Przed Świętami obowiązkowo pierniczymy! :D

Z jakimi zapachami kojarzą się przede wszystkim Święta Bożego Narodzenia? Na pewno z zapachem gałązek świeżej choiny, migdałów, cytrusów… ale przede wszystkim z zapachem przypraw korzennych takich jak goździki, cynamon, imbir czy kardamon. Do tego często przed Świętami budzą się w nas różne dziwne instynkty jak na przykład ten… samoporządkowy, przy którym zdarza się niektórym gadać od rzeczy, czepiać o różne drobizgi, czyli ogólnie rzecz ujmując… „pierniczyć”. 😛 My pierniczymy nałogowo od pierwszych małżeńskich Świąt i mam nadzieję, że tradycję tę utrzymamy, a nawet przekażemy kolejnym pokoleniom. A co!

Jak się domyślacie, wcale nie mam na myśli przedświątecznych kłótni, zwad i przegadywania się, a oczywiście pieczenie świątecznych ciesteczek, czyli pierniczków. Oczywiście słodkich, acz bezcukrowych i oczywiście bezglutenowych, co by matko-żonka hashimotka również mogła się nimi nacieszyć. 😉

Chcecie poznać naszą recepturę? W takim razie do dzieła. 

Potrzebujemy:

  • 1,5 kg mąki gryczanej (można zmieszać też inne gatunki, np. 1 kg gryczanej i 0,5 kg kukurydzianej),
  • 0,5 kg miodu,
  • 0,5 kg masła,
  • 8 jaj,
  • 1/4 litra mleka (ja daję kozie),
  • 4 czubate łyżki kakao,
  • przyprawa do pierników lub samodzielnie zrobiona mieszanka cynamonu, kardamonu, imbiru i goździków wedle swoich preferencji smakowych,
  • 3 łyżeczki sody oczyszczonej,
  • szczypta soli.

Przygotowanie masy:

  1. Miód i masło roztopić w rondlu.
  2. Zagrzać mleko, rozpuścić w nim kakao i wymieszać ze stopionym masłem i miodem.
  3. Otrzymaną masę odstawić do ostudzenia.
  4. Przesiać mąkę, sodę i przyprawy, a następnie wymieszać ze sobą w oddzielnej misce.
  5. Oddzielić białka od żółtek.
  6. Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę.
  7. Żółtka połączyć z przestudzoną masą.
  8. Połączyć wystudzoną masę z mąką.


  9. Dodać z pianę z białek i dokładnie wymieszać.

    Jak widać, kot nadzorował naszą pracę. 😉

    Tak wygląda gotowa masa przed chłodzeniem:
  10. Wstawić do lodówki na 6 godzin. Piekę te ciasteczka już kilka lat i testowałam już długość chłodzenia na różne sposoby: da się zrobić pierniczki i po 4 godzinach, i po całej nocy w lodówce. Jeśli chcecie robić wcześniej, to polecam od razu dać więcej mąki, żeby masa była mniej lepka.

    Tak wygląda masa po wyjęciu z lodówki. Tym razem chłodziła się całą noc:

Tak upłynął wieczór i noc, więc… od rana pierniczymy!

  1. Wyjmujemy masę z lodówki.
  2. Rozkładamy stolnicę lub robimy duuuuużo miejsca na blacie kuchennym i w okolicy. 😛
  3. Przygotowujemy wałek, foremki, formy, nożyki do wycinania kształtów i mąkę kukurydzianą do podsypywania.

    Oto nasz rynsztunek:

  4. Odrywamy kawałki ciasta wielkości pięści, oprószamy je z każdej strony mąką.
  5. Kładziemy na stolnicę również posypaną mąką.
  6. Wałkujemy na grubość kilku milimetrów (wedle upodobań).

  7. Wycinamy różne kształty i układamy ciasteczka na blasze.


  8. Pieczemy ok. 7 min. w temp. 175 stopni z termoobiegiem. Czas pieczenia jest zależny od grubości ciasta oraz piekarnika, ale po pierwszych dwóch partiach już każdy będzie wiedział, ile czasu potrzebują jego pierniczki. 🙂
    Większe i grubsze choinki w silikonowych formach ja piekłam 15 min.

