Mikołajkowe warsztaty „Ale dzidziuś!” – relacja 6.12.2016 r.

Jak 6 grudnia, to z pompą! Na warsztaty „Ale dzidziuś” również zawitał Mikołaj! Nie dość, że dzieci otrzymały drobne podarunki, to jeszcze miały okazję zobaczyć i dotknąć mikołajkowe chmurki prosto z nieba!

Ale może po kolei 😉

Tego dnia dzieci przywitała na sali wielka kolorowa chusta animacyjna. Na początku zajęć wszystkie mamy ze swoimi dziećmi usiadły na niej w kręgu, by się sobie przedstawić i podzielić, co też Święty przyniósł maluchom.

Następnie trzeba było trochę się rozgrzać, dlatego też wokół chusty odtańczyliśmy „Kółko graniaste” razem z obowiązkowym (!) przewracaniem się, buziakami i łaskotkami. 😉 Był też taniec „Poruszanka” oraz „Zimno nam w paluszki”.

Szczęście

Sznurówka + drewniana kulka = pełnia szczęścia. Kociego szczęścia, ponieważ „Ale dzidziusie!” zamieniły się w małe kocięta, którym mamusie pokazywały bujającą się i podskakującą kuleczkę do łapania. 🙂

 

Pełnia szczęścia

Czy można sobie wyobrazić jeszcze większe szczęście niż to opisane powyżej? Można:

papier toaletowy + maluch = pełnia szczęścia!

Kolejną zabawą zaproponowaną na warsztatach było rozwijanie i targanie papieru toaletowego. Znalezła się nawet jedna mała konsumentka tego towaru. 😉

Czas relaksu

Na każdych warsztatach znajdujemy chwilę na relaks ze stymulacją dotykową różnych partii ciała i budowanie zaufania poprzez kontakt fizyczny mamy i dziecka. Tym razem wybór padł na masaż różnego rodzaju piłeczkami. Do wyboru były gumowe kolczaste piłeczki, tkaninowe piłeczki z wypełnieniem ze styropianowych kuleczek, cięższe piłki wypełnione wodą, lekkie piłeczki do ping-ponga i pomponiki. Większość mam od razu wybierała dwie różne piłeczki – jedną do rączek dziecka i drugą do masażu. Nie uwierzycie, ale podczas masażu, w sali można było usłyszeć… ciszę! Większość dzieci tak zajęły piłeczki, ich gryzienie i dotykanie, że na nic innego już nie miały ochoty. 😉 Mamusie zatem słuchały tej błogiej ciszy, jednocześnie tocząc piłki po ciałkach swoich dzieci: rękach, nogach, brzuchach, plecach i twarzach.

Mikołajkowe chmurki

Na koniec zajęć wszystkie dzieci miały okazję dotknąć kawałka nieba. Otóż Mikołaj przywiózł ze sobą saniami trochę chmurek. 😉 Dzięki temu, dzieci mogły dotykać delikatnego białego puchu, razem z mamusiami dmuchać w niego (takie małe ćwiczenie logopedyczne 😉 oraz obserwować jak powoli opada. 

Tak upłynęły nam mikołajkowe warsztaty dla mam i niemowląt „Ale dzidziuś!” 

Jeśli macie ochotę zobaczyć więcej zdjęć, to zapraszam do galerii na końcu wpisu. Z kolei chętnych do uczestnictwa w zajęciach, zapraszam do kontaktu telefonicznego lub mailowego <klik> lub przez wiadomość na facebookowej stronie bloga <klik> w celu rezerwacji miejsca na kolejne zajęcia. Odbywają się one w każdy wtorek w sali wystawowej GOK w Buczkowicach o godz. 10.00.

Pozdrawiam!

Galeria zdjęć z warsztatów mikołajkowych 😉

Rzecz o dniu misia i nie tylko, czyli Łolisiowe DIY

Dziś 25 listopada, czyli imieniny Katarzyny. Jedne z ważniejszych wśród gorąco fetowanych przez Polaków przez wiele stuleci. Dlaczego? Otóż kiedyś było więcej zabaw niż tylko popularne dziś „Andrzejki”. Przez wieki przed ślubem chłopcy i dziewczęta bawili się osobno. Stąd też końcem listopada urządzano wieczory wróżb: „Katarzynki” dla dziewcząt, a „Andrzejki” dla chłopców. Podczas pierwszej z wymienionych zabaw próbowały przewidzieć swoją przyszłość panny, natomiast podczas drugiej, kawalerowie. Współcześnie nie ma już tradycji urządzania „Katarzynek”. Ale to nic, bo dzięki temu możemy cieszyć się tego dnia Światowym Dniem Pluszowego Misia i o tym tak naprawdę będzie dzisiejszy post. 😉

Skąd wzięły się pluszowe misie?

Otóż są dwie hipotezy powstania pluszowego misia jako zabawki dla dzieci. Są kompletnie różne i z dwóch różnych części świata, ale… czasowo oddalone od siebie niewiele.

Pierwsza historia pochodzi z Niemiec, a konkretnie z Lipska. Pod koniec XIX w. szyła pluszowe zwierzątka pewna sparaliżowana kobieta. Jej siostrzeniec, Richard Steiff wpadł na pomysł, by założyć firmę produkującą takie zabawki. Pluszaki wysytawiono w 1903 r. na targach w Lipsku, skąd zainteresowani Amerykanie zabrali 3000 szt. ze sobą za Ocean. Tam zdobyły dużą popularność i niedługo potem  zaczęły wytwarzać je masowo inne firmy zabawkarskie. A firma Steiffa istnieje po dziś dzień.

Druga wspomniana historia dotyczy prezydenta Stanów Zjedmoczonych Ameryki, Teodora Roosevelta, a właściwie jego towarzysza. Otóż, podczas polowania w 1902 r. postrzelił on młodego niedźwiadka, którego Roosevelt kazał wypuścić, co zostało uwiecznione na rysunku opublikowanym w gazecie. Grafika ta stała się inspiracją dla sklepikarza z Brooklynu, Morrisa Mitchona, który za pozwoleniem prezydenta zaczął produkować misie o imieniu „Teddy” i szybko stał się właścicielem jednej z najbardziej znanych firm produkujących misie!

