Andrzejkowe warsztaty „AD! AM!” – relacja 24.11.2016 r.

Co prawda andrzejkowe warsztaty „Ale dziecko! Ale mama!” odbyły się już dwa tygodnie temu, ale na relację nigdy nie jest za późno, prawda?

Piankowo – bibułkowe cudaki

Zaczęliśmy jak zwykle od przywitania / zapoznania w kręgu, następnie podgrzaliśmy atmosferę kilkoma tańcami, wśród których oczywiście musiało znaleźć się „Kółko graniaste”. Tak przygotowani zasiedliśmy na materacach do pracy plastycznej. Na piankowych brzuszkach robiliśmy wzorzyste pancerzykila naszych robaczków, następnie doklejaliśmy im włochate nóżki z drucików kreatywnych oraz ruchome oczka. Tak powstały pajączki, biedroneczki i inne cudaczki. 🙂

img_20161124_162109

img_20161124_162114

img_20161124_162143

img_20161124_162514

img_20161124_162950

img_20161124_163317

Andrzejkowe wróżby

Gwoździem programu były tego dnia andrzejkowe wróżby, z których prym wiodło oczywiście najciekawsze, tajemnicze i najbardziej angażujące: lanie wosku!

Przy delikatnym nastrojowym świetle, wypowiadając chóralnie prośbę:
„Święty Andrzeju daj nam znać,
co się z nami będzie dziać.”

img_20161124_164612

img_20161124_164732

img_20161124_164750

Każde dziecko po kolei razem z moją pomocą wyławiało z wody odlany kształt, a następnie zgadywało, co też może symbolizować jego cień, rzucany na ścianę.

15218238_1256234731114672_62593165_n

Oprócz lania wosku, kręciliśmy także butelką, by przekonać się, jaka czeka przyszłość każde z dzieci. Było 5 symboli, z których każdy oznaczał coś innego:

  • korona – ważne stanowisko w przyszłości,
  • palma – podróże po świecie,
  • serce – wielka miłość i szczęście rodzinne,
  • książki – kariera naukowa,
  • gwiazda – sukces artystyczny.

Dzieci z pomocą mam kręciły butelką, a los wskazywał każdemu coś innego.

img_20161124_172128

img_20161124_172230

img_20161124_172320

Ostatnią z wróżb był wybór przyszłego zawodu. Na karteczkach, które losowały dzieci z tacy były ilustracje różnych osób przy wykonywaniu najróżniejszych prac. I tak jedno z dzieci wylosowało piosenkarkę, inne ograodnika, a jeszcze inne budowlańca. 🙂

img_20161124_170316

img_20161124_170328

Linowe zmagania

Na koniec zajęć zostawiłam zabawy sprawnościowe, czyli spacer po linie rozciągniętej na podłodze oraz jej… drużynowe przeciąganie. Co to były za emocje! Co za zaangażowanie mam oraz dzieci podzielonych na drużyny! Początkowo wystąpiła pewna rezerwa, kiedy poprosiłam o podzielenie się na grupy. Jednak gdy już udało się zrobić w miarę równe drużyny, to wszystkie mamy i dzieci walczyły o zwycięstwo jak lwice! 😉

img_20161124_171305

img_20161124_171349

img_20161124_171754

Jeśli spodobały Ci się zajęcia i masz ochotę ich zakosztować ze swoim Szkrabem, to zapraszam na zajęcia w każdy czwartek o 10.00 lub 16.00 w Gminnym Ośrodku Kultury w Buczkowicach po wcześniejszym zapisaniu się. Kontakt przez telefon lub maila podane w zakładce „Kontakt / współpraca” albo przez wiadomość prywatną na facebookowym fanpage’u: www.facebook.com/alezjawa.

A tymczasem zostaje oglądanie zdjęć w galerii poniżej.

Pozdrawiam! 🙂

Galeria zdjęć:

Rzecz o dniu misia i nie tylko, czyli Łolisiowe DIY

Dziś 25 listopada, czyli imieniny Katarzyny. Jedne z ważniejszych wśród gorąco fetowanych przez Polaków przez wiele stuleci. Dlaczego? Otóż kiedyś było więcej zabaw niż tylko popularne dziś „Andrzejki”. Przez wieki przed ślubem chłopcy i dziewczęta bawili się osobno. Stąd też końcem listopada urządzano wieczory wróżb: „Katarzynki” dla dziewcząt, a „Andrzejki” dla chłopców. Podczas pierwszej z wymienionych zabaw próbowały przewidzieć swoją przyszłość panny, natomiast podczas drugiej, kawalerowie. Współcześnie nie ma już tradycji urządzania „Katarzynek”. Ale to nic, bo dzięki temu możemy cieszyć się tego dnia Światowym Dniem Pluszowego Misia i o tym tak naprawdę będzie dzisiejszy post. 😉

Skąd wzięły się pluszowe misie?

Otóż są dwie hipotezy powstania pluszowego misia jako zabawki dla dzieci. Są kompletnie różne i z dwóch różnych części świata, ale… czasowo oddalone od siebie niewiele.

Pierwsza historia pochodzi z Niemiec, a konkretnie z Lipska. Pod koniec XIX w. szyła pluszowe zwierzątka pewna sparaliżowana kobieta. Jej siostrzeniec, Richard Steiff wpadł na pomysł, by założyć firmę produkującą takie zabawki. Pluszaki wysytawiono w 1903 r. na targach w Lipsku, skąd zainteresowani Amerykanie zabrali 3000 szt. ze sobą za Ocean. Tam zdobyły dużą popularność i niedługo potem  zaczęły wytwarzać je masowo inne firmy zabawkarskie. A firma Steiffa istnieje po dziś dzień.

Druga wspomniana historia dotyczy prezydenta Stanów Zjedmoczonych Ameryki, Teodora Roosevelta, a właściwie jego towarzysza. Otóż, podczas polowania w 1902 r. postrzelił on młodego niedźwiadka, którego Roosevelt kazał wypuścić, co zostało uwiecznione na rysunku opublikowanym w gazecie. Grafika ta stała się inspiracją dla sklepikarza z Brooklynu, Morrisa Mitchona, który za pozwoleniem prezydenta zaczął produkować misie o imieniu „Teddy” i szybko stał się właścicielem jednej z najbardziej znanych firm produkujących misie!

