„Ale dziecko! Ale mama!” po raz drugi – relacja

13692237_1038810222839052_1443308392_o W miniony wt13692260_1038799832840091_1333627172_oorek po raz kolejny w Buczkowickim Ośrodku Kultury odbyły się warsztaty z cyklu „Ale dziecko! Ale mama!”. Tym razem było nas jeszcze więcej niż poprzednio! Kolejne mamy z szerokimi uśmiechami wchodziły do sali, gdzie czekał drobny poczęstunek oraz mnóstwo atrakcyjnych dla dzieci przedmiotów – od maskotek misiów, słoni, Angry Birds…, przez instrumenty perkusyjne, materace gimnastyczne, po miski, łyżki, dzbanki i inne naczynia.

13709513_1038775642842510_1884574030_o

 

Jeszcze przed zajęciami trwała debata pt. „Kogo jest więcej – chłopców czy dziewczynek?”. Poprzednio było więcej chłopców, a tym razem…. mamy liczą, liczą…. a tu… NIESPODZIANKA! Same dziewczynki! 😉 Jednak po kilku minutach pojawili się również chłopcy, więc już w mieszanym składzie rozpoczęliśmy warsztaty.

 

Ale dziecko! Ale mama!

Pary: mama i dziecko zajęły miejsca na środku sali, gdzie kolejno się przedstawialiśmy – imieniem, wiekiem oraz… upodobaniami kulinarnymi naszych najmłodszych uczestników. A co! Zawsze to okazja, by się zainspirować przed kolacją. 😉

13728314_1038757016177706_314549111_o

Po tym wstępie mogliśmy przystąpić do zabawy. Na początek uwielbiane przez dzieci misie, o których pisałam już poprzednio <klik>. Następnie trochę pomaszerowaliśmy w różne strony, przy okazji ucząc się liczyć do czterech. Kolejną zabawą było naśladowanie sposobu poruszania się różnych zwierzątek – kołyszącej się kaczki, ciężko chodzącego słonia, skradającego się cichutko kotka oraz hasającego po łące konika.

 

Original Play

Tak rozgrzani uczestnicy warsztatów zasiedli na materacach, by usłyszeć kilka słów o zabawie pierwotnej, czyli tzw. Original Play. Jest to forma zabawy zamiast rywalizacji. Autorem metody jest dr Fred Donaldson. Idea tego sposobu nawiązywania kontaktu pomiędzy dorosłym a dzieckiem zrodziła się z obserwacji swobodnej zabawy dorosłych, dzieci oraz… dzikich zwierząt. Nie będę się tutaj rozpisywać, nadmienię tylko, że chodzi głównie o zabawę na podłodze, naśladującą relacje dowolnie wybranego zwierzęcia oraz jego młodych.

Zabawy te służą obniżeniu poziomu stresu, redukcji poziomu agresji, oswojeniu z dotykiem (np. dla dzieci, które nie lubią przytulania), wzbudzeniu pozytywnych emocji, odprężeniu, rozwojowi umiejętności komunikacji, nawiązywaniu kontaktów społecznych, usprawnieniu motoryki dużej oraz małej, wzrostowi poziomu koordynacji ruchowej, poczucia równowagi i orientacji w przestrzeni. Po prostu całe mnóstwo korzyści!
Pierwszym krokiem był wybór zwierząt do naśladowania. My zdecydowaliśmy się na mamę psa i małe szczeniaczki. I tak mamy pieski tarmosiły swoimi nochalami szczeniaczki; małe pieski odwracały się na plecki, by łaskotać je po brzuchu, potem wdrapywały się na mamy, uczyły się szczekać, turlały się. Mamy „karciły” niesforne pieseczki za karczki, co – nie wiedzieć czemu – wywoływało u dzieci śmiech. Chyba było przyjemnie. 😉

13709676_1038768269509914_1724341378_o 13711535_1038772936176114_975018567_o 13718138_1038784646174943_227154603_o13730620_1038775569509184_709235609_o 13720589_1038780119508729_1824714368_o 13728505_1038782116175196_834256899_o

 

 

 

 

 

Lanie wody!