Światowy Dzień Pluszowego Misia

Któż z nas ich nie lubi, prawda? Kojarzą się z ciepłem, radością, spokojnym snem i dobrą zabawą. Dlatego też w 2002 roku, w setną rocznicę powstania pluszowych misiów, ustanowiono Światowy Dzień Pluszowego Misia. Święto to jest coraz bardziej popularne ku uciesze dzieci i dorosłych, prawda? 🙂

Pierwszą fascynacją w życiu naszego Synka były właśnie misie i niedźwiedzie. Z tego powodu, mamy ich w domu całkiem sporo: 

misie-s

Pierwszym, co rysowaliśmy naszemu Dziecku, były właśnie misie. Na pytanie, co narysować, zawsze padało, że… misia. 😉 Mamy całkiem sporą galerię wspólnie wykananych prac:

  1. To plakat – miś, który wisi na naszej szafie. Wykonał go Mały S. razem z Tatą Wu pod nieobecność mamy. Na ulubionym, żółtym kolorze kartonu:

img_20161125_200857_1cs

2. To jeden z licznych rysunków Małego S. i mamusi 😉

img_20161125_201105_1cs

3. Oto nasze karnawałowe misiowe maski:

img_20161125_201202_1cs

4. A to samodzielnie pokolorowany przez Małego S. miś w lipcu 2015 roku:

img_20161125_201302_1cs

Jakich piosenek słuchał Mały S. najchętniej? Oczywiście tych o misiach. Były więc „Jadą, jadą misie”, „Stary niedźwiedź mocno śpi”, „Misio mniam mniam”, „Mały miś”, ale okazuje się, że można znaleźć też coś, co nauczy nas trochę o historii i tym sposobem, dzięki naszemu Synkowi, poznaliśmy niesamowitą „Balladę o misiu Wojtku”, który pomagał żołnierzom na froncie w trakcie drugiej wojny światowej.

W przedszkolu, do którego uczęszcza Mały S. w tym roku był cały misiowy tydzień! Od poniedziałku dzieci rozmawiały o misiach, poznawały misiowe piosenki, przygotwywały ze swoimi paniami misie, w czwartek przyniosły ulubione do przedszkola, a w piątek czekały one na swoich właścicieli z dobnym upominkiem w łapkach!

Na zdjęciu styropianowy miś wykonany na zajęciach w przedszkolu przez Małego S.:

img_20161125_131137

Oprócz tego, dzieci i rodzice zostali zaproszeni do przygotowania misiowej galerii dowolnymi technikami. To, co zrobiły dzieci oraz ich rodzice, było niesamowite! Prace malowane, wyklejane, wydzierane. Były misie ręcznie uszyte, był nawet miś – wypiek. A jakiego misia przygotował Mały S.? Popatrzcie sami, jak wyglądały nasze prace 🙂

Gazetowy miś

Trzeba przygotować:

– mnóstwo gazet,
– taśmę klejącą,
– nożyczki,
– klej,
– biały papier
– kredki.

Przystępujemy do działania

Najpierw sklejamy pojedyncze kartki gazet tak by powstały:
– dwa worki – jeden duży na brzuszek misia, a drugi, trochę mniejszy na jego głowę.
– trzy tuby / rolki / tunele – zwał, jak zwał – jeden długi na łapki, a dwa krótsze, ale szersze na nogi.

Następnie potrzebujemy dużo, bardzo dużo, całe mnóstwo papierowych kulek, którymi wypchamy naszego misia.
U nas prace wyglądały mniej więcej tak: 

img_20161120_191837

img_20161120_191850

img_20161120_191932_1cs

img_20161120_191942

img_20161120_193902

img_20161120_193929

Tutaj widać zapełnione kulkami worki i tunele:

img_20161120_194318

Czas zakleić taśmą klejącą wypchane części misia:

img_20161120_194440

A następnie skleić je ze sobą w następujący sposób”
1. Z tyłu tułowia przyklejamy długi rulon w łapkami.
2. Od dołu przyklejamy pod skos najpierw jedną nogę, później drugą.
3. Przyklejamy z góry głowę.
4. Formujemy na niej uszka z pojedynczych kartek, oraz kartek z kilku razem zgniecionych
5. Robimy kulę z dwóch – trzech kartek i z tyłu przyklejamy misiowi ogonek.

img_20161120_200115

Czas na oczy. To zadanie Taty Wu. Narysował je kredkami na kartce papieru, ja je wycięłam, a Mały S. posmarował klejem….

img_20161120_201712

i dopasował najpierw jedno….

img_20161120_201800

a potem drugie:

img_20161120_201916

Pozostało nam jeszcze nazwać naszego misia. Otrzymał imię proste i chwytające za serce, a mianowicie:
„MIŚ DO KOCHANIA”.

img_20161120_204707

A tak nasz bohater dnia dzisiejszego jechał do przedszkola: tyłem, bo tak bezpieczniej. 😉

img_20161121_072807

The Wally Family takim oto dyplomem zostało uhonorowane za pracę włożoną w wykonanie „Misia do kochania”:

dyplom-misiowy

A Czy Wam podoba się pomysł na gazetowego misia?
Jak uczciliście dzisiejsze święto w swoich domach, przedszkolach i szkołach?
Czy lubicie miśki tak jak my??? 😉

Jeżeli tak, to zapraszam do pobrania pliku, w którym jest szablon prostego misia z kół do samodzielnego wykonania w domu: mis-z-kol-do-samodzielnego-wykonania. Bawcie się dobrze. 🙂

Pozdrawiam!

P.S. Dla tych, co rozochocili się wstępem i czekają na więcej o wróżbach, „Katarzynkach” i „Andrzejkach”, obiecuję zdjęcia na https://www.facebook.com/AleZjawa/ już jutro, a cały post pojawi się na blogu już w środę. 😉

Dotykowe warsztaty „Ale dzidziuś” – relacja 22.11.2016 r.

Warsztaty „Ale dzidziuś!” rozkręcają się na dobre. Wczoraj odbyło się nasze trzecie spotkanie, podczas którego położyliśmy akcent na zabawy dotykowe.

Na początek jednak wszyscy usiedliśmy razem w kręgu, by się sobie przedstawić lub przypomnieć imiona oraz podzielić informacją o ulubionej zabawce. Następnie mamy i dzieci wspólnie próbowały śpiewać i ilustrwać słowa piosenki ruchem. Najpierw było to krasnoludkowe „Szupurupu”, a potem znane nam już całkiem dobrze „Głowa – ramiona – kolana – pięty”.