Tak wygląda nasze rodzinne dzieło. STOP! Tak wyglądało…

Do Świąt jeszcze kilka dni. Warto przywołać odświętną, ale ciepłą atmosferę Bożego Narodzenia właśnie przez rodzinne przygotowania pełne słodyczy i pięknych zapachów. Z The Wally Family pracował dzielnie nawet nasz nowy domownik – Kot, co widać na jednej z powyższych fotografii. 🙂

To co? Jutro wszyscy pierniczymy? 😉 Ja nie mam wyjścia, ponieważ zeszłotygodniowy wypiek, którym się tu chwalę jest już w szczątkowych ilościach! 😛

A czy Wy pieczecie świąteczne ciasteczka? Kto pochwali się fotką? Zapraszam! 🙂

 

 

Proste i szybkie placuszki z cukinii

Mam w ogródku niedużą grządkę. Muszę zatem co roku dobrze zaplanować, co  i gdzie na niej posieję lub wsadzę. Jest to o tyle fajne, że nie nudzi mi się nigdy jej zawartość, bo nigdy nie ma na niej tego samego. Zawsze jednak muszę znaleźć mniejszy lub większy kawałek miejsca na jedno warzywo: grządka bez cukinii u nas po prostu nie istnieje. 🙂

Ten sezon był w tym względzie zupełnie nietypowy, ponieważ zazwyczaj już na początku lipca mogę cieszyć się swoimi pięknymi zielonymi plonami tego warzywa, a tymczasem… w lipcu wciąż był tylko kwiaty. Oj, dużą cierpliwością musiałam się wykazać! Za to w jesieni miałam tyle cukinii, że aż musiałam rozdawać, bo przerobić nie byłam, a właściwie wciąż nie jestem w stanie. Tym sposobem jadamy cukiniowe ciacho <klik>, jemy cukinię grillowaną jako przekąskę, zaczynamy obiad cukiniową zupą, a na drugie danie mamy cukiniowe placki…. Prawie jak w tym wierszyku o robaczku, który nie chciał już więcej jabłuszek 😛 Na szczęście u nas nie wszystko z wymienionej listy jest codziennie. Ufff…. 😉

Cukinia to warzywo bardzo łatwe w uprawie. Wymaga co prawda w miarę żyznej ziemi, ale poza tym już tylko nawadniania. Jest odporna na warunki pogodowe i choroby. Jest bardzo efektowna do uprawy na grządce, bo bez większych zabiegów rośnie naprawdę duża, a do tego może być zielona, pasiasta lub żółta, więc dzieciom bardzo się podoba.

Jaka siła w cukinii drzemie?

Cukinia jest warzywem lekkostrawnym, o delikatnym smaku, więc świetnie nadaje się już dla malutkich dzieci. Co ciekawe warzywo to praktycznie nie gromadzi w sobie metali ciężkich! Ze względu na zawartość kwasu foliowego, cukinia jest wskazana dla kobiet ciężarnych.

W skórce cukinii znajduje się beta-karoten, kwas foliowy, witamina C, wapń, potas, a także takie rzadkie pierwiastki jak mangan i selen! W całym warzywie znajdziemy witaminy C, A, K, witaminy z grupy B, wapń, magnez, potas, cynk, fosfor i żelazo. Cukinia zawiera także substancje o działaniu alkalizującym, czyli neutralizującym, więc jest dobrym składnikiem diety dla osób z problemem nadkwasoty żołądka.

W większości warzywo to składa się z wody, dlatego jest niskokaloryczne i zalecane przy odchudzaniu – 100 g ma tylko ok. 16 kcal.

Jej zastosowanie w kuchni jest baaaardzo szerokie – od grillowania, przez nadziewanie, sałatki, zupy do placuszków i ciast. 🙂 Ja mam nawet wśród przetworów na zimę cukinię „na słodko”, która smakuje jak… ananas!

Dziś przedstawię Wam przepis na szybkie i oczywiście bezglutenowe placuszki cukiniowe.