Światowy Dzień Pluszowego Misia

Któż z nas ich nie lubi, prawda? Kojarzą się z ciepłem, radością, spokojnym snem i dobrą zabawą. Dlatego też w 2002 roku, w setną rocznicę powstania pluszowych misiów, ustanowiono Światowy Dzień Pluszowego Misia. Święto to jest coraz bardziej popularne ku uciesze dzieci i dorosłych, prawda? 🙂

Pierwszą fascynacją w życiu naszego Synka były właśnie misie i niedźwiedzie. Z tego powodu, mamy ich w domu całkiem sporo: 

misie-s

Pierwszym, co rysowaliśmy naszemu Dziecku, były właśnie misie. Na pytanie, co narysować, zawsze padało, że… misia. 😉 Mamy całkiem sporą galerię wspólnie wykananych prac:

  1. To plakat – miś, który wisi na naszej szafie. Wykonał go Mały S. razem z Tatą Wu pod nieobecność mamy. Na ulubionym, żółtym kolorze kartonu:

img_20161125_200857_1cs

2. To jeden z licznych rysunków Małego S. i mamusi 😉

img_20161125_201105_1cs

3. Oto nasze karnawałowe misiowe maski:

img_20161125_201202_1cs

4. A to samodzielnie pokolorowany przez Małego S. miś w lipcu 2015 roku:

img_20161125_201302_1cs

Jakich piosenek słuchał Mały S. najchętniej? Oczywiście tych o misiach. Były więc „Jadą, jadą misie”, „Stary niedźwiedź mocno śpi”, „Misio mniam mniam”, „Mały miś”, ale okazuje się, że można znaleźć też coś, co nauczy nas trochę o historii i tym sposobem, dzięki naszemu Synkowi, poznaliśmy niesamowitą „Balladę o misiu Wojtku”, który pomagał żołnierzom na froncie w trakcie drugiej wojny światowej.

W przedszkolu, do którego uczęszcza Mały S. w tym roku był cały misiowy tydzień! Od poniedziałku dzieci rozmawiały o misiach, poznawały misiowe piosenki, przygotwywały ze swoimi paniami misie, w czwartek przyniosły ulubione do przedszkola, a w piątek czekały one na swoich właścicieli z dobnym upominkiem w łapkach!

Na zdjęciu styropianowy miś wykonany na zajęciach w przedszkolu przez Małego S.:

img_20161125_131137

Oprócz tego, dzieci i rodzice zostali zaproszeni do przygotowania misiowej galerii dowolnymi technikami. To, co zrobiły dzieci oraz ich rodzice, było niesamowite! Prace malowane, wyklejane, wydzierane. Były misie ręcznie uszyte, był nawet miś – wypiek. A jakiego misia przygotował Mały S.? Popatrzcie sami, jak wyglądały nasze prace 🙂

Gazetowy miś

Trzeba przygotować:

– mnóstwo gazet,
– taśmę klejącą,
– nożyczki,
– klej,
– biały papier
– kredki.

Przystępujemy do działania

Najpierw sklejamy pojedyncze kartki gazet tak by powstały:
– dwa worki – jeden duży na brzuszek misia, a drugi, trochę mniejszy na jego głowę.
– trzy tuby / rolki / tunele – zwał, jak zwał – jeden długi na łapki, a dwa krótsze, ale szersze na nogi.

Następnie potrzebujemy dużo, bardzo dużo, całe mnóstwo papierowych kulek, którymi wypchamy naszego misia.
U nas prace wyglądały mniej więcej tak: 

img_20161120_191837

img_20161120_191850

img_20161120_191932_1cs

img_20161120_191942

img_20161120_193902

img_20161120_193929

Tutaj widać zapełnione kulkami worki i tunele:

img_20161120_194318

Czas zakleić taśmą klejącą wypchane części misia:

img_20161120_194440

A następnie skleić je ze sobą w następujący sposób”
1. Z tyłu tułowia przyklejamy długi rulon w łapkami.
2. Od dołu przyklejamy pod skos najpierw jedną nogę, później drugą.
3. Przyklejamy z góry głowę.
4. Formujemy na niej uszka z pojedynczych kartek, oraz kartek z kilku razem zgniecionych
5. Robimy kulę z dwóch – trzech kartek i z tyłu przyklejamy misiowi ogonek.

img_20161120_200115

Czas na oczy. To zadanie Taty Wu. Narysował je kredkami na kartce papieru, ja je wycięłam, a Mały S. posmarował klejem….

img_20161120_201712

i dopasował najpierw jedno….

img_20161120_201800

a potem drugie:

img_20161120_201916

Pozostało nam jeszcze nazwać naszego misia. Otrzymał imię proste i chwytające za serce, a mianowicie:
„MIŚ DO KOCHANIA”.

img_20161120_204707

A tak nasz bohater dnia dzisiejszego jechał do przedszkola: tyłem, bo tak bezpieczniej. 😉

img_20161121_072807

The Wally Family takim oto dyplomem zostało uhonorowane za pracę włożoną w wykonanie „Misia do kochania”:

dyplom-misiowy

A Czy Wam podoba się pomysł na gazetowego misia?
Jak uczciliście dzisiejsze święto w swoich domach, przedszkolach i szkołach?
Czy lubicie miśki tak jak my??? 😉

Jeżeli tak, to zapraszam do pobrania pliku, w którym jest szablon prostego misia z kół do samodzielnego wykonania w domu: mis-z-kol-do-samodzielnego-wykonania. Bawcie się dobrze. 🙂

Pozdrawiam!

P.S. Dla tych, co rozochocili się wstępem i czekają na więcej o wróżbach, „Katarzynkach” i „Andrzejkach”, obiecuję zdjęcia na https://www.facebook.com/AleZjawa/ już jutro, a cały post pojawi się na blogu już w środę. 😉

Dotykowe warsztaty „Ale dzidziuś” – relacja 22.11.2016 r.

Warsztaty „Ale dzidziuś!” rozkręcają się na dobre. Wczoraj odbyło się nasze trzecie spotkanie, podczas którego położyliśmy akcent na zabawy dotykowe.

Na początek jednak wszyscy usiedliśmy razem w kręgu, by się sobie przedstawić lub przypomnieć imiona oraz podzielić informacją o ulubionej zabawce. Następnie mamy i dzieci wspólnie próbowały śpiewać i ilustrwać słowa piosenki ruchem. Najpierw było to krasnoludkowe „Szupurupu”, a potem znane nam już całkiem dobrze „Głowa – ramiona – kolana – pięty”.

Drewniane klocki

Ponieważ większość małych uczestników zajęć ma około roku, to można zaproponować im pierwsze zabawy konstrukcyjne. Zatem po wspomnianej rozgrzewce, na środek sali wjechały drewniane klocki w różnych kształtach i kolorach. Oczywiście, zanim zacznie się coś tworzyć i dudować, trzeba dowiedzieć się, jak to coś jest zbudowane, prawda? Dlatego też na pierwszy ogień poszło burzenie wież zbudowanych rękami mam. Było też dokładne badanie kształtów za pomocą rąk, no i oczywiście… małych buź. 😛

img_20161122_102206

img_20161122_102228

img_20161122_102232

Dotykowe rękawiczki

Kolejną zaproponowaną aktywnością, było przygotowanie przez mamy dla swoich szkrabów sensorycznych baloników oraz rękawiczek. Tutaj zaczął się prawdziwy raj dla dzieci, ponieważ mogły dotykać ryż, fasolę, kaszę, groch, mak, kokos. Mamy zezwoliły nawet na kosztowanie kokosu! Dzieci mogły przy okazji mogły pobawić się łyżkami, mieseczkami oraz lejkami służącymi do napełniania baloników i rękawiczek. Mamy śmiały się, że z tą ilością kokosu, mamy prawie gotowe świąteczne ciasto. 😛

img_20161122_103142

img_20161122_103205

img_20161122_103420

img_20161122_103648

img_20161122_103724

img_20161122_103231

Wytłumaczę jeszcze, dlaczego rękawiczki. Otóż rękawiczka ma ciekawy kształt – za każdy palec można pociągnąć, kiedy chwycimy ją za jeden, reszta zabawnie opada, kiedy ściśniemy, to część sypkiego materiału ze środka przedostaje się do sąsiedniego. To bardzo ciekawe. 🙂

Takie rekawiczki są dla dziecka interesujące jeszcze z innego powodu. Mam na myśli ciężar i fakturę.
Ciężar: wsypując do dwóch rękawiczek objętościowo tyle samo ryżu, co kokosu, okaże się, że jedna z nich jest o wiele cięższa o drugiej. Co to za dziwy? 🙂
Faktura: otóż ryż jest w dotyku inny niż kasza, kokos czy mak. Dla nas to oczywistość, ale maluch musi tego dopiero doświadczyć. Dajmy mu tę mozliwość i obserwujmy jak reaguje odkrywając tajniki świata.

