Oswoić grykę, czyli o białej kaszy gryczanej :)


Dzisiaj post ze specjalną dedykacją dla mojej bezglutenowej znajomej, która szuka inspiracji na śniadania, najlepiej „bez śmierdzącej gryki”… A  kasza gryczana jest tak bardzo zdrowa, że aż żal byłoby jej nie używać! 😉

Kasza gryczana jest źródłem dobrze przyswajalnego białka prawie tak, jak rośliny strączkowe. Zawiera dużo błonnika. Jest źródłem rutyny, która uszczelnie naczynia krwionośne (tak, tak, jak ten lek na niewyraźny wygląd z reklamy), kwercetyny (tak jak leki na alergie). Zawiera także mangan magnez, fosfor, cynk, potas i żelazo oraz witaminy B1, B2, B3, B5, B6, kwas foliowy… Całkiem sporo, prawda? A to jeszcze nie wszystko*. 😉


Na sklepowych półkach najczęściej spotkać można prażoną kaszę gryczaną, dlatego też wiele osób omija ją z daleka, ponieważ ma bardzo specyficzny smak, który wielu osobom nie odpowiada i trudno go czymkolwiek „zabić”. Jest jednak zdrowsza, mniej przetworzona wersja kaszy gryczanej, a mianowicie biała, nieprażona. Lepsza jest przede wszystkim dlatego, że ma więcej wartości odżywczych, które nie giną w procesie prażenia. Poza tym, jej nasiona są pulchne – wg mnie „jest w co wbić ząb”. I ostatni, koronny argument: nie ma tak wyrazistego, lekko gorzkawego smaku. Jest smaczna! 😉 Dlatego warto dokładniej przyjrzeć się półce w swoim sklepie spożywczym za rogiem, czy obok czterech rodzajów kaszy prażonej, przypadkiem nie ma choć jednego opakowania tej białj, nieprażonej. 😉

Na dowód powyższego, polecam moje placuszki <klik>, które tylko potwierdzają, że kasza to nie tylko pomysł na obiad. 🙂

* Źródło <klik>

Może polubisz także...