Potrzebujemy:

jedną średnią cukinię,

niedużą cebulę,

3 jajka,

kilka łyżek mąki gryczanej,

trzy łyżki mąki ryżowej,

pół szklanki wody,

przyprawy: sól, pieprz, suszony lubczyk, suszona zielona pietruszka, estragon, kurkuma,

olej do smażenia.

Przygotowanie:

  1. Cukinię umyć (można obrać ze skórki, jeśli jest sklepowa, ale jeśli „swojska”, to lepiej zostawić, bo w niej jest dużo wartości odżywczych),wykroić środek i zetrzeć na grubych oczkach.
  2. Cebulę obrać, pokroić w drobną kostkę i dodać do cukinii.
  3. Wbić jajka, dodać wodę i wymieszać.
  4. Dodać po trzy łyżki mąki ryżowej oraz gryczanej i znów wymieszać. Jeśli masa nie pochłonęła całej wody, dodawać po łyżce do skutku mąki gryczanej. 🙂
  5. Doprawić do smaku solą, pieprzem, lubczykiem, pietruszką, estragonem i kurkumą.img_20161103_080316
  6. Smażyć na rozgrzanej patelni po kilka minut z każdej strony i pałaszować ze smakiem. 🙂img_20161103_084710img_20161103_084616img_20161103_084600

A jakie są Wasze pomysł na wykorzystanie cukinii?

Pozdrawiam! 🙂

 

Gofry dla amatorów czekolady! :D

Pisałam już o nich progu lata. Ponieważ jednak gofry to u nas bardzo popularna przekąska, drugie śniadanie, podwieczorek, a bywa, że i śniadanie lub kolacja… Eksperymentuję dużo z różnymi mąkami, mlekami roślinnymi i dodatkami. Dziś chcę przedstawić Wam nasze czekoladowe gofro-zwierzaki.

Potrzebujemy:

1 szklankę mąki gryczanej,
1 szklankę mąki kukurydzianej,
1 szklankę mleka kokosowego,
ok. 0,5 szklanki wody,
4 łyżki oleju,
3 jajka,
1 łyżeczka proszku do pieczenia lub sody,
3 łyżki ciemnego kakao,
słodzidło według uznania – ja osobiście podaję gofry z musem owocowym lub jakimś kremem, więc słodzidło nie jest konieczne, ale jak ktoś chce, to proponuję ksylitol, stewię, syrop klonowy, cukier kokosowy… 😉 To, co nie jest odwirowanym ze wszelkich wartości odżywczych białym, rafinowanym cukrem;

olej w miseczce do posmarowania płytek gofrownicy.

Przygotowanie:

  1. Rozbijamy dwa jaja i oddzielamy białaka od żółtek.
  2. Do miski z żółtkami wbijamy całe trzecie jajo, wlewamy mleko kokosowe i olej. Mieszamy.
  3. Włączamy gofrownicę, żeby się dobrze (!) rozgrzała.
  4. Dodajemy proszek do pieczenia, kakao i mieszamy.
  5. Po troszce dodajemy obie mąki i znów mieszamy. Ciasto ma mieć konsystencję gęstej śmietany. Dlatego, jeśli wyjdzie zbyt gęste, trzeba dolać trochę wody i dobrze rozprowadzić łyżką.
  6. Bierzemy się za drugą michę z białkami jaj i ubijamy je na sztywną pianę. Zazwyczaj robię to blenderem,ale… ostatnio odkryłam jaką uciechę ma Mały S. ubijając ją tradycyjną trzepaczką, więc oddałam mu to zadanie z radością. 🙂img_20160925_180317
  7. Kolejny krok to przełożenie piany do masy kakaowej po łyżce i delikatne jej wmieszanie do ciasta.img_20160925_180355
    img_20160925_184051
  8. Smarujemy płytki nagrzanej gofrownicy olejem za pomocą pędzelka i nakładamy ciasto łyżką na płytki.img_20160925_184005
  9. Po około 3-4 minutach otwieramy gofrownicę i sprawdzamy efekt 😉 Ja za pierwszym razem zawsze piekę tylko jednego gofra, żeby sprawdzić, czy mam odpowiednią temperaturę pieczenia oraz odpowiednio nasmarowane płytki. Jeśli gofry się nie dopiekają, trzeba jeszcze poczekać i dać szansę gofrownicy na osiągnięcie wyższej temperatury (światełka to nie wszystko, moim zdaniem ;)).
    Jeśli chcesz gofry chrupiące, to potrzymaj je chwilę dłużej, wtedy się przypieką, jeśli chcesz miękkie, to krócej. Dokłądny czas pieczenia zależy od mocy gofrownicy, ale o tym wspominałam już poprzednio <klik>.img_20160925_184100
  10. Gotowe gofry pałaszujemy ze smakiem. Najlepiej na ciepło, ale zimne też są całkiem w porzo. Dlatego robię zawsze więcej i oszczędzam sobie czasu na następny dzień. 😉img_20160925_184516