A gdyby ktoś miał ocohtę na jeszcze inne zabawy z rękawiczkami, to prezentuję pomysł na zwierzaki – cudaki tu <klik>.

Nasmarowane mamusie

Wiecie ile radości daje czuły masaż? Wiecie, ponieważ same pewno codziennie po kąpieli wycierając swoje dziecko go wykonujecie, być może nawet z wykorzystaniem jakiegoś kremu. Warto też pozwolić na taki czuły dotyk swojemu dziecku. Dla niego jest to kontakt z inną substancją, być może nową, a dla Was, mamusie czysta przyjemność. Przyjemne z pożytecznym. Wiadomo, początkowo bawimy się w smarowanie jednej ręki, czy nawet jej kawałka, ale z czasem maluch nabiera wprawy, oswaja się z kremem i z przyjemnością nasmaruje Wam nogi, a nawet plecy. Mały S.uwielbia tę zabawę w domowe SPA. Jedyne, czego trzeba pilnować, to ilość zużywanego kremu, ale to „pestka”, a jakież to wspaniałe ćwiczenie dotykowe. 🙂

img_20161122_104737

img_20161122_104731

img_20161122_104746

img_20161122_104809

Bańki mydlane

Na koniec zajęć zaproponowałam wspólne puszczanie i łapanie baniek mydlanych. Ileż było radości, kiedy latały w powietrzu oraz ile zdziwienia, kiedy nagle znikały!

img_20161122_105153

img_20161122_105202

img_20161122_105246

Wszystkie zabawy zostały uwiecznione na fotografiach, których całkiem sporo w galerii na końcu posta.
Zapraszam do oglądania.

Pozdrawiam! 🙂

P.S. kolejne takie warsztaty już we wtorek 29 listopada. Jeśli masz ocohtę dołączyć do grupy ze swoim Maluszkiem, napisz lub zadzwoń. Wszystkie dane znajdziesz w zakładce „KONTAKT/WSPÓŁPRACA”.

 

Skąd się bierze asertywność, czyli pozwól dziecku na „nie”.

Na początku tego wpisu chcę podziękować Inspiracjom, które mnie spotykają. Tymi Inspiracjami są znajome mniej lub bardziej dzieci oraz ich rodzice. Czasem inspiracją do głębszych przemyśleń jest cała rozmowa, jakieś wydarzenie pomiędzy dziećmi lub dzieckiem a rodzicami, a czasem zaledwie jedno zdanie, pytanie lub gest. Tym razem wyszliśmy od rozmowy na temat „buntujacych się” i nie maluchów, by dojść do asertywności. Ale może zacznę od początku.

Każdy z nas chciałby, aby jego dziecko w przyszłosci potrafiło stawić czoła światu, prawda? Żeby umiało oprzeć się wszelkim mogącym je spotkać negatywnym wpływom. Chcielibyśmy wyposażyć je w takie umiejętności psychologiczne i społeczne, by z łatwością odróżniało to, co dla niego dobre od tego, co mu może zaszkodzić. 

Pierwsze, co się nasuwa, to oczywiście skojarzenia ze szkolną rzeczywistością: wagary, narkotyki, alkohol, papierosy, namowy do seksu, kradzieży, podpuszczanie przez starszych kolegów czy koleżanki, itp. I to bardzo ważne, by ten nastoletni okres „burzy i naporu” przejść bez szwanku. Jednakże negatywne wpływy rozpoczynają się znacznie wcześniej niż w szkole podstawowej, gimnazjum, czy w liceum! Wiadomo, najpierw inne, mniejszego kalibru niż te wymienione tu w pierwszej kolejności, ale chcę pokazaćdo czego mogą prowadzić inne, uznawane za mniej szkodliwe.

Jedzenie

Czy zdrarzyło się Wam kiedykolwiek być namawianym lub przymuszanym do jedzenia? Pamiętacie towarzyszące Wam uczucia? Niektórzy z tego powodu mają prawdziwą traumę i jest to najszczersza prawda, że zaburzenia odżywiania mogą mieć swoje korzenie w poczatkach przygody z rozszeraniem diety, karmieniem na siłę i trzymaniu dziecka przy stole aż talerz będzie pusty…
Co prawda jedzenie to temat dłuższy i bardziej skomplikowany, nadający się na oddzielny post, jednak świetnie nadaje się tutaj jako przykład. Dziecko ma naturalny regulator uczucia głodu i sytości. Zatem spokojnie, jeśli jest zdrowe, prawidłowo się rozwija, nie ma żadnych zaburzeń, to kiedy mówi „dość”, naprawdę czuje się syte i więcej nie potrzebuje, a kiedy jest głodne, to… będzie wołać, dopóki nie dostanie jeść – i to niezależnie od tego, czy to kilkudniowy maluch, czy trzylatek. 😉

Słodycze

Kolejny przykład, związany poniekąd z jedzeniem i też szerooooki tak, że zasługuje na odrębny post, to słodycze. Coraz więcej rodziców jest świadomych zagrożeń związanych, jakie niesie ze sobą spożywanie cukru. To kwestia możliwego rozwoju otyłości, insulinoodporności czy cukrzycy. Jak pokazały badania, o których można poczytać tu <klik> czy tu <klik>, Altzheimer to może być cukrzyca III typu. A chyba każdy z nas chciałby uchronić przed takimi powikłaniami swoje dzieci, prawda? Okazuje się, że nie dawać dzieciom słodyczy i białego cukru to za mało. Ważne też, by nie zachęcać słowami: „No weź, popatrz, inne dzieci też jedzą i smakuje im.”, „Proszę, poczestuj się, będzie mi miło”, itp.

Buziaki, przytulaski, czyli powitania i pożegnania

„No przytul się do cioci na pożegnanie”, „Daj babci buziaka na powitanie”. Dziecko nie chce, nie ma ochoty na taki bliski kontakt fizyczny, więc pozwalamy mu na dystans. Wywieranie presji, by jednak zrobić coś, bo „wypada” to zła droga. Pisałam już o tym jakiś czas temu w poście o nietykalności osobistej <klik>. Tutaj powtrzam i dodam, że to także mechanizm obronny przez możliwym wykorzystaniem seksualnym. Wiadomo, ciocia czy babcia raczej mają dobre zamiary, ale jeśli dziecko, zwłaszcza to malutkie rzadko je widzi, to nie będzie od razu do nich lgnęło i dobrze. Bo do obcego pana i obcej pani też nie powinno.