Drewniane klocki

Ponieważ większość małych uczestników zajęć ma około roku, to można zaproponować im pierwsze zabawy konstrukcyjne. Zatem po wspomnianej rozgrzewce, na środek sali wjechały drewniane klocki w różnych kształtach i kolorach. Oczywiście, zanim zacznie się coś tworzyć i dudować, trzeba dowiedzieć się, jak to coś jest zbudowane, prawda? Dlatego też na pierwszy ogień poszło burzenie wież zbudowanych rękami mam. Było też dokładne badanie kształtów za pomocą rąk, no i oczywiście… małych buź. 😛

img_20161122_102206

img_20161122_102228

img_20161122_102232

Dotykowe rękawiczki

Kolejną zaproponowaną aktywnością, było przygotowanie przez mamy dla swoich szkrabów sensorycznych baloników oraz rękawiczek. Tutaj zaczął się prawdziwy raj dla dzieci, ponieważ mogły dotykać ryż, fasolę, kaszę, groch, mak, kokos. Mamy zezwoliły nawet na kosztowanie kokosu! Dzieci mogły przy okazji mogły pobawić się łyżkami, mieseczkami oraz lejkami służącymi do napełniania baloników i rękawiczek. Mamy śmiały się, że z tą ilością kokosu, mamy prawie gotowe świąteczne ciasto. 😛

img_20161122_103142

img_20161122_103205

img_20161122_103420

img_20161122_103648

img_20161122_103724

img_20161122_103231

Wytłumaczę jeszcze, dlaczego rękawiczki. Otóż rękawiczka ma ciekawy kształt – za każdy palec można pociągnąć, kiedy chwycimy ją za jeden, reszta zabawnie opada, kiedy ściśniemy, to część sypkiego materiału ze środka przedostaje się do sąsiedniego. To bardzo ciekawe. 🙂

Takie rekawiczki są dla dziecka interesujące jeszcze z innego powodu. Mam na myśli ciężar i fakturę.
Ciężar: wsypując do dwóch rękawiczek objętościowo tyle samo ryżu, co kokosu, okaże się, że jedna z nich jest o wiele cięższa o drugiej. Co to za dziwy? 🙂
Faktura: otóż ryż jest w dotyku inny niż kasza, kokos czy mak. Dla nas to oczywistość, ale maluch musi tego dopiero doświadczyć. Dajmy mu tę mozliwość i obserwujmy jak reaguje odkrywając tajniki świata.

A gdyby ktoś miał ocohtę na jeszcze inne zabawy z rękawiczkami, to prezentuję pomysł na zwierzaki – cudaki tu <klik>.

Nasmarowane mamusie

Wiecie ile radości daje czuły masaż? Wiecie, ponieważ same pewno codziennie po kąpieli wycierając swoje dziecko go wykonujecie, być może nawet z wykorzystaniem jakiegoś kremu. Warto też pozwolić na taki czuły dotyk swojemu dziecku. Dla niego jest to kontakt z inną substancją, być może nową, a dla Was, mamusie czysta przyjemność. Przyjemne z pożytecznym. Wiadomo, początkowo bawimy się w smarowanie jednej ręki, czy nawet jej kawałka, ale z czasem maluch nabiera wprawy, oswaja się z kremem i z przyjemnością nasmaruje Wam nogi, a nawet plecy. Mały S.uwielbia tę zabawę w domowe SPA. Jedyne, czego trzeba pilnować, to ilość zużywanego kremu, ale to „pestka”, a jakież to wspaniałe ćwiczenie dotykowe. 🙂

img_20161122_104737

img_20161122_104731

img_20161122_104746

img_20161122_104809

Bańki mydlane

Na koniec zajęć zaproponowałam wspólne puszczanie i łapanie baniek mydlanych. Ileż było radości, kiedy latały w powietrzu oraz ile zdziwienia, kiedy nagle znikały!

img_20161122_105153

img_20161122_105202

img_20161122_105246

Wszystkie zabawy zostały uwiecznione na fotografiach, których całkiem sporo w galerii na końcu posta.
Zapraszam do oglądania.

Pozdrawiam! 🙂

P.S. kolejne takie warsztaty już we wtorek 29 listopada. Jeśli masz ocohtę dołączyć do grupy ze swoim Maluszkiem, napisz lub zadzwoń. Wszystkie dane znajdziesz w zakładce „KONTAKT/WSPÓŁPRACA”.

 

Mały fizyk, czyli relacja z warsztatów „AD!AM!” 3.11.2016 r.

Dzieci są ciekawe świata. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że w dużej mierze właśnie dzięki nim my, dorośli, również poszerzamy swoją wiedzę. Dlaczego tak sądzę? Ponieważ dziecięca dociekliwość i pytania dlaczego coś wygląda tak, a nie inaczej, jak jest zbudowane, do czego służy, gdzie coś się kończy lub jak się zaczyna sprawia, że musimy oderwać się od zwykłej szarej codzienności, biegu za przysłowiowym „chlebem powszednim” i razem z małym Poszukiwaczem odkryć to, co nieznane. Czasem są to naprawdę drobiazgi, ale czasem można przez przypadek dowiedzieć się, do czego służy teodolit laserowy <klik> lub co to są menhiry <klik> i dolmeny <klik> – tak, tak, Mały S. to wie, a przy nim dowiedzieli się także jego Rodzice. Gdybyście też mieli ochotę się dowiedzieć, to wrzuciłam linki do cioci Wiki, która w skrócie wyjaśni, o co chodzi. 😉