Życzę smacznego i pozdrawiam!  😊

Ciasto cukiniowe, oczywiście czekoladowe!

Najbardziej uniwersalne letnie warzywo to… cukinia. Można ugotować z niej zupę, upiec w plastrach na grillu, zrobić z niej warzywny makaron, o którym pisałam tu <klik>. Można także upiec cukiniowy chleb, pasztet, a nawet… ciasto. To nie żart! Naprawdę świetnie wygląda i smakuje. Jest wilgotne, ale nie nie zakalcowate. Wyrasta niedużo, ale jest w co wbić ząb. Jest miękkie, więc odpowiednie dla osób w każdym wieku i o różnym stanie uzębienia. 😛 Dlatego zapraszam Was dzisiaj na ciasto cukiniowe z dżemem oraz z polewą czekoladową. W dodatku można upiec go całakowicie bez dodatku cukru. Chyba nie muszę nikogo dłużej przekonywać do wypróbowania tego przepisu, a więc do dzieła!

Potrzebujemy:

  • 2 szklanki startej na grubych oczkach cukinii – ja daję ze skórką, ale wtedy ją czuć. Dlatego, jeśli chcecie uniknąć dłubania w cieście przez ciekawskie i podejrzliwe dzieci, to lepiej obrać ją ze skórki i wyjąć pestki przed starciem;
  • 2 szklanki mąki gryczanej;
  • 1/2 szklanki oleju (ja rozpuszczam kokosowy, ale jeśli używacie zwykłego, też da radę – sprawdziłam);
  • słodzidło: szklanka namoczonych we wrzątku i zblendowanych daktyli lub 2 dobrze dojrzałe i rozgniecione banany, lub ksylitol, lub stewia, lub brązowy cukier (ok. szklanka) – co, kto lubi i czego używa. Ja dodałam w prezentowanym wypieku akurat stewii;
  • 2 jaja;
  • 2 kopiate łyżki kakao;
  • łyżeczka przypraw korzennych: cynamon, imbir, kardamon;
  • kawałek laski wanilii;
  • łyżeczka sody;
  • tabliczka gorzkiej czekolady;
  • dżem do przełożenia ciasta.

Wykonanie:

  • Startą cukinię, jajka, słodzidło – wymieszać.
  • Olej rozpuścić, dodając do niego kawałek rozciętej laski wanilii, by nabrał aromatu od tych brązowych kuleczek w jej wnętrzu.
  • Wyłowić laskę wanilii (kuleczki mogą zostać, nadadzą ciastu jeszcze więcej aromatu) i dodać olej do mieszanki. Wymieszać.
  • Dołożyć kakao, przyprawy i sodę i ponownie wymieszać.
  • Dodawać po trochu mąkę i mieszać, żeby składniki dobrze się połączyły.
  • Wylać masę na niedużą wysmarowaną tłuszczem i wysypaną amarantusem blachę – u mnie 20 x 25 cm.
  • Piec w 165 stopniach z termoobiegiem przez ok. 45 min. do „suchego patyczka”.
  • Wystudzić, przekroić na pół. Dół posmarować dżemem i przykryć go przykryć drugą połową ciasta.
  • Roztopić czekoladę z łyżką oleju kokosowego, polać ciasto, poczekać aż zastygnie.
  • Pałaszować ze smakiem!