Po tej porcji harców przyszedł czas na stymulację małej motoryki. Do akcji wkroczyły miski, dzbanki, lejki, łyżeczki i same rączki ciekawe wrażeń dotykowych. A co była w naczyniach? Beżowa asza, biała fasola i czarny mak. Sprawdzaliśmy, ile można nabrać na łyżeczkę, a ile zmieści się w misce. Co da się przesypać lejkiem, a co trzeba przełożyć łyżką lub ręką. Testowanie możliwości nie miało końca! Włącznie z robieniem mieszanek wszystkich składników. Była to świetna okazja do nawiązywania relacji z innymi dziećmi i mamami, ponieważ naczynia różniły się od siebie kształtem, kolorem, wielkością. Żeby więc sprawdzić możliwości innych, trzeba było się wymieniać.

13682345_1038817582838316_1652653319_o 13692196_1038803392839735_1956550792_o

 

 

13730552_1038814119505329_1412092676_o

 

Przesypywanie bardzo się podobało. Było ciekawe, twórcze, inspirujące… ale jeszcze więcej frajdy dało… PRZELEWANIE. Tak, tak. Kiedy tylko uprzątnęliśmy sypkie materiały, każdy mały uczestnik otrzymał w dzbanku lub misce cieplutką wodę. Poza przyborami wykorzystanymi wcześniej, dzieci używały jeszcze strzykawek. Poznały sposób nabierania do nich wody oraz wylewania jej strużką.

 

13692278_1038822062837868_827694478_o 13709512_1038807692839305_1160155965_o

Ale gniot! 😉

gniotek teresy

Warsztaty „Ale dziecko! Ale mama!” oczywiście nie mogą się obyć bez pracy plastycznej. We wtorek wykonywaliśmy sensoryczne gniotki z baloników i mąki ziemniaczanej. Ponieważ mąkę umieszcza się w baloniku za pomocą lejka i patyczka, stwierdziłyśmy ze śmiechem, że wszystkie mamy spokojnie mogą od środy ubijać w domu śmietanę na masło. 😉 Kolejnym krokiem było wykonanie fryzur z kolorowej muliny, naklejenie ruchomych oczek oraz narysowanie pozostałych elementów twarzy. Gniotki były tak różne, jak uczestnicy zajęć – mniejsze, większe, chłopcy, dziewczęta, z krótkimi lub długimi włosami, uśmiechnięte, pokazujące zęby, a nawet języki! 🙂

 

Orkiestra

Następną atrakcją były instrumenty perkusyjne. Każdy maluszek wybrał sobie z naszej muzycznej skrzyni marakas, tamburyn, janczary, dzwonki lub kastaniety i wspólnie muzykowaliśmy. Najpierw na siedząco przy spokojniejszym akompaniamencie melodii „Menueta”, a następnie poderwaliśmy się wszyscy – dorośli i dzieci i tańczyliśmy wokół sali z instrumentami w dłoniach. Były wymachy, podskoki, obroty…

 

Po tym radosnym pląsie przyszedł czas na wyciszenie. Zatem mamy i mali uczestnicy warsztatów znów usiedli razem w kole, by poznać trzy paluszkowe wierszyki, o których pisałam wczoraj <kilk>. Cierpliwości wystarczyło nam na przetestowanie jednego o rodzinie i drugiego o sroczce na obu dłoniach. Natomiast trzeci o wiewiórkach został tylko zaprezentowany. Jednak każdy dostał do domu wydruk tekstów, więc myślę, że znajdzie się okazja, by nie tylko wszystkie przećwiczyć, ale i nauczyć się ich na pamięć. 😉

 

Foto relację z naszych warsztatów zawdzięczamy Joli Kędzior, która jest pasjonatką fotografii dziecięcej. Dziękujemy! :-* Więcej zdjęć z warsztatów w galerii poniżej.

 

Pozdrawiam serdecznie wszystkich uczestników warsztatów i zapraszam na kolejne już za kilka dni: we wtorek (26 lipca), w tym samym miejscu (sala wystawowa Gminnego Ośrodka Kultury w Buczkowicach), o tej samej godzinie (16.00).

 

Ale Zjawa

 

 

 

 

 

Może polubisz także...