Mały fizyk

Podczas warsztatów „Ale dziecko! Ale mama!” staramy się odkrywać świat i różne jego tajemnice. Tym razem padło na fizykę. Za sprawą wody gazowanej i nie rodzynki tonęły lub podskakiwały w szklaneczkach małych Odkrywców. Zabawa ta jest o tyle ciekawa, że na początku fascynuje samo wrzucanie czegoś do wody, potem oglądanie efektów – zwykłych rodzynek na dnie szklanki, rodzynek oblepionych bąbelkami, tych które co jakić czas unoszą się, by opaść oraz tych, które po dłuższym czasie wypływają na powierzchnię i już nie chcą opaść. Przy okazji tego doświadczenia, dzieci miały okazję skosztować obu rodzajów wód, a potem ze smakiem spałaszować przedmiot doświadczeń, czyli słodkie rodzynki. 😉

img_20161103_104416

img_20161103_163719

Drewniane cudeńka

Tak jak na poprzednich warsztatach <klik>, tak i tym razem dzieci miały okazję pobawić się dwoma rodzajami drewnianych zabawek. Grupa poranna ćwiczyła swoją sprawność, cierpliwość, dokładność, koordynację oko – ręka łowiąc na wędkę zwierzątka wodne, pojazdy lub literki. Z kolei grupa popołudniowa nawlekała kolorowe kulki tworząc piękne korale, a ponieważ grupa składała się z samych dziewczynek, to przy okazji strojenia, porozmawiałyśmy o ulubionych fryzurach.

img_20161103_102500

img_20161103_102537

img_20161103_102617

img_20161103_102713

img_20161103_161612

img_20161103_161720

img_20161103_161729

Tany, tany

Jednak nie samymi doświadczeniami oraz zabawą na materacu żyje każdy mały fizyk. Wszyscy wiedzą, że koniecznie w jego życiu musi być także taniec, muzyka i śpiew. Dlatego też musieliśmy zatańczyć „Boogie – woogie”, „Kaczuszki”, „Piłkę nożną”, „Smerfne tango”, „Hupaj siupaj”, pokazać jak chodzą zwierzątka, zabawić się w niedźwiadki, muszki, trochę pomaszerować no i pośpiewać „Dmucha wiatr”, a także „Głowa mówi”!

Tutaj zdjęcie, na którym widać jak wszystkie muszki lecą:
img_20161103_172341

Plastelina – jarzębina i… zadanie domowe!

Ćwiczeniem, które tym razem zaproponowałam małym rękom było wylepienie plasteliną gałązek jarzębiny. Dzieci i mamy znów sprawiedliwie podzieliły się pracą – u jednych mamy ogrzewały plastelinę w dłoniach i odrywały małe kawałki, by dzieci mogły przykleić i rozetrzeć je na kartce, a u innych odwrotnie. Pierwszy model był jednak zdecydowanie częstszy.

img_20161103_110948

img_20161103_111103

img_20161103_170101

Po raz pierwszy odkąd prowadzę warsztaty, postanowiłam „Ale dzieciom!” dać do domu coś więcej oprócz prac, które same wykonały podczas zajęć. Tym razem dzieci otrzymały także… zadanie domowe! 😛 Nie żartuję 😉 Każde otrzymało kartę z różnymi kształtami jesiennych liści, które trzeba połączyć w pary, określić, który liść niema pary i spróbować go dorysować. Poszalałam. 😀 A najlepsze jest to, że wszyscy się bardzo z tego pomysłu ucieszyli! Ciekawe, który mały fizyk je wykona i się nim pochwali? Przekonam się jeszcze dziś.

Do zobaczenia 😉

P.S. Poniżej oczywicie galerie zdjęć z podziałem na grupy poranną i popołudniową, by łatwiej móc się odszukać.

Galeria zdjęć z porannych warsztatów:

Galeria zdjęć z warsztatów popołudniowych:

Kolorowe warsztaty „Ale dziecko! Ale mama!” – relacja 27.10.2016 r.

Tegoroczna jesień nas nie rozpieszcza – pięknych, słonecznych i kolorowych dni mieliśmy niewiele. Trzeba je łapać w przerwach pomiędzy deszczem i chmurami. Coraz więcej szarości szarości naokoło i łatwo poddać się jesiennej chandrze. Nic na to nie zrobi lepiej niż… bajecznie kolorowe warsztaty dla mam z maluchami! Jak co tydzień, odbyły się one w sali wystawowej Gminnego Ośrodka Kultury dla dwóch grup – porannej i popołudniowej. A co na nich robiliśmy tym razem? Oto krótka relacja. 🙂

Kolorowa chusta

Zajęcia rozpoczęliśmy od zabaw z chustą. Ponieważ „Ale dzieci!” doskonale ją już znają i mniej więcej wiedzą, co możemy z nią zrobić, to bez dyskusji musieliśmy, po prostu musieliśmy 😉 zacząć od robienia wichru lub lekkiego wietrzyku. Był także spadochron, karuzela, aż w końcu chusta mogła spokojnie spocząć na podłodze. Wtedy to zabawiliśmy się w kolorowe wycieczki, szukając wywołanych kolorów – np. takiego jak borówki, jak trawa, jak słonko, a nawet takiego jak…. herbata. 😉 W tej zabawie z jednej strony dzieci musiały ustalić, jakiej barwy jest dana rzecz i jeszcze ją odnaleźć. Co więcej, starałam się, by nie wszystkie wywoływane hasła były takie „oczywiste”, by dzieci mogły zobaczyć, że różni ludzie odmiennie mogą postrzegać świat. Stąd, wspomniana wyżej herbata dla jednych była zielona, dla innych owocowa, czyli czerwona, a dla jeszcze innych „słaba”, czyli słomkowa. 😉

img_20161027_161651

img_20161027_161704

img_20161027_160557

Kolorowe kulki i nie tylko

Uwielbiam drewniane zabawki. Mają duszę. Przeżyją więcej niż jedno pokolenie bez większego trudu. Na moich warsztatach oprócz typowych i nie zastosowań wielu różnych przedmiotów, staram się także prezentować ciekawe pomoce. Tym razem wybór padł na drewniane kulki z wywierconymi otworkami w 10 różnych kolorach oraz drewniane „wędkarzyki”. Grupa poranna nawlekała kulki o dość dużej średnicy, natomiast popołudniowa łowiła drewnianymi wędkami z magnesami pojazdy, literki oraz zwierzątka morskie. Dzięki tym zabawom dzieci ćwiczą m.in. sprawność manualną, spostrzegawczość, rozpoznawanie kolorów oraz koncentrację.

img_20161027_102054

img_20161027_102545

img_20161027_102739

img_20161027_165836

img_20161027_165653

img_20161027_165700

img_20161027_165721

img_20161027_165848

Kolorowe domki i rude wiewiórki

Zabawy plastyczne z samej swojej natury kojarzą się z wielością barw. Tym razem dzieci mogły pobawić się razem ze swoimi mamami w budowniczych z fantazją, by stworzyć kolorowe domki swoich marzeń. Stawiały papierowe ściany, kładły okrągłe dachówki, montowały piankowe okna i drzwi. 🙂

A kto w tym domku zamieszka? Może ruda wiewiórka? Problem w tym, że nasze wiewiórki nie dość, że były białe, to jeszcze nie miały ogonków! Na szczęście „Ale dzieci!” szybk otemu zaradziły – przy użyciu pomarańczowej i złotej bibuły zrobiły futerko, a jako ogonki wystąiły… liście dębu!

img_20161027_172303

img_20161027_173135

img_20161027_112945
img_20161027_104356
img_20161027_104749
img_20161027_163541
img_20161027_163556

… a to jeszcze nie wszystko!