Pozwól odmówić

Pozwólmy dziecku na odmowę już teraz, kiedy jest małe, niech trenuje, póki może w bezpiecznym, domowym środowisku. Nie mówię, że zawsze i w każdej sytuacji. Ucząc je asertywności, czyli mówienia „nie”, kiedy coś mu nie pasuje, jednocześnie uczymy też kompromisu i wypracowywania wspólnych rozwiązań.
Z jednej strony chciałoby się dziecka, które zawsze zrobi to, o co je poprosimy, wykona każde polecenie, a z drugiej… czy na pewno chodzi nam o to, by zawsze i z każdym się zgadzało? By bezkrytycznie przyjmowało za swoje zdania innych osób?

Daj wybór

Dziecko nie ma ochoty na współpracę? Ma zupełnie inne pragnienia niż nasze potrzeby? Hm… to jest trudne. Często w takich sytuacjach „czacha mi paruje”, żeby wymyślić odpowiednią propozycję, ale warto. Nazywa się to pozornym wyborem. Technika ta polega na przedstawieniu dziecku takich opcji, z których każda dla nas, rodziców  jest korzystna, a dziecko wybiera tę bardziej mu odpowiadającą.

Przykład:
Wychodzimy do przedszkola i pracy, czasu jest mało, a tu nagle krzyk przy ubieraniu skarpet: „Nieeeee, nie chcę tych skarpetek!”. Patrzę i co widzę? Mały S. nie może poradzić sobie z ich ubraniem. Co mówię? „Dobrze, weź sobie sam z szuflady inne.” Idzie, bierze, ubiera. Dumny, że sam wybrał i szczęśliwy, że są takie, które łatwiej mu się wkłada na stopę, bo są bardziej elastyczne. I wierzcie mi, gdybym próbowała mimo wszystko przekonać go, by ubrał tamte, oboje bylibyśmy sfrustrowani, źli, być może zapłakani i oboje czulibyśmy się po prostu źle, że z takiej małej rzeczy zrobiła się „zadyma”. A tak? Dziecko szczęśliwe, a moje nerwy zostały w stanie spoczynku. 😉

Dziecko płacze przy ubieraniu rajstop? Może po prostu nie chce tych żółtych? Wytłumaczmy, że musimy ubrać się odpowiednio do pogody, by było nam ciepło podczas spaceru, a kolor rajstop? No cóż, być może będzie oryginalnie dopasowany do reszty stroju. 😉 Czasem ważniejsze jest to, żeby dziecku było po prostu ciepło:
„Posłuchaj, nie chesz ubrać żółtych rajstop? To wybierz sam te, które Ci odpowiadają. Jednak jest zimno i któreś ubrać musimy, żeby było Ci ciepło.”

Pozwól dojrzeć

Czas, kiedy dziecko zaczyna świadomie używać słowa „nie” jest trudny dla rodziców i otoczenia. Często nazywany jest buntem dwulatka, trzylatka… Jednak ja jestem daleka od używania tych terminów. W dziecku budzą się jego własne upodobania, które chce wyrazić. My, dorośli też często mamy inne zdanie niż mąż, rodzic, znajomy i nikt nam nie odbiera do tego prawa. Dlatego też, pozwólmy dzieciom wyrazić swoje zdanie.

Owszem, zaraz zasypie mnie lawina komentarzy mówiąca o tym, że przecież my, dorośli nie kładziemy się na podłodze, nie krzyczymy na całe gardło w sklepie, nikogo nie uderzamy, ponieważ mamy inne zdanie. Zgadza się, my, DOROŚLI i DOJRZALI, a przed nami stoją DZIECI, jeszcze NIEDOJRZAŁE. Warto to sobie uświadomić.

Ich system nerwowy musi przejść trudną drogę, by nauczyć się radzić sobie z emocjami w społecznie akceptowalny sposób. Do tego potrzeba rozmowy z rodzicami oraz treningu. Pozwólmy dziecku głośno mówić „nie”, by za kilka czy kilkanaście lat również potrafiło samo to zrobić, kiedy nas już nie będzie przy nim niemal 24 godz. na dobę i by nie musiało wyrażać cichego sprzeciwu przeciw nam, dorosłym, uciekając po cichu w jakieś używki.

To pisałam ja, matka Trzylatka, który często jest na „nie”.
Z pozdrowieniami dla wszystkich, którzy przeżywają teraz podobnie trudne chwile!

Kolorowe i pachnące, czyli warsztaty „Ale dzidziuś” po raz drugi – relacja 15.11.2016 r.

Chyba wszyscy wiedzą jak bardzo wymagające są niemowlęta. Jak wiele potrzeba im uwagi i jak często potrzebują zmieniać zajęcia. Nie ma siedzenia, facebookowania, picia gorącej kawy i jedzenia ciepłego obiadu, oj nie! No chyba, że maluch akurat śpi, a my zamykamy oczy, żeby nie widzieć bałaganu, który trzeba posprzątać. 😛

Dlatego też, przygotowując się do warsztatów „Ale dzidziuś!” zawsze biorę pod uwagę te potrzeby maluszków, by było inspirująco, rozwijająco i ciekawie, czyli, by na przykład zajęcia były kolorowe i pachnące, a dzieci mogły użyć najbardziej interesujących je sprzętów, czyli tego, czym „bawią się” dorośli.

Kolorowe…

Tym razem do zabawy plastycznej z farbami postanowiłam wykorzystać widelce. Dlaczego? Po pierwsze spełniają kryterium „dorosłego” narzędzia. Po drugie, łatwiej niż pędlem można nabrać farby z pomocą mamusi czy tatusia. Po trzecie, można tą wybrzuszoną częścią zrobić zwyczajne „ciap ciap” po plamie farby na kartce. Po czwarte – ciągnąc widelcem po kartce zostaje nam ślad kilku kresek, zupełnie, jak gdyby namalował je wprawny artysta. Proste i efektowne, prawda? 🙂

Część dzieciaczków malowała też rękami, a i nie tylko po kartce, ale i po nogach, a nawet po mamach – po kwadransie niemal wszystko wokół nas było kolorowe. Nikomu jednak to nie przeszkadzało, bo najważniejsza była dobra zabawa, a przecież wszystko da się umyć. 🙂

img_20161115_101746

img_20161115_101643

Relaksujące…

W ramach ćwiczeń odprężających i relaksujących, a przy okazji budujących zaufanie tym razem był masaż z użyciem pędzelka. To bardzo proste ćwiczenie, które naprawdę może zdziałać cuda. Po pierwsze stumuluje dotykiem włosków pędzelka różne miejsca na ciele – od stóp, przez plecy, brzuch, aż po same uszy. 😉 Po drugie zabawa ta może zarówno pomóc nam się wyciszyć, uspokoić poprzez delikatne pociągnięcia pędzelkiem, przyciszony, spokojny głos, którym zwracamy się do dziecka, ale też, gdy wszystko jest na „nie”, może pomóc wyprodukować trochę endorfin poprzez łaskotki i wywołany nimi śmiech. 😉

img_20161115_103109

img_20161115_103115

img_20161115_103129

img_20161115_103156

Pachnące…

Na koniec zajęć zrobiło się aromatycznie i czekoladowo za sprawą masy solnej, którą dzieci mogły odrywać, ściskać, wyrabiać… Razem z rodzicami wycinały też różne kształty za pomocą foremek.

img_20161115_103943

img_20161115_104041

img_20161115_104139

img_20161115_104154

img_20161115_104257

img_20161115_104306

Gdyby ktoś poszukiwał bezpiecznej ciastoplastoliny, to zapraszam do wpisu z przepisem na masę, którą robi się samodzielnie w domu z bezpiecznych składników <klik>.

