Rok szkolny wystartował i nabiera rozpędu. Przygotowanie do niego zaczęlo się jeszcze latem. Za nami kilka pierwszych dni w przedszkolu, które łatwe nie były, o czym przeczytać możesz tu <klik>, ale codziennie mamy jakieś postępy adaptacyjne, co mnie niebywale cieszy. Poza tym, już dostrzegam pierwsze postępy. Pierwszego dnia Mały S. z prawdziwą radością obwieścił mi, że zjadł surówkę. Wyczyn o tyle wielki, że to była jego pierwsza surówka w życiu i myślę, że to efekt wspólnego stołu z innymi dziećmi, ponieważ w domu wszyscy mogą jeść marchewkę z jabłkiem , a on i tak nawet nie chce mieć jej na swoim talerzu. Wczoraj z kolei achwyciła go różowa zupa (barszcz). 😉

Zanim jednak rozwinę kwestie rozwojowe, wrócę jeszcze do tych przygotowawczych i adaptacyjnych, czyli inaczej mówiąc przystosowawczych.

Po pierwsze wyprawka

kredkiNiemal od początku lata gazetki reklamowe zasypywały nas ofertami wyprawek szkolno-przedszkolnych dla dzieci – farby, kredki, flamastry, kapcie…. Kolorowy zawrót głowy. Nie daliśmy się. Przecież nie wiemy, co RZECZYWIŚCIE będzie potrzebne. Dowiemy się na wywiadówce, która odbędzie się dziś popołudniu, a i tak przedszkole, do którego zapisany jest nasz synek prawdopodobnie samo zakupi jednakowe wyprawki dla wszystkich dzieci. Rewelacja. 🙂 Kapcie na dobry początek wzięłiśmy ulubione z domu (z koparkami), więc z tego zakupu również zrezygnowałam, a ponieważ na co dzień Mały S. używa do rąk małych ręczniczków, więc analogicznie – wybrał jeden, który podpisaliśmy i powędrował z nim do placówki.

Jedyne, co kupiłam, to worki: na kapcie i zmienne ubranka w razie wypadku.

Pozostała jeszcze kwestia opisania zabieranych rzeczy, żeby zawsze dało się odnaleźć swoje 😉 Tutaj znalazłam fajny patent, a mianowicie naklejki i naprasowanki z imieniem i nazwiskiem dziecka oraz wybraną grafiką. Mały S. sam wybrał sobie obrazki, które nam nadrukowano, więc też miał swój udział w przedszkolnyvh przygotowaniach. Oprócz imienia i nazwiska, na niektórych jest też informacja z numerem tel. do mamy, czyli do mnie, gdyby np. kurtka została zagubiona w akcji podczas spaceru. Wygląda to ładnie i estetycznie, nie trzeba haftować, jak kiedyś robiła to moja mama. Kolejna rewelacja 🙂 Mam nadzieję, że ten mój internetowy wynalazek się sprawdzi.

Po drugie przygotowanie umysłu

Tutaj potrzebna jest rozmowa i to nie jedna. Ważne, żeby odpowiedzieć na wszystkie nurtujące dziecko pytania.

umysł

  • Co to jest przedszkole?
  • Co tam się robi?
  • Kogo dziecko tam spotka?
  • Po co tam się chodzi?
  • Czy będzie tam mama / tata / babcia / dziadek / ciocia / wujek? Dlaczego ich nie będzie?
  • Jak długo dziecko tam zostanie?
  • Kto po nie wróci?

Najlepiej zacząć rozmawiać o tym na długo, zanim dziecko ma przekroczyć przedszkolne progi. Pytań mogą być miliony. Sami wiecie, ile potrafią na poczekaniu wymyślić Wasze dzieci, prawda? Cierpliwie odpowidamy na KAŻDE. Nawet po kilka razy. TO WAŻNE. „Przedszkole” to nowe słowo, za którym kryje się nowa rzeczywistość i trzeba spróbować przybliżyć ją dziecku jak najlepiej, by adaptacja była możliwie najłagodniejsza.

U nas rozmowy o przedszkolu trwały kilka miesięcy. Od totalnego zaprzeczania: „Nie chcę iść do przedszkola” aż po „Mnie też pani zawoła na obiad i pomoże się ubrać, jeśli będę mieć problem, bo CIEBIE TAM NIE BĘDZIE.”. Usłyszałam to zdanie chyba w połowie sierpnia, kiedy już myślałam, że naprawdę Mały S. nie jest jeszcze gotów na przygodę z przedszkolem i trzeba będzie zwolnić nasze miejsce. Byłam w ciężkim szoku. Nie mogłam w to uwierzyć: przeszliśmy mentalną granicę. Wow!

Po trzecie przygotowanie serca

serce w dłoniTo najtrudniejsze. Trzeba rozmawiać z dzieckiem o rozstaniu, ale zapewniać je o swojej miłości.

„Zostaniesz w przedszkolu, ale ja po Ciebie ZAWSZE wrócę. Kocham Cię bardzo. A jeśli Twoje serduszko będzie smutne, to tu jest moje zdjęcie, z którego na Ciebie spoglądam. Wyjmij je z kieszonki, przytul na chwilę do serduszka, a potem brykaj do zabawy!”

Dasz radę, damy radę.

Tak, tak. Ja też dam radę. Wzruszam się, kiedy widzę jak mój synek, mój Mały S. bierze „byka za rogi”, pakuje do kieszonki moje zdjęcie, zabiera pod pachę tygrysa i rusza na podbój przedszkolnego świata. Nie jest mu łatwo, nie czuje się tam jeszcze pewnie, ale idzie. Powiedział dziś rano: „A Ty po mnie przyjdziesz po obiedzie.”, wstał, ubrał buty i poszedł z tatą. Z tatą, bo mamine serce mogłoby zapłakać z dzieckiem. Tak jest nam łatwiej. A już za ok. 1,5 godziny przywitamy się z radością i usłyszę o nowych przedszkolnych doświadczeniach. Nie mogę się doczekać. Mam nadzieję, że będą pozytywne.

 

Tak naprawdę nie da się przewidzieć, jak zareaguje nasze dziecko na przedszkole. Nawet, jeśli pójście tam było jego marzeniem i czekało z niecierpliwością na ten dzień, to może stanąć w drzwiach i się wycofać. Może powiedzieć, że jednak nie chce. Może chcieć zostać, ale tylko z Wami. Może…. tu powstaje w mojej głowie niezliczona ilość scenariuszy. Każdemu wyobraźnia lub życie podpowie inne. Dlatego przygotowanie jest takie ważne. Pamietajmy nie tylko o tym rzeczowym (szczoteczki, kubki, kredki, bloki, ubrania, itp.), które w większości placówek jeszcze trawa, ale zwróćmy szczególną uwagę na przygotowanie umysłu i serca. Swojego i dziecięcego.

Pozdrawiam!