Ciasto jest bardzo proste w wykonaniu, trudno zrobić coś źle, bo nawet kolejność dodawania skłądników nie jest sztywna i o ile wszystko w końcu znajdzie się wymieszane w jednej misce, to powinno wyjść. 🙂

Tak wygląda ciasto cukiniowe tuż po upieczeniu:

Zdjęcie6831

 

 

 

 

 

 

 

Niestety, nie zdążyłam zrobić fotki ciasta oblanego czekoladą, bo zniknęło, zanim się obejrzałam… Na obrazku na górze posta jest kawałek specjalnie dla mojego dziecka – bez dżemu i polewy.

Życzę smacznego i pozdrawiam! 🙂

Zestaw kibica – precelki i paluszki

Historyczny, ćwierćfinałowy mecz zbliża się WIELKIMI krokami, zatem czas na przygotowanie stosownego zestawu Zdjęcie6268kibica. U nas będą to precelki i paluszki oraz mus owocowy, korzystając z końcówki sezonu truskawkowego. 🙂 Oczywiście nasze przekąski są bezglutenowe. 🙂

Składniki:

  • 20 dag mąki (większość gryczanej + trochę kukurydzianej)
  • 2 – 2,5 dag drożdży
  • szczypta soli
  • 2 łyżeczki brązowego cukru
  • ok. pół szklanki ciepłej wody
  • roztrzepane jajo

Sypkie składniki do ozdoby paluszków i precelków:
– sezam,
– mak,
– nasiona chia,
– siemię lniane… Co, kto lubi. 😉

 Wykonanie:

1. Zrobić zaczyn rozpuszczając drożdże i dwie łyżeczki brązowego cukru w ciepłej wodzie. Poczekać aż wyrośnie.
2. Wlac wyrośniety zaczyn do mąki, dodać pół łyżeczki soli (u mnie różowa himalajska ;).
3. Wyrobić ciasto. Jeśli nie chce się kleić, dodać trochę wody. Jeśli za lepkie, dosypać trochę mąki i wyrabiąc do skutku aż będzie zwarta kula.
4. Od razu odrywać małe kawałki ciasta, robić w dłoniach mniejsze kuleczki, następnie oprószac je mąką. Potem robić wałeczki – jeśli zostawicie proste, będą klasyczne paluszki, jeśli zawiniecie, jak na zdjęciu* obok, wyjdą precelki
5. Smarowac roztrzepanym jajem i posypać dodatkami – sezam, chia, mak…
6. W piekarniku uruchamiamy dolną grzałkę + termoobieg, nagrzewamy do 175 stopni i pieczemy na środkowym poziomie ok.12 – 15 min, w zależności od grubości paluszków i tego, jak bardzo chcecie je mieć wypieczone.
Uwaga praktyczno – techniczna:
200 g mąki to proporcja na jedna dużą blachę paluszków… Dwadzieścia kilka szt. w zależności od ich grubości. Ale od razu Wam mówię – znikają tak szybko, że … nie warto robić jednej porcji, trzeba co najmniej dwie 😉 ;);)

SMACZNEGO! 🙂

P.S. Kto Waszym zdaniem wygra mecz? The Wally Family ma tylko jedną możliwą odpowiedź. 😉Polska kibic
* na załączonym powyżej foto zapewne precel z mąki pszennej, więc się nie dołujcie, że Wasze mają ciut inny wygląd. Z mąki bezglutenowej nigdy taki nie wyjdą, więc ten teges… spokojnie. 😉 Wrzucam go tylko po to, żebyście mogli zobaczyć jak zawijać wałaczki ciasta, by wyszły z nich rzeczone precle. 😉

Lato = wakacje = gofry!