Oczywiście, nie mogło zabraknąć też piosenek z pokazywaniem, które towarzyszą wszystkim warsztatom. Rozgrzewaliśmy swoje ręce  i nogi oraz uczyliśmy się mówić „tak” i „nie”. 🙂

Pachnące i kolorowe warsztaty „Ale dzidziuś!” dobiegły końca. Na szczęście zostały po nich barwne malunki i aromatyczne figurki do domowej galerii wszystkich uczestników zajęć oraz zdjęcia, do oglądania których zapraszam do galerii na końcu posta.

Pozdrawiam! 🙂

 

Galeria zdjęć z warsztatów:

Warsztaty jak malowane, czyli „Ale dziecko! Ale mama!” 10.11.2016 r.

Tydzień temu na warsztatach rządziły farby 😉 Domalowywaliśmy kotkom brakujące części ciała, takie jak ogony, noski, wąsy i futerko. Zabawa z farbami oczywiście była poprzedzona rozmową na temat wyglądu kotka. Potem dzieci ochoczo przystąpiły do pracy. Niektórym farby spodobały się tak bardzo, że jedna praca to było za mało!

Zaproponowałam więc malowanie…. widelcami. Tym razen sztućcami maczanymi w farbie dzieci z mamusiami namalowały jeżykom kolce.

 

img_20161110_111950_4cs

img_20161110_112011

img_20161110_162111

img_20161110_111936

img_20161110_153858

img_20161110_162826

Rymowanki

Rymowane teksty wszyscy zapamiętują szybciej. Z dziećmi jest zupełnie tak samo. 😉 Wiersze są dla dzieci ważne i cenne także z tej przyczyny, że dzięki nim najmłodsi uczą się melodii języka oraz ćwiczą koncentrację. Jest to też doskonałe ćwiczenie percepcji słuchowej. Dlatego też na warsztatach oprócz licznych piosenek pojawiają się i wierszyki. Podczas wakacji były te nazywane paluszkowymi <klik>, a ostatnio uczyliśmy się rymowanki – pokazywanki o dzieciach, które spacerowały drogą równą oraz z kamykami, po któych można skakać:

Idą dzieci równą drogą (trzy kroki w przód)

po kamykach przejść nie mogą! (zatrzymujemy się)

Po kamykach: hop, hop, hop; (trzy podskoki w przód)

do dołeczka skok! 🙂 (podskok i przysiad)

 

Stymulacja dotykowa

Tym razem wykorzystałam narzędzie zamówione u Gadatkowych pomocy. Były to rewelacyjne tematyczne filcowe puzzle sensoryczne. Dzięki nim, „Ale dzieci!” razem z „Ale mamami!” miały okazję porozmawiać o ubraniach, meblach, pojazdach, zabawkach, owocach i warzywach i artykułach biurowych. Dzięki temu dowiedziały się, do jakiej kategorii należą poszczególne puzzle oraz gdzie i do czego są używane przedmioty, które przedstawiają. Puzzle mają wyjmowane wnętrze, więc oprósz atrakcyjnych kontrastowych barw kuszą wypukłościami i dzieci chętnie je dotykają, analizując kształt nie tylko wzrokowo, ale i dotykowo.

img_20161110_104828

img_20161110_104834

img_20161110_104846

img_20161110_104855

img_20161110_105544

img_20161110_164941

img_20161110_165019

img_20161110_165034

img_20161110_104925

img_20161110_164837

img_20161110_164914

img_20161110_165051 

Jak malowane!

Gdybyśmy tylko malowali kotki i jeże, to byłoby zbyt mało, by nazwać całe czwartokowe warsztaty malowanymi. Oprócz standardowego spotkania z farbami i kartkami, dzieci miały okazję pomalować rękami lub stopami, ale przez…. folię. To było malowanie bez śladów. 😉 Gotowe prace dzieci zabrały do domu, tam rozpakowały z foliowej owijki i pewno z mamami odkrywały, co też przypominają te ich kolorowe plamy.

img_20161110_153659

img_20161110_102836

img_20161110_102842

img_20161110_171155

img_20161110_102937

img_20161110_153759

 

Wskakiwanie do kałuży

Jesień to nie tylko kolorowe liście i urocze zwierzątka. Zwłaszcza ta listopadowa jej część to już chłód, deszcz, a nawet mróz i śnieg, jak widać za oknem. Dlatego też tym razem na warsztatach pojawiły się… kałuże. Dzieci wokół nich tańczyły wraz ze swoimi mamami. Miały również okazję powskakiwać do nich, ile dusza zapragnie, kiedy tylko muzyka płynąca z głośników milkła. 

img_20161110_170211

img_20161110_170317

img_20161110_170431

Ćwiczenia oddechowe

Za tymi skomplikowanymi słowami kryje się tym razem ukochane przez dzieci puszczanie baniek mydlanych. Dzieci dzielnie trenowały odpowiednie ułożenie ust oraz siłę oddechu, by w powietrze raz po raz wyfruwały kolorowe banieczki. Ćwiczenia te usprawniają cały aparat mowy. Co ciekawe, to ćwiczenie często proponowane przez logopedów znane podobno było już w epoce… RENESANSU! Wspomina o nich Francois Rabelais w dziele pt. „Gargantua i Pantagruel”. Myśli żeglarzy wysypują się z głów właśnie w postaci baniek mydlanych.

Po dłuższej chwili dziecięcego skupienia, płyn przejęły mamy, a dzieci radośnie łapały banieczki przy dźwiękach piosneki „Bańkę łap”. 🙂

img_20161110_110613

img_20161110_110623

img_20161110_110642

img_20161110_172408

img_20161110_110940

img_20161110_172750

Warsztaty jak malowane dobiegły końca. Był na nich te i jeszcze inne zabawy. Jeśli chcecie poznać ich więcej, zapraszam na kolejne „Ale dziecko! Ale mama!” już w najbliższy czwartek, 17 listopada 2016 r. Szczegółowe informacje pod numerem telefonu, który jest w zakładce „KONTAKT”.

Na koniec zapraszam jeszcze na całkiem sporą porcję zdjęć pod tym postem. Podzielone są na dwie galerie – poranną i popołudniową.

