Świat MOJEGO dziecka

Trzy lata temu przyszedł na świat mój Mały S. Trzy lata temu mój świat wywrócił się do góry nogami. Trzy lata temu chyba wszystkie wyobrażenia o macierzyństwie i rodzicielstwie powoli, jedno po drugim zaczęły podlegać solidnej weryfikacji. Rzekłąbym, że zaczęło się ich „wypalanie w ogniu”. Wiele z nich zostało odstawionych na półkę – pomiędzy bajki, część wylądowała w koszu, część została nieco zmodyfikowana. Czy coś zostało? Może jakiś…. promil? 😛

Od pierwszych godzin po urodzeniu nie kto inny, tylko ja wiedziałam o nim WSZYSTKO. Co, kiedy i jak długo jadł. Kiedy spał? Jaki to był sen? Czy był spokojny? Czy płakał? Dlaczego płakał? Kiedy go przebierałam i z jakiego powodu? Jak wygląda jego dzień? Kiedy wyszedł mu pierwszy ząb? Kiedy drugi? Kiedy zrobił pierwszy krok? Co jest jego ulubionym jedzeniem? Jaką lubi piosenkę?
Wiedza czasem męcząca, bo jestem jej jedyną posiadaczką, więc wszyscy dookoła wciąż mnie o coś pytają, ale jakże wyróżniająca. W końcu jestem MAMĄ i tylko ja to wiem. Nasza wiedza tajemna – niepowtarzalna relacja mamy i synka.

Nie mniej jednak dziecię rośnie. Przestaje być tylko z mamusią, coraz częściej zostaje z kimś innym. No i już mama nie wie wszystkiego, musi dopytać. Nie da rady zapytać o wszystko i dowiedzieć się WSZYSTKIEGO. Kolejne odcięcie pępowiny. Tym razem tej mentalnej. Nie było to łatwe, ale to jeszcze NIC.

Potem dziecko idzie do przedszkola.

I to już nie są przelewki, bo nie zostaje z tatą, dziadkami, ciocią, których można próbować dopytać o interesujące nas szczegóły. Teraz naszymi informatorami zostają
1. pani, która ma na głowie jeszcze 24 maluchów,
2. nasze dziecko.

No więc próbujemy się dowiedzieć, co się wydarzyło i co dziecku w duszy gra:
– Co jadłeś na obiad? Była może czerwona zupa?
– Było rysowanie albo malowanie?
– Byłeś na spacerze czy w przedszkolnym ogródku?
– Co robiła w przedszkolu Kasia / Jaś…?
….

Milion pytań!
A odpowiedzi czasem długie i kwieciste, czasem skąpe, a czasem ich nie ma….

A chciałoby się zapytać jeszcze o to, o to, o to, o to, o to i jeszcze o tamto…. Ale ileż można? Samej mi się już nudzi wypowiadanie zdań zakończonych pytajnikiem, a co dopiero dziecku? Gryzę się więc w język, żeby Małego S. nie zamęczyć i nie robić atmosfery przesłuchania z popołudnia. 😛

Moje dziecko ma trzy lata, jest przedszkolakiem – pasowanym 18 października na uroczystości w auli. I nie wszystko już o nim wiem. Codziennie jest milion rzeczy, o które chciałąbym zapytać, ale widzę, że moje dziecko jest już zmęczone pytaniami i odpowiadaniem na nie.

Pytam ja, pyta jego tata, pytają dziadkowie, pytają ciocie i wujkowie, pytają znajomi i sąsiedzi…

Pytań, które chciałabym zadań jest naprawdę multum, ale przecież moje rozmowy z dzieckiem to nie może być ciągłe dopytywanie o przedszkolną rzeczywistość. Mój synek rośnie, jest coraz starszy, ma już kawałek tylko swojego świata. Nie wiem już o nim wszystkiego, jak jeszcze kilka tygodni (!) temu. I nie pozostaje mi nic innego, jak tylko się z tym pogodzić. Codziennie będzie ode mnie się oddalał, może nie tak szybko, jak teraz w ciągu jednego dnia przekraczając przedszkolne progi, ale przyjdzie taki dzień, kiedy w ogóle pójdzie w świat i będę o nim i jego życiu wiedzieć tylko tyle, ile sam zechce mi powiedzieć, gdy zdecyduje się mnie odwiedzić. Wtedy mam nadzieję pamiętać słowa, które jakiś czas temu usłyszałam od mojej babci:
wychowanie-dla-swiata

Mnóstwo już za mną na macierzyńskiej ścieżce, a mimo to przede mną nadal kosmiczna podróż do przebycia. 😛 Codziennie nowe hasła, nowe pytania i poszukiwanie kolejnych odpowiedzi na nie. Tyle, że teraz już nie próbuję sobie nic wyobrażać i realizować swoich pomysłów, ale towarzyszyć. Kiedyś w jednym romantycznym 😉 filmie usłyszałam pewne zdanie, które staram się wcielać także w moją relację z Małym S. Nie przytoczę go dosłownie, bo nawet tytuł mi umknął, ale – parafrazując – chodzi o to, by każdy miał świadka swojego życia, by jego życie nie przeminęło niepostrzeżenie.

Synku, chcę być świadkiem Twojego życia na tyle, na ile Ty sam tego pragniesz i potrzebujesz.

Twoja Mamusia

  • U mnie sprawdza się opowiadanie jaki minął mój dzień. Wtedy Tosieńka sama zaczyna mówić „A wiesz mamo, że w przedszkolu ….”

    • Ale Zjawa

      Tosieńka… <3 Śliczna imię ma córka! 🙂
      Rewelacyjne są takie wymiany doświadczeń z maluchem. Od jakiegoś czasu Mały S. wracająć z przedszkola pyta "Mamo, jak Ci minął dzień?". Serce mi się wtedy rozpływa. Uwielbiam tak z nim iść za rękę i opowiadać.

  • Pięknie słowa 🙂 Mój syn ma prawie 20 miesięcy i też pamiętam te początki 🙂 bycie mamą jest rewelacyjne ale i męczące 🙂 ale częściej rewelacyjne 🙂

    • Ale Zjawa

      Początki… a ile jeszcze przed nami? Jak wielu rzeczy jeszcze nie wiemy? 😉
      Bycie mamą jest… ambiwalentne. 😛

  • Moja córka ma 7 lat i często na pytanie: jak było w szkole? Odpowiada: dobrze i to cała relacja. A ja chcę więcej! Ale wiem, że córka wytyczyła już pewne granice i ja nie mogę ich przekroczyć. Jeśli teraz to zrobię to mogę napotkać mur w przyszłości

    • Ale Zjawa

      Nie mniej jednak to nasze rodzicielskie „Jak było…?”, możemy ubierać też w inne słowa – „Co jadłaś na obiad?”, „Z kim siedziałaś na matematyce?”, itp. Fakt, że należy umieć zachować granice intymności i jest to wielką sztuką.