Nie znam takiego, co by się gofrom oparł. 😉
Musiałam zatem stworzyć jakiś bezglutenowy przepis, bo choć Małż mój i Dziecię nie są bezglutenowi, to nie mogłabym przecież dla nich piec i zdobić całych stosów tych pyszności, a samej obchodzić się jedynie smakiem. 😉 Dlatego dziś kulinarnie wybieramy się na wakacje pod palmami. 😉

Składniki:
1 szklanka mąki ryżowej
1 szklanka mąki kukurydzianej
1 łyżeczka proszku do pieczenia (bezglutenowy)
3 łyżki ksylitolu (oczywiście można pominąć)
1 szklanka wody / mleka roślinnego / pół szklanki mleka koziego z połową szklanki wody
4 łyżki oleju
kilka kuleczek wyciągniętych z laski wanilii
3 jajka (mogą być też 2 żółtka i 3 białka)
olej do smarowania gofrownicy
owoce do dekoracji – dowolne

Wykonanie:
Rozgrzewamy gofrownicę. 😉
1. Do miski wlewamy wodę / mleko i dodajemy jedno całe jajo. Mieszamy.
2. Olej wlewamy do rondelka i wsypujemy do niego kuleczki z laski wanilii i chwilę podgrzewamy, żeby uwolnić aromat. Dodajemy do jajek i wody / mleka
3. Rozbijamy jaja i oddzielamy białka od żółtek. Żółtka dodajemy do pozostałych składników, a białka ubijamy na sztywno.
4. Do pierwszej miski dodajemy proszek do pieczenia, ksylitol i mąki w niewielkich ilościach i mieszamy wszystko tak, by nie było grudek.
5. Do masy dodajemy po łyżce ubitą pianę i delikatnie mieszamy. Konsystencja ciasta przypomina gęstą śmietanę.
6. Płytki gofrownicy smarujemy olejem za pomocą pędzla i wykładamy porcje ciasta na nasze gofrowe kształty. Ja piekę ok. 3-4 min., ale wszystko zależy od gofrownicy. Każdy musi wyczuć swoją „maszynę szczęścia”. 😉

Z uwag technicznych:
– słodzidła spokojnie można pominąć, ponieważ jak zrobimy fajny dodatek np. w postaci musu owocowego, to nie brakuje słodyczy;
– ja smaruję gofrownicę olejem z obu stron co drugi raz, ale jeśli nie chcą się odklejać, to albo trzeba smarować za każdym razem albo spróbować podważyć drewnianą łopatką brzeg;
– moja gofrownica pochodzi Lidla. Oprócz lwa, słonia i żyrafy, są jeszcze zwierzątka morskie 😉
– jeśli zakup gofrownicy dopiero planujecie pod wpływem cieknącej właśnie ślinki, to koniecznie zwróćcie uwagę, by jej moc nie była niższa niż 800W, a najlepiej, by miała ok. 1000W. W przeciwnym wypadku gofry mogą się nie dopiekać i zamiast być chrupiące, będą gumowate.

SMACZNEGO!

P.S. Mój mus, który znikł tak szybko, że nie zdążyłam go nawet sfotografować:
– 0,3 kg truskawek,
– banan,
– garść winogron,
– 2 łyżki siemienia lnianego.

Mocno czekoladowe babeczki z truskawkami

Dziś coś specjalnego dla łasuchów na pełnię sezonu truskawkowego. 🙂 Mój najnowszy przepis na babeczki. Wybaczcie, jako pasjonatce poprawności języka polskiego, angielskie słowo na „m” mi nie leży, przez gardło ciężko przechodzi, zatem na klawiaturze też sobie daruję jego wystukiwanie.


Składniki:
150 g mąki gryczanej
70 g mąki kukurydzianej
30 g amarantusa ekspandowanego (tzw. poppingu)
1/2 łyżeczki sody
2 łyżeczki proszku do pieczenia bezglutenowego (warto zwrócić na to uwagę, jeśli ktoś świeżo przeszedł na bg i jeszcze szuka bezpiecznych dla siebie produktów)
2 czubate łyżki kakao

2 jajka
80 ml oleju
250 g owoców (u mnie 6 truskawek pokrojonych w ćwiartki, 3 nieduże naktarynki pokrojone na kawałki, pół rozgniecionego banana)
4 łyżeczki ksylitolu lub więcej rozgniecionych bananów;)
pół szklanki wody

Wykonanie:
1. W jednej misce mieszamy wszystkie składniki suche.
2. W drugiej misce mieszamy wszystkie składniki mokre.
3. Dodajemy suche składniki do mokrych i mieszamy wszystko do połączenia się w miarę w jadnolitą masę.
4. Przekładamy masę do foremek.
5. Pieczemy ok. 30 min. w 160 stopniach z termoobiegiem lub w 180 stopniach z dwiema grzałkami (dolną i górną.)

