposób nastawia dziecko pozytywnie do dalszej współpracy.

Na początku nie jest to łatwe, ale warto trenować, bo efekty są naprawdę rewelacyjne. 🙂 Tak, nie pomyliłam się: koniecznie trzeba ćwiczyć ten sposób komunikacji, żeby wszedł nam w krew i był automatyczny bardziej od przysłowiowego „Nie biegaj.”

Nie raz się nie uda, ale każda pozytywna reakcja zbliża do pełnego sukcesu.

Ja już ćwiczę, a Wy?
Powodzenia!

Zdjęcie z pixabay.com

  • Dziękuję!!!

  • Pomogłam? Cieszę się niezmiernie! 🙂

  • Super artykuł 🙂

  • Ćwiczę, ćwiczę! Dzięki za to wyjaśnienie abstrakcyjności "nie". Przyda się ten konkret w dyskusjach;)

  • Tak, to naprawdę wielu osobom rozjaśnia sprawę i pozwala pojąć, że do dziecka NAPRAWDĘ może nie dotrzeć całość komunikatu, choć teoretycznie dorosły i dziecko mówią w tym samym języku. 😉