Wszystkie zabawy przeplatały się z muzycznymi pląsami. Były te tradycyjne jak „Kółko graniaste” czy „Paluszek”, ale także zupełnie nowe układy taneczne! Sięgnęliśmy także po instrumenty muzyczne. Akompaniowaliśmy do utworu Straussa pt. „Nad pięknym modrym Dunajem”.

Wszystkie dzieci swoje kolorowe prace oczywiście zabrały do domu, by tam przypominały im o naszych warsztatach aż do kolejnego czwartku. Oprócz domków i wiewiórek, na pamiątkę są także zdjęcia, stąd zapraszam do galerii umieszczonych na końcu wpisu.

Pozdrawiam! 🙂

Galeria zdjęć z zajęć porannych:

Galeria zdjęć z zajęć popołudniowych:

 

Kolorowy paw – pomysł na zabawę plastyczną

To będzie kolejny wpis z zapomnianej chyba na blogu serii  „W co się bawić z dzieckiem”. 🙂 Jej odkurzeniu sprzyja jesienna, deszczowa aura, a także przeziębienie Małego S., z którym zmagamy się od kilku dni.

Jak dobrze wiedzą wszyscy rodzice, to nie lada wyzwanie, by zająć chore dziecko. Po pierwsze dlatego, że najczęściej w łóżku maluch spokojnie zbyt długo nie usiedzi, po drugie dlatego, że z powodu złego samopoczucia dziecko szybko się denerwuje i efekt może być odwrotny od zamierzonego, tzn. zamiast dziecko odprężyć i zająć, odwracając myśli od choroby, pogłebi frustrację. Dlatego na czas choroby zajęcia powinny być raczej z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych.

Dziś przedstawiam Wam instrukcję jak krok po kroku wykonać kolorowego pawia z cudnym ogonem, którego mieli też przyjemność wykonywać kilka dni temu uczestnicy warsztatów „Ale dziecko! Ale mama!”.

Potrzebujemy:

img_20160920_133756

  • rolki po zużytym papierze toaletowym,
  • kolorowy papier – czerwony na dziób + kilka innych dowolnie wybranych kolorów,
  • klej,
  • nożyczki,
  • ołówek,
  • ruchome oczka (do kupienia w sklepie papierniczym) lub czarny mazak, żeby narysować źrenice,
  • dłonie naszego dziecka. 😉

Tu mała dygresja oraz anegdotka na temat rolek po papierze. Nie wyrzucajcie ich! Są bardzo inspirujące i można zrobić z nich milion rzeczy, które stają się zabawkami dla dzieci na długi czas: przyborniki do kredek, owady (pszczoły, ważki, muchy, motyle), auta, gąsienice, ptaki, lornetki, lunety…
Mają mnóstwo zastosowań, o których kiedyś tu zamierzam napisać. 😉 Dlatego też, często wykorzystuję je do zabaw z dziećmi, jak np. tu, podczas warsztatów „Ale dziecko! Ale mama!” <kilk>. Wtedy jednak potrzebuję ich duuuużo i nazbieranie odpowiedniej ilości przez naszą jedną średniej wielkości rodzinę trwa naprawdę długo. Dlatego proszę o pomoc rodzinę i znajomych. Niedawno, jakkolwiek to nie zabrzmi, poczułam ogromną radość, gdy po wejściu do toalety naszych dobrych znajomych, zobaczyłam w toalecie to:
rolki

Takich znajomych ze świecą szukać! Zawsze mogę na nich liczyć.
Ale wracamy do głównego tematu, czyli naszych papierowych pawi. Mamy już listę niezbędnych rzeczy, zatem możemy przystąpić do działania.

Wykonanie pawia:

  1. Zaczynamy od oklejenia naszej tekturowej rolki wybranym kolorem papieru.

    img_20160920_133851 img_20160920_133903

  2. Następnie obrysowujemy dłoń dziecka trzy lub cztery razy na różnokolorowych kartkach.

    img_20160920_164135 img_20160920_164149_1cs img_20160920_164239

  3. Kolejny krok to wycięcie obysowanych dłoni.

    img_20160920_164636

  4. Przyklejamy je na rolce jedna po drugiej tak, by ukryć miejsce sklejenia papieru oraz by „piórka” okalały całego pawia.

    img_20160920_1622091

  5. Naklejamy lub rysujemy oczka. Jeśli naklejamy ruchome oczka, to warto użyć mocniejszego kleju niż zwykły biurowy, np. introligatorskiego „Magica”, który stał się tak powszechny, że bez problemu można go teraz dostać chyba w każdym sklepie papierniczym. Jego zaletą oprócz tego, że dobrze trzyma, jest to, że po wyschnięciu robi się przezroczysty.
  6. Wycianamy czerwony dziób i przyklejamy poniżej oczu.

    img_20160920_134212

  7. Na koniec jeszcze warto „nastroszyć piórka”, czyli podkręcić je zawijając na ołówku.

    img_20160920_134056

A tak wyglądają gotowe ptaszki w wykonaniu Mamy i Małego S. 🙂 :

img_20160920_134405

 

Życzę udanej zabawy dzieciom oraz ich opiekunom i pozdrawiam ciepło!

Ostatnie wakacyjne warsztaty „Ale dziecko! Ale mama!” 23.08.2016 r.

No i stało się: ostatnie wakacyjne warsztaty „Ale dziecko! Ale mama!” za nami. Co działo się tym razem?

Znów było wielkie kocowanie, czyli zawijanie dzieci w naleśniki oraz ich rozwjanie, przykrywanie przez mamy i samodzielne rozkopywanie małych gagatków, była także morska przygoda, w czasie której pływaliśmy sobie wpław, ale gdy pojawiał się rekin, trzeba było szybko uciekać na wyspę.