Pozdrawiam! 🙂

 

 

Galeria zdjęć z zajęć porannych:

Galeria zdjęć z zajęć popołudniowych:

 

Mały fizyk, czyli relacja z warsztatów „AD!AM!” 3.11.2016 r.

Dzieci są ciekawe świata. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że w dużej mierze właśnie dzięki nim my, dorośli, również poszerzamy swoją wiedzę. Dlaczego tak sądzę? Ponieważ dziecięca dociekliwość i pytania dlaczego coś wygląda tak, a nie inaczej, jak jest zbudowane, do czego służy, gdzie coś się kończy lub jak się zaczyna sprawia, że musimy oderwać się od zwykłej szarej codzienności, biegu za przysłowiowym „chlebem powszednim” i razem z małym Poszukiwaczem odkryć to, co nieznane. Czasem są to naprawdę drobiazgi, ale czasem można przez przypadek dowiedzieć się, do czego służy teodolit laserowy <klik> lub co to są menhiry <klik> i dolmeny <klik> – tak, tak, Mały S. to wie, a przy nim dowiedzieli się także jego Rodzice. Gdybyście też mieli ochotę się dowiedzieć, to wrzuciłam linki do cioci Wiki, która w skrócie wyjaśni, o co chodzi. 😉

Mały fizyk

Podczas warsztatów „Ale dziecko! Ale mama!” staramy się odkrywać świat i różne jego tajemnice. Tym razem padło na fizykę. Za sprawą wody gazowanej i nie rodzynki tonęły lub podskakiwały w szklaneczkach małych Odkrywców. Zabawa ta jest o tyle ciekawa, że na początku fascynuje samo wrzucanie czegoś do wody, potem oglądanie efektów – zwykłych rodzynek na dnie szklanki, rodzynek oblepionych bąbelkami, tych które co jakić czas unoszą się, by opaść oraz tych, które po dłuższym czasie wypływają na powierzchnię i już nie chcą opaść. Przy okazji tego doświadczenia, dzieci miały okazję skosztować obu rodzajów wód, a potem ze smakiem spałaszować przedmiot doświadczeń, czyli słodkie rodzynki. 😉

img_20161103_104416

img_20161103_163719

Drewniane cudeńka

Tak jak na poprzednich warsztatach <klik>, tak i tym razem dzieci miały okazję pobawić się dwoma rodzajami drewnianych zabawek. Grupa poranna ćwiczyła swoją sprawność, cierpliwość, dokładność, koordynację oko – ręka łowiąc na wędkę zwierzątka wodne, pojazdy lub literki. Z kolei grupa popołudniowa nawlekała kolorowe kulki tworząc piękne korale, a ponieważ grupa składała się z samych dziewczynek, to przy okazji strojenia, porozmawiałyśmy o ulubionych fryzurach.

img_20161103_102500

img_20161103_102537

img_20161103_102617

img_20161103_102713

img_20161103_161612

img_20161103_161720

img_20161103_161729

Tany, tany

Jednak nie samymi doświadczeniami oraz zabawą na materacu żyje każdy mały fizyk. Wszyscy wiedzą, że koniecznie w jego życiu musi być także taniec, muzyka i śpiew. Dlatego też musieliśmy zatańczyć „Boogie – woogie”, „Kaczuszki”, „Piłkę nożną”, „Smerfne tango”, „Hupaj siupaj”, pokazać jak chodzą zwierzątka, zabawić się w niedźwiadki, muszki, trochę pomaszerować no i pośpiewać „Dmucha wiatr”, a także „Głowa mówi”!

Tutaj zdjęcie, na którym widać jak wszystkie muszki lecą:
img_20161103_172341

Plastelina – jarzębina i… zadanie domowe!

Ćwiczeniem, które tym razem zaproponowałam małym rękom było wylepienie plasteliną gałązek jarzębiny. Dzieci i mamy znów sprawiedliwie podzieliły się pracą – u jednych mamy ogrzewały plastelinę w dłoniach i odrywały małe kawałki, by dzieci mogły przykleić i rozetrzeć je na kartce, a u innych odwrotnie. Pierwszy model był jednak zdecydowanie częstszy.

img_20161103_110948

img_20161103_111103

img_20161103_170101

Po raz pierwszy odkąd prowadzę warsztaty, postanowiłam „Ale dzieciom!” dać do domu coś więcej oprócz prac, które same wykonały podczas zajęć. Tym razem dzieci otrzymały także… zadanie domowe! 😛 Nie żartuję 😉 Każde otrzymało kartę z różnymi kształtami jesiennych liści, które trzeba połączyć w pary, określić, który liść niema pary i spróbować go dorysować. Poszalałam. 😀 A najlepsze jest to, że wszyscy się bardzo z tego pomysłu ucieszyli! Ciekawe, który mały fizyk je wykona i się nim pochwali? Przekonam się jeszcze dziś.

Do zobaczenia 😉

P.S. Poniżej oczywicie galerie zdjęć z podziałem na grupy poranną i popołudniową, by łatwiej móc się odszukać.

Galeria zdjęć z porannych warsztatów:

Galeria zdjęć z warsztatów popołudniowych:

„Ale dzidziuś!” – relacja z pierszych warsztatów 8.11.2016 r.

Ruszyły!

Nowe warsztaty „Ale dzidziuś!” dla jeszcze młodszych dzieci i ich mam.

Co robiliśmy na pierwszych zajęciach? Oczywiście musieliśmy się trochę poznać – siedząc w kręgu, mamy w imieniu swoim i dzieci przedstawiły się, pochwaliły wiekiem pociech i podzieliły informacją o porze porannej drzemki szkrabów. Przyznam nieskromnie, że porę na zajęcia wybrałam doskonałą, ponieważ okazało się, że to właśnie w tej godzinie dzieci zazwyczaj ładują swoje akumulatory. 😛 Chyba powinnam puścić los na loterii. 😉

W tym czasie dzieciom się nie nudziło – bez obaw! Kiedy mamy wymieniały się informacjami, maluszki miały okazję pobawić się pluszakami, które tłumnie zawitały na warsztaty.

img_20161108_095653

Muzycznie

Żadne moje warsztaty dla dzieci nie mogłyby odbyć się bez muzyki, zatem również podczas zajęć „Ale dzidziuś!” nie może być inaczej. Zaczęliśmy od piosenki, w której ruszały się nasze głowy, a następnie rozszerzyliśmy ruch na całe ciało ze słowami piosenki „Głowa – ramiona – kolana – pięty”. Podczas tej pierwszej maluszki siedziały vis a vis swoich mam, by dobrze widzieć ich ruchy, natomiast przy drugiej siedziały na kolanach lub leżał na materacach, a mamy wskazywały odpowiednie części ciała. Śmiechu było co nie miara, ponieważ okazało się, że pokazywać na kimś wcale nie jest tak łatwo, a poza tym…. palce o stóp to nie pięty. 😛

W późniejszej części zajęć jako przerywnik rozgrzewaliśmy swoje dłonie i stopy masując je oraz klaszcząc i tupiąc.