SMACZNEGO!

Bezglutenowe wyzwanie

Dieta bezglutenowa jest wyzwaniem, nie ma co z tym stwierdzeniem dyskutować. Istnieją jednakże na jej temat mity, które należy obalić. Pierwszy jest taki, że jest to dieta „uboższa”. O nie, proszę Państwa, to dieta o wiele wiele bogatsza od takiej zwyczajnej z przysłowiowej szkolnej stołówki lub restauracji za rogiem. I to nie dlatego, że wymaga od nas używania egzotycznych dodatków, ale dlatego, że zmusza do poszukiwania.

Na początku szukamy oczywiście zastępników tego, co znamy a więc chleba, bułek, ciasteczek… No i w ten sposób wielu szybko się poddaje. Też poległam. Nie ma „to tamto”. Po pierwszych dwóch tygodniach mojej diety byłam tak głodna i tak wściekła, że robiąc zakupy, w każdym sklepie, który mijałam, kupowałam pączka… W sumie zjadłam trzy. Nie był to dobry pomysł, potem odcierpiałam swoje. Myślę, że niejedna osoba, która próbowała przejść lub przeszła na dietę bezglutenową ma podobne doświadczenie (niekoniecznie mam na myśli pączki, ale głód i wściekłość).

Potem stopniowo zaczęłam odkrywać produkty i półprodukty inne niż to wszystko, co zawiera zwykłą białą mąkę. Okazało się, że są one równie smaczne, o ile nie smaczniejsze, a przede wszystkim zdrowe. Poza mąką pszenną istenieje jeszcze gryczana, kukrydziana, ryżowa, kokosowa, orzechowa, jaglana, owsiana, amarantusowa, kasztanowa… Wymieniać można by długo. Coż za bogactwo, prawda? Ja też jeszcze rok temu nie miałam pojęcia o istnieniu większości z nich. To nic, wszystko da się nadrobić i to szybko. 😉

Ciągnąc temat zamienników. Rozmawiając z ludźmi mam wrażenie, że większość je tylko chleb i ciasta 😛 Kiedy pada hasło „dieta bezglutenowa” pierwsze i zasadnicze pytanie zazwyczaj brzmi:

– A co z chlebem?
– Nic, nie jem.
– Jak to „nie jesz”?
– Normalnie: nie jem, nie potrzebuję.
Tutaj jeszcze rozbijamy się o kwestię diety paleo, jednak ten temat rozwinę innym razem. 😉 Ale to fakt, chleba praktycznie nie jem. Był czas, że nie jadłam go w ogóle. Owszem, można piec samemu chleb bezglutenowy i nie jest to trudne, znajdziecie u mnie też kilka przepisów na taki chleb, ale generalnie, jeśli coś jest zamiennikiem nigdy nie będzie dokładnie takie jak oryginał. Nie oczekujmy więc od chleba bezglutenowego, że będzie tak samo pachniał, wyglądał i smakował jak ten z mąki pszennej. To niemożliwe. Ale są przecież inne smaki i inne konsystencje. Otwórzmy się na nowości! A śniadania, kolacje i przekąski to nie tylko kanapki, kanapki, kanapki, kanapki, kanapki albo… kanapki!
Nie chcę nikogo zanudzić lub zniechęcić 😉 a raczej zachęcić do walki o siebie i swoje zdrowie, jeśli takie ma zalecenia, więc na początek tyle mojej historii. W kolejnych postach będą ukazywać się kolejne etapy mojej walki o zdrowie m. in. za pomocą diety bezglutenowej, która jest jednym z warunków regeneracji jelit, aby zminimalizować objawy, ograniczyć rzuty lub pozbyć się choroby autoimmunologicznej (są to m.in. choroby tarczycy: choroba Hashimotochoroba Gravesa-Basedowa, łuszczyca, stwardnienie rozsiane i wiele wiele innych!).
Na koniec, na osłodę 😉 polecam mój własny przepis na ciasteczka czekoladowe z amarantusem <klik>.

Smacznego! 🙂