DSC_0011

DSC_0014

Plastelina w ruch!

Po tej dawce zabaw ruchowych, przyszedł czas na zmagania plastyczne. Tym razem robiliśmy wazoniki / słoiczki na przyprawy / pojemniczki na przekąski i ważne dziecięce gadżety. Do wyboru, do koloru. 🙂 Każde z dzieci wybrało sobie słoiczek według własnych upodobań – mniejszy lub większy, węższy lub szerszy i razem ze swoją mamą zdobiło go za pomocą plasteliny. Zabawa tak bardzo wciągnęła dzieci, że nawet nie zauważyliśmy, kiedy upłynęła pierwsza godzina warsztatów, a zaplanowanych było jeszcze mnóstwo innych zabaw!

DSC_0027

 

DSC_0036

DSC_0041

Pachołki to jest coś!

Tym razem na naszych materacach pojawiły się pachołki, żeby w parze ze swoją mamusią pokonać prawdziwy slalom gigant! Pary mama i dziecko ustawiły się jak sportowcy na linii startu i kolejno wykonywały ćwiczenie – na początek zwykły slalom na piechotę, potem z okrążaniem każdego pachołka, następnie na czworakach, a w końcu tyłem!

Po tej zabawie, w całości animowanej, dzieci W KOŃCU mogły wziąć pachołki do rąk i pobawić się nimi samodzielnie według własnego pomysłu. To był czad! Zakładanie na głowy, ręce i nogi sobie i innym, oglądanie sali jak przez lunetę, mówienie jak przez tubę, słuchanie mowy innych, zabawy w czarownice i czarowników. Wydawało się, że mogliby tak bez końca. 😉

DSC_0052 DSC_0053 DSC_0069DSC_0061 DSC_0063

Tany, tany!

Następnie zaproponowałam uczestnikom warsztatów trochę muzyki i tańca. Nasze głowy mówiły „tak”, „nie” oraz wesoło się kręciły. Ponadto było znane chyba wszystkim „Kółko graniaste” oraz podobna do niego zabawa „taniec z upadaniem” w rytmie twista. Była też zabawa pt. „Rób to, co ja”, która polegała na wzajemnym naśladowaniu swoich ruchów.

Na koniec znów wróciliśmy do zajęć plastycznych. Tym razem, wykorzystując rolki po papierze toaletowym, wykonywaliśmy lunety. Najpierw trzeba było dobrać odpowiedni rozmiar i kolor papieru, ewentualnie go dociąć, później posmarować rolkę klejem i ją obłożyć. Następnym krokiem było zdobienienie – w ruch poszły dziurkacze, piankowe naklejki i mazaki. Pomysłów dzieci miały mnóstwo, a co jedna powstała luneta, to bardziej kolorowa!
DSC_0111

DSC_0113

 

Tak oto zakończyły się ostatnie wakacyjne warsztaty „Ale dziecko! Ale mama!”. Już za nimi tęsknię! Na kolejne zapraszam dopiero w połowie września. Już nie mogę się doczekać, a Wy?

Oczywiście więcej zdjęć jak zwykle jest w galerii pod postem. Zapraszam do podziwiania!

Pozdrawiam!

Domowa ciastoplastolina

Podczas jednych warsztatów z cyklu „Ale dziecko! Ale mama!” bawiliśmy się masą solną <klik>. Dzieci uwielbiają zabawę różnego rodzaju plastycznymi masami, jednak zwykła masa solna jest praktycznie jednorazowa, ponieważ szybko wysycha, sklepowe kosztują i też wieczne nie są, a ich jakość jest różna. Domowa ciastoplastolina jest tania, wielokrotnego użytku, a do tego samo jej przygotowanie, to wspaniała wspólna zabawa dla dziecka i dorosłego. Co więcej, ponieważ masę się GOTUJE, jest w pełni bezpieczna nawet dla najmniejszych dzieci, które uwielbiają smakować wszystko, co tylko wpadnie im w ręce. Przy okazji można przetestować różne substancje jako barwniki. 😉 Przygotowanie masy jest całkiem proste.

 

SKŁADNIKI:

– 1 szklanka mąki

– ½ szklanki soli

– 1 łyżeczka soku z limonki / cytryny / octu

– 1 łyżeczka oleju roślinnego

– 1 szklanka GORĄCEJ wody

– barwnik spożywczy (sklepowy lub naturalny: kurkuma, papryka, kakao i cynamon, suszone i zmielone buraczki…)

 

WYKONANIE:

  1. Wymieszać suche składniki.
  2. Dodać limonkę i barwnik. Wymieszać.
  3. Wlać wodę. Wymieszać.
  4. GOTOWAĆ na średnim ogniu aż ciasto zgęstnieje. Jak tylko masa zrobi się elastyczna, zakończyć podgrzewanie.
  5. Przestudzić. Kiedy ciasto wystygnie, podsypać mąką i wyrobić.
  6. Gotowe ciasto przechowywać w zamkniętych pojemnikach -> można używać go kilka miesięcy

 

RADY PRAKTYCZNE:

  • Jeśli przechowywane ciasto zrobi się lepkie i kleiste -> podsypać mąką i ponownie wyrobić.
  • Jeśli masa wyschnie -> dodać kilka kropel wody i wymieszać aż z powrotem uzyska pożądaną konsystencję.

Tutaj plik pdf, żeby sobie wydrukować: Przepis na ciastoplastolinę do pobrania.

 

Życzę udanej zabawy! 🙂

„Ale dziecko! Ale mama!” – relacja z warsztatów 2 sierpnia

Warsztaty „Ale dziecko! Ale mama!” po raz kolejny odbyły się w ubiegły wtorek 2 sierpnia 2016 roku. Dopisała nam nie tylko letnia pogoda, ale przede wszystkim radość ze spotkania. Tym razem na powitanie oprócz imion i wieku dzieci, każda mama mówiła o ulubionych ubraniach swojej pociechy. Okazało się, że jedne dzieci uwielbiają wszelkie ubrania i zabawy w przebieranki, innym podoba się cokolwiek, byle miało kieszonki, ale były też takie, które… lubią ubierać nic. Oczywiście przy okazji tej wymiany doświadczeń było sporo śmiechu!