Dużo, okrągłe i kolorowe

Pierwszą zabawą, którą zaproponowałam tym razem, było toczenie drewnianych kuleczek w miednicach. 😉 Dzieciom zestawienie kulki + miski bardzo się spodobało i bardzo szybko wymyśliły mnóstwo odmian tej zabawy – od wyrzucania i ponownego ich wkładania, przez przekładanie z miski do miski, stukanie nimi o siebie, wymianę z innymi dziećmi, smakowanie (a jakże by inaczej! ;)) aż po grę na odwróconych miednicach.

img_20161108_101631

img_20161108_101636

img_20161108_101646

img_20161108_101659

img_20161108_101705

img_20161108_101721

img_20161108_102109

Malowanie bez plam jest możliwe!

Kolejną zabawą było malowanie. Nie było to jednak zwykłe malowanie, ale… przez folię. Dzięki temu dzieci mogły dowolnie rozprowadzać farbę dłońmi lub stopami, a nawet trzonkiem pędzelka. W ten sposób powstawały ciekawe impresje – górski krajobraz z zachodzącym słońcem, motyl czy nawet wulkan, z którego wypływała rozgrzana do czerwoności lawa. Przyznać jednak muszę, że niektórym małym „magikom” nawet folię udało się rozbroić, więc gdybyście próbowali tego w domu… użyjcie podwójnej warstwy. Tak na wszelki wypadek. 😉

img_20161108_103241

img_20161108_103259

img_20161108_103310

img_20161108_103319

img_20161108_103325

img_20161108_103328

img_20161108_103410

Małe białe, żółte, czarne..?

Na koniec jak zwykle został gwóźdź programu, a mianowicie miseczki wypełnione kaszą, grochem i makiem, łyżeczki oraz plastikowe jaja. Do czego to wszystko? Bynajmniej nie do gotowania 😛 Był to zestaw do stworzenia własnych niepowtarzalnych i jedynych w swoim rodzaju marakasów. Najpierw oczywiście trzeba było nieco te materiały poznać – poprzesypywać, podotykać, nawet posmakować! Następnie wszyscy uczestnicy warsztatów „Ale dzidziuś!” napełnili swoje plastikowe jaja i można było przystąpić do muzykowania. Tym razem nasza mała orkiestra akompaniowała utworowi Straussa „Nad pięknym modrym Dunajem”.

img_20161108_103940

img_20161108_103955

img_20161108_104028

img_20161108_104152

img_20161108_105044

I tym muzycznym akcentem zakończyliśmy nasze pierwsze spotkanie. Starałam się je w miarę możliwości uwiecznić na fotografiach, które znajdziecie w poniższej galerii.

Na następne zajęcia „Ale dzidziuś!” zapraszam już we wtorek 15 listopada 2016 r. o godz. 10.00 do sali wystawowej Gminnego Ośrodka Kultury w Buczkowicach. Pamiętajcie o wcześniejszych zapisach telefonicznych lub przez stronę w serwisie Facebook. Dane kontaktowe znajdziecie z zakładce „KONTAKT/WSPÓŁPRACA”.

Do zobaczenia! 🙂

 

Galeria zdjęć z pierwszych warsztatów „Ale dzidziuś!” 8.11.2016 r.:

Świat MOJEGO dziecka

Trzy lata temu przyszedł na świat mój Mały S. Trzy lata temu mój świat wywrócił się do góry nogami. Trzy lata temu chyba wszystkie wyobrażenia o macierzyństwie i rodzicielstwie powoli, jedno po drugim zaczęły podlegać solidnej weryfikacji. Rzekłąbym, że zaczęło się ich „wypalanie w ogniu”. Wiele z nich zostało odstawionych na półkę – pomiędzy bajki, część wylądowała w koszu, część została nieco zmodyfikowana. Czy coś zostało? Może jakiś…. promil? 😛

Od pierwszych godzin po urodzeniu nie kto inny, tylko ja wiedziałam o nim WSZYSTKO. Co, kiedy i jak długo jadł. Kiedy spał? Jaki to był sen? Czy był spokojny? Czy płakał? Dlaczego płakał? Kiedy go przebierałam i z jakiego powodu? Jak wygląda jego dzień? Kiedy wyszedł mu pierwszy ząb? Kiedy drugi? Kiedy zrobił pierwszy krok? Co jest jego ulubionym jedzeniem? Jaką lubi piosenkę?
Wiedza czasem męcząca, bo jestem jej jedyną posiadaczką, więc wszyscy dookoła wciąż mnie o coś pytają, ale jakże wyróżniająca. W końcu jestem MAMĄ i tylko ja to wiem. Nasza wiedza tajemna – niepowtarzalna relacja mamy i synka.

Nie mniej jednak dziecię rośnie. Przestaje być tylko z mamusią, coraz częściej zostaje z kimś innym. No i już mama nie wie wszystkiego, musi dopytać. Nie da rady zapytać o wszystko i dowiedzieć się WSZYSTKIEGO. Kolejne odcięcie pępowiny. Tym razem tej mentalnej. Nie było to łatwe, ale to jeszcze NIC.

Potem dziecko idzie do przedszkola.

I to już nie są przelewki, bo nie zostaje z tatą, dziadkami, ciocią, których można próbować dopytać o interesujące nas szczegóły. Teraz naszymi informatorami zostają
1. pani, która ma na głowie jeszcze 24 maluchów,
2. nasze dziecko.

No więc próbujemy się dowiedzieć, co się wydarzyło i co dziecku w duszy gra:
– Co jadłeś na obiad? Była może czerwona zupa?
– Było rysowanie albo malowanie?
– Byłeś na spacerze czy w przedszkolnym ogródku?
– Co robiła w przedszkolu Kasia / Jaś…?
….

Milion pytań!
A odpowiedzi czasem długie i kwieciste, czasem skąpe, a czasem ich nie ma….

A chciałoby się zapytać jeszcze o to, o to, o to, o to, o to i jeszcze o tamto…. Ale ileż można? Samej mi się już nudzi wypowiadanie zdań zakończonych pytajnikiem, a co dopiero dziecku? Gryzę się więc w język, żeby Małego S. nie zamęczyć i nie robić atmosfery przesłuchania z popołudnia. 😛

Moje dziecko ma trzy lata, jest przedszkolakiem – pasowanym 18 października na uroczystości w auli. I nie wszystko już o nim wiem. Codziennie jest milion rzeczy, o które chciałąbym zapytać, ale widzę, że moje dziecko jest już zmęczone pytaniami i odpowiadaniem na nie.

Pytam ja, pyta jego tata, pytają dziadkowie, pytają ciocie i wujkowie, pytają znajomi i sąsiedzi…

Pytań, które chciałabym zadań jest naprawdę multum, ale przecież moje rozmowy z dzieckiem to nie może być ciągłe dopytywanie o przedszkolną rzeczywistość. Mój synek rośnie, jest coraz starszy, ma już kawałek tylko swojego świata. Nie wiem już o nim wszystkiego, jak jeszcze kilka tygodni (!) temu. I nie pozostaje mi nic innego, jak tylko się z tym pogodzić. Codziennie będzie ode mnie się oddalał, może nie tak szybko, jak teraz w ciągu jednego dnia przekraczając przedszkolne progi, ale przyjdzie taki dzień, kiedy w ogóle pójdzie w świat i będę o nim i jego życiu wiedzieć tylko tyle, ile sam zechce mi powiedzieć, gdy zdecyduje się mnie odwiedzić. Wtedy mam nadzieję pamiętać słowa, które jakiś czas temu usłyszałam od mojej babci:
wychowanie-dla-swiata

Mnóstwo już za mną na macierzyńskiej ścieżce, a mimo to przede mną nadal kosmiczna podróż do przebycia. 😛 Codziennie nowe hasła, nowe pytania i poszukiwanie kolejnych odpowiedzi na nie. Tyle, że teraz już nie próbuję sobie nic wyobrażać i realizować swoich pomysłów, ale towarzyszyć. Kiedyś w jednym romantycznym 😉 filmie usłyszałam pewne zdanie, które staram się wcielać także w moją relację z Małym S. Nie przytoczę go dosłownie, bo nawet tytuł mi umknął, ale – parafrazując – chodzi o to, by każdy miał świadka swojego życia, by jego życie nie przeminęło niepostrzeżenie.

Synku, chcę być świadkiem Twojego życia na tyle, na ile Ty sam tego pragniesz i potrzebujesz.

Twoja Mamusia

Emocje a „nie chcę”, „nie lubię”, „nie będę”…

– Synku, co zjesz dziś na śniadanie? – pytam o poranku.
– Nic.
– A może masz ochotę na jajecznicę? – próba numer dwa.
– Nie, nic nie zjem.
– Hm…. A może płatki z bananem? – próbuję po raz trzeci.
– Nic nie chcę, na nic nie mam ochoty, nic nie będę jadł.

Kiedy w końcu o 9.30 jakimś cudem udało się nam zjeść co nieco:
– Synku, umyjemy teraz ząbki, co?
– Nie chcę myć zębów.

– S., chodź, ubierzemy się i pójdziemy na pole. – mówię z uśmiechem na twarzy.
– Nie chcę iść na pole.
– A może miałbyś ochotę zobaczyć, co słychać na placu zabaw? Dawno tam nie byliśmy.- Mimo, że już nieco zniechęcona, wciąż próbuję…
– Nie, mamo, ja nie chcę iść na wieś!

– S., obiad już czeka.
– Nie chcę. Nie będę jadł.
– Ok, a jak zgłodniejesz, to mi powiesz?
– Nie powiem…

– Mamo, idę do pokoju poczytać książeczkę.
– Dobrze, tylko pozbieraj najpierw zabawki, którymi skończyłeś się tu bawić.
– Nie pozbieram, nie chcę. Ja uciekaaaam! Cha, cha, cha, cha, cha…!

Emocje we mnie: „Aaaaa…!”

Mniej więcej w takim „nieniowym” klimacie upłynęło dopiero kilka godzin tego „upojnego” dnia. Co będzie dalej, aż strach pomyśleć… Emocje we mnie? Kocioł! Najpierw uśmiech i dystans powoli ustąpił miejsca zniecierpliwieniu, głębokie oddechy nie pomagają. Aż w końcu chciałoby się krzyknąć, wrzasnąć… Aaaaaa…! A najlepiej powiedzieć: „Rób, kazałam. Tak ma być. Bez dyskusji. Koniec. Kropka.” Pomogłoby? Mnie może by ciśnienie spadło, ale po pierwsze u dziecka albo byłby większy negatywizm, albo by zamilkło i zrobiło, albo by się rozpłakało… Wtedy z kolei we mnie byłoby poczucie winy za wybuch…

Niby każdą z powyższych sytuacji da się logicznie wytłumaczyć:
– nie miał jeszcze ochoty na śniadanie,
– wolał się bawić niż myć zęby (oczywiste, prawda?),
– nie miał ochoty na spacer, wolał pobawić się choćby w ogródku,
– nie był jeszcze na tyle głodny, by zjeść obiad,
– sprzątać nie chciał, bo już miał pomysł na inne zajęcie i by mu się opóźniło, a przy okazji wymyślił zabawę w uciekanie, bo zawsze jest miło jak mama łapie…

Fajnie. Ale co z tego, kiedy do zrobienia jest multum różnych rzeczy, czas goni, a do tego jest nas dwoje i ja też mam jakieś pomysły i plany na siebie danego dnia? Co z tego, kiedy ja muszę udźwignąć swoje emocje, które są negatywne i do tego jeszcze emocje mojego dziecka? Co z tego, kiedy we mnie już kipi?

Taki w tym ambaras, żeby dwoje chciało naraz…

No właśnie… Czasem wydaje się, że nasze dziecko robi nam na „złość”, że utrudnia, że przez jego stawanie „okoniem” mamy pod górkę.

Tymczasem ono może po prostu ma zły dzień i potrzebuje przytulenia.

Być może zbiera go choroba, przeziębienie lub się nie wyspało.

Być może śniło mu się coś złego i to spowodowało kwaśną minę, dystans i wszystko na „nie”.

Być może chce nam powiedzieć coś ważnego, a nie potrafi się wysłowić.

I co z tego, kiedy ja mam już naprawdę dość?

Odpowiedź nie jest prosta. Warto jednak spróbować powiedzieć sobie „STOP”. Chodzi o to, żeby się dalej nie nakręcać – jedno drugiego. Rodzic dziecka, dziecko rodzica. Wziąć kolejny głęboki oddech i zrobić to, co robisz sam, kiedy masz zły dzień. Nie iść w zaparte i skoro dziecko nie „współpracuje”, to stawiać mu kolejne zakazy, nakazy czy wymagania lub stosować zasadę „wet za wet”. Proponuję zrobić coś…. przyjemnego. Coś, co wszystkim poprawi humor i pozwoli dalej żyć we wzajmenym pokoju. 😛

Dla jednego dziecka będzie to chwila zabawy, dla innego kilka minut rozmowy, ale takiej, kiedy rodzic nie zajmuje się niczym innym i patrzy tam, gdzie wskazuje dziecko, ktoś inny może chciałby zamiast spaceru pojeździć rowerem, ktoś inny chciałby przytulenia – czasem w niemal czarodziejski sposób jeden przytulas potrafi zdziałać cuda i dziecko zaczyna z nami współdziałać.

Skoro ja dla odprężenia spotykam się z koleżanką, to może warto zaplanować taką rozrywkę i naszemu dziecku? Skoro ja wychodzę, żeby odetchnąć, odpocząć i zatęsknić, to może i naszemu dziecku przyda się taka odskocznia? Może jakieś wyjście na „kulki”?

I od razu świat staje się piękniejszy. 🙂

Postarajmy się na chwilę zapomnieć. Postawić kropkę na końcu tego zdania. Odwrócić kartkę i zacząć pisać kolejny rozdział. Wiem, że to trudne, samą mnie czasem roznosi od środka, ale zawsze wtedy przypominam sobie o tym, że nie warto pielęgnować w sobie złości. Lepiej napełniać się pozytywnym myśleniem, a poza tym…

male-tylko-raz