Pierwsze zabawy

Po przedstawieniu, przyszedł czas na pierwsze zabawy ruchowe z wykorzystaniem chusty animacyjnej Klanzy. Dzieci był zachwycone jej wielkością oraz żywą kolorystyką. Maluchy wskoczyły na chustę, natomiast mamy poruszały nią, niczym wiatr morską wodą. Był zatem duże fale, ale też spokojny wietrzyk. Potem dzieci sprawdziły, jak wygląda pod chustą. Były szybkie i nieskoordynowane ruchy, ale też pełne zgranie całej grupy, kiedy chusta równomiernie się podnosiła i opadała tworząc spadochron na głowami naszych milusińskich. Na koniec dzieci po raz kolejny weszły na chustę, mamy delikatnie je okręciły, a potem nastąpiło…. szybkie rozpakowanie tego słodkiego cukierka!
Następnie z powrotem rozpostarłyśmy chustę na podłodze, a każda mama usiadła na niej ze swoim dzieckiem, by otrzymać obrazki ze zwierzątkami. Wybór był duży – od zwierząt leśnych, przez polne, wodne, domowe, gospodarskie, po egzotyczne. Zadaniem par była rozmowa nt. ich wyglądu, poszczególnych części ciała, a następnie porównanie pierwszego obrazka z drugim, na którym brakowało pewnych elementów. Trzeba było zauważyć, czego brakuje oraz dołożyć, a właściwie dopiąć i w ten sposób uzupełnić brakujące elementy klamerkami.Zdjęcie6697Zdjęcie6693

 

 

 

 

 

 

 

 

Skoro już jesteśmy przy klamerkach, to wykorzystaliśmy je także w nauce kolorów oraz przy liczeniu. Każde dziecko otrzymało kartonik, do którego trzeba było przypinać klamerki w określonej kolorowymi obrazkami ilości i kolorystyce. Kartoniki były jednokolorowe oraz wielokolorowe i zawierały od 2 do 6 obrazków. Przy okazji ćwiczenia małęj motoryki (przypinanie klamerek), dzieci uczyły się kolorów i liczenia. Takie 3w1 😉

Coś plastycznego

Po tej skomplikowanej zabawie, dla równowagi, postanowiliśmy pobawić się masą solną. Ale nie tak hop – siup. Najpierw trzeba było ją zrobić. Dzieci i mamy otrzymały miski z odmierzoną ilością mąki pszennej, ziemniaczanej i soli. Najpierw wymieszały wszystkie składniki łyżkami. Następnie dodałam wszystkim wodę i wszyscy zabrali się za wyrabianie masy. Przy okazji mamy poznały sposób na naturalne jej zabarwienie domowym sposobem. Gotowa masa była przez dzieci krojona nożykami i ugniatana w najróżniejsze kształty: krokodyl, pizza, serca, mysz, słoń i wiele, wiele innych. Wszystkie zostały przełożone na tacki i zabrane na pamiątkę do domów. WP_20160802_012

WP_20160802_045.xnbak

 

 

 

WP_20160802_039

 

WP_20160802_023

 

 

 

 

 

 

 

 

Coś tanecznego

Dość już siedzenia, czas poderwać się do tańca! Oczywiście było maszerowanie, ale tym razem nie tylko do przodu, ale i do tyłu! Tańczyliśmy w kole, co wciąż jest dla nas wyzwaniem, ale z każdymi zajęciami jesteśmy bliżej pełnego sukcesu. 😉 A w ramach muzycznego odpoczynku opaliliśmy brzuchy i plecy.

WP_20160802_070 WP_20160802_071

 

 

 

 

 

Coś ciekawego

Na koniec został nam gwóźdź programu, czyli… dmuchańce wodne. 🙂
Kolorową wodę nabieraliśmy strzykawkami, by wylewać ją na kartkę, a następnie rozdmuchiwać słomkami w wielobarwne kształty. Interpretacja tych oryginalnych malunków była kolejnym zajmującym zajęciem, ponieważ często sąsiedzi mieli odmienne skojarzenia od małych autorów swoich prac.

WP_20160802_081 WP_20160802_078

 

 

 

 

 

 

 

 

Tą zabawą zakończyliśmy zajęcia. Myślę, że uśmiechnięte buzie świadczyły o zadowoleniu dzieci z zaproponowanych przeze mnie zabaw, co można zobaczyć na zdjęciach w galerii na końcu artykułu. A Wam przypadły do gustu?

Pozdrawiam! 🙂

 

 

„Ale dziecko! Ale mama!” po raz drugi – relacja

13692237_1038810222839052_1443308392_o W miniony wt13692260_1038799832840091_1333627172_oorek po raz kolejny w Buczkowickim Ośrodku Kultury odbyły się warsztaty z cyklu „Ale dziecko! Ale mama!”. Tym razem było nas jeszcze więcej niż poprzednio! Kolejne mamy z szerokimi uśmiechami wchodziły do sali, gdzie czekał drobny poczęstunek oraz mnóstwo atrakcyjnych dla dzieci przedmiotów – od maskotek misiów, słoni, Angry Birds…, przez instrumenty perkusyjne, materace gimnastyczne, po miski, łyżki, dzbanki i inne naczynia.

13709513_1038775642842510_1884574030_o

 

Jeszcze przed zajęciami trwała debata pt. „Kogo jest więcej – chłopców czy dziewczynek?”. Poprzednio było więcej chłopców, a tym razem…. mamy liczą, liczą…. a tu… NIESPODZIANKA! Same dziewczynki! 😉 Jednak po kilku minutach pojawili się również chłopcy, więc już w mieszanym składzie rozpoczęliśmy warsztaty.

 

Ale dziecko! Ale mama!

Pary: mama i dziecko zajęły miejsca na środku sali, gdzie kolejno się przedstawialiśmy – imieniem, wiekiem oraz… upodobaniami kulinarnymi naszych najmłodszych uczestników. A co! Zawsze to okazja, by się zainspirować przed kolacją. 😉

13728314_1038757016177706_314549111_o

Po tym wstępie mogliśmy przystąpić do zabawy. Na początek uwielbiane przez dzieci misie, o których pisałam już poprzednio <klik>. Następnie trochę pomaszerowaliśmy w różne strony, przy okazji ucząc się liczyć do czterech. Kolejną zabawą było naśladowanie sposobu poruszania się różnych zwierzątek – kołyszącej się kaczki, ciężko chodzącego słonia, skradającego się cichutko kotka oraz hasającego po łące konika.

 

Original Play

Tak rozgrzani uczestnicy warsztatów zasiedli na materacach, by usłyszeć kilka słów o zabawie pierwotnej, czyli tzw. Original Play. Jest to forma zabawy zamiast rywalizacji. Autorem metody jest dr Fred Donaldson. Idea tego sposobu nawiązywania kontaktu pomiędzy dorosłym a dzieckiem zrodziła się z obserwacji swobodnej zabawy dorosłych, dzieci oraz… dzikich zwierząt. Nie będę się tutaj rozpisywać, nadmienię tylko, że chodzi głównie o zabawę na podłodze, naśladującą relacje dowolnie wybranego zwierzęcia oraz jego młodych.

Zabawy te służą obniżeniu poziomu stresu, redukcji poziomu agresji, oswojeniu z dotykiem (np. dla dzieci, które nie lubią przytulania), wzbudzeniu pozytywnych emocji, odprężeniu, rozwojowi umiejętności komunikacji, nawiązywaniu kontaktów społecznych, usprawnieniu motoryki dużej oraz małej, wzrostowi poziomu koordynacji ruchowej, poczucia równowagi i orientacji w przestrzeni. Po prostu całe mnóstwo korzyści!
Pierwszym krokiem był wybór zwierząt do naśladowania. My zdecydowaliśmy się na mamę psa i małe szczeniaczki. I tak mamy pieski tarmosiły swoimi nochalami szczeniaczki; małe pieski odwracały się na plecki, by łaskotać je po brzuchu, potem wdrapywały się na mamy, uczyły się szczekać, turlały się. Mamy „karciły” niesforne pieseczki za karczki, co – nie wiedzieć czemu – wywoływało u dzieci śmiech. Chyba było przyjemnie. 😉

13709676_1038768269509914_1724341378_o 13711535_1038772936176114_975018567_o 13718138_1038784646174943_227154603_o13730620_1038775569509184_709235609_o 13720589_1038780119508729_1824714368_o 13728505_1038782116175196_834256899_o

 

 

 

 

 

Lanie wody!

Po tej porcji harców przyszedł czas na stymulację małej motoryki. Do akcji wkroczyły miski, dzbanki, lejki, łyżeczki i same rączki ciekawe wrażeń dotykowych. A co była w naczyniach? Beżowa asza, biała fasola i czarny mak. Sprawdzaliśmy, ile można nabrać na łyżeczkę, a ile zmieści się w misce. Co da się przesypać lejkiem, a co trzeba przełożyć łyżką lub ręką. Testowanie możliwości nie miało końca! Włącznie z robieniem mieszanek wszystkich składników. Była to świetna okazja do nawiązywania relacji z innymi dziećmi i mamami, ponieważ naczynia różniły się od siebie kształtem, kolorem, wielkością. Żeby więc sprawdzić możliwości innych, trzeba było się wymieniać.

13682345_1038817582838316_1652653319_o 13692196_1038803392839735_1956550792_o

 

 

13730552_1038814119505329_1412092676_o

 

Przesypywanie bardzo się podobało. Było ciekawe, twórcze, inspirujące… ale jeszcze więcej frajdy dało… PRZELEWANIE. Tak, tak. Kiedy tylko uprzątnęliśmy sypkie materiały, każdy mały uczestnik otrzymał w dzbanku lub misce cieplutką wodę. Poza przyborami wykorzystanymi wcześniej, dzieci używały jeszcze strzykawek. Poznały sposób nabierania do nich wody oraz wylewania jej strużką.

 

13692278_1038822062837868_827694478_o 13709512_1038807692839305_1160155965_o

Ale gniot! 😉

gniotek teresy

Warsztaty „Ale dziecko! Ale mama!” oczywiście nie mogą się obyć bez pracy plastycznej. We wtorek wykonywaliśmy sensoryczne gniotki z baloników i mąki ziemniaczanej. Ponieważ mąkę umieszcza się w baloniku za pomocą lejka i patyczka, stwierdziłyśmy ze śmiechem, że wszystkie mamy spokojnie mogą od środy ubijać w domu śmietanę na masło. 😉 Kolejnym krokiem było wykonanie fryzur z kolorowej muliny, naklejenie ruchomych oczek oraz narysowanie pozostałych elementów twarzy. Gniotki były tak różne, jak uczestnicy zajęć – mniejsze, większe, chłopcy, dziewczęta, z krótkimi lub długimi włosami, uśmiechnięte, pokazujące zęby, a nawet języki! 🙂

 

Orkiestra

Następną atrakcją były instrumenty perkusyjne. Każdy maluszek wybrał sobie z naszej muzycznej skrzyni marakas, tamburyn, janczary, dzwonki lub kastaniety i wspólnie muzykowaliśmy. Najpierw na siedząco przy spokojniejszym akompaniamencie melodii „Menueta”, a następnie poderwaliśmy się wszyscy – dorośli i dzieci i tańczyliśmy wokół sali z instrumentami w dłoniach. Były wymachy, podskoki, obroty…

 

Po tym radosnym pląsie przyszedł czas na wyciszenie. Zatem mamy i mali uczestnicy warsztatów znów usiedli razem w kole, by poznać trzy paluszkowe wierszyki, o których pisałam wczoraj <kilk>. Cierpliwości wystarczyło nam na przetestowanie jednego o rodzinie i drugiego o sroczce na obu dłoniach. Natomiast trzeci o wiewiórkach został tylko zaprezentowany. Jednak każdy dostał do domu wydruk tekstów, więc myślę, że znajdzie się okazja, by nie tylko wszystkie przećwiczyć, ale i nauczyć się ich na pamięć. 😉

 

Foto relację z naszych warsztatów zawdzięczamy Joli Kędzior, która jest pasjonatką fotografii dziecięcej. Dziękujemy! :-* Więcej zdjęć z warsztatów w galerii poniżej.

 

Pozdrawiam serdecznie wszystkich uczestników warsztatów i zapraszam na kolejne już za kilka dni: we wtorek (26 lipca), w tym samym miejscu (sala wystawowa Gminnego Ośrodka Kultury w Buczkowicach), o tej samej godzinie (16.00).

 

Ale Zjawa