Warsztaty ciaprania, czyli „Ale dzidziuś!” 13.12.2016 r.

Warsztaty „Ale dzidziuś!” weszły już na stałe w tygodniowy rozkład zajęć zarówno moich, jak i maluszków z najbliższej okolicy i nie tylko – są mamy, które dojeżdżają aż 40 km, żeby się z nami bawić (pozdrawiam, Asiu! ;))! W zajęciach uczestniczą niemowlęta od momentu opanowania umiejętności samodzielnego siedzenia do ok. 15 miesięcy wraz ze swoimi mamusiami, a czasem także tatusiami (pozdrawiam, Jacku i Adamie! ;).
Najlepsze zajęcia są wtedy, kiedy dzieci mogą na własnej skórze poczuć świat. Dlatego też 13 grudnia było wyjątkowo dużo „ciaprania” – dzieci szczęśliwe, a mamy jeszcze bardziej, bo sprzątałyśmy razem, więc tak nie „bolało”. 😛

Kolorowy żel

Po tanecznej rozgrzewce, na pierwszy ogień poszła woda. Ale to nie była taka zwyczajna, przezroczysta ciecz. Dodaliśmy bowiem do niej specjalny proszek, który zamienił ją w… kolorowy (różowy ;)) i pachnący żel. Większości dzieci bardzo się to spodobało, choć jedna mała „Smerfetka” była trochę niepocieszona, że ciocia zepsuła wodę i dla niej trzeba było szybciej żel zamienić z powrotem w wodę. Nie mniej jednak zżelowaną wodę można było formować w kulki, przekładać z ręki do ręki, dotykać jej granulek, co było bardzo ekscytującym doświadczeniem!

Tany, tany!

Od ciaprania czasem trzeba zrobić przerwę. Choćby niedużą. Najlepiej na coś ruchowego. 😉
Czy niechodzące dzieci mogą cieszyć się muzyką, śpiewem i tańcem? Ależ oczywiście, jeśli tylko mamy pod ręką kogoś dorosłego do pomocy oraz odpowiednio dobierzemy utwory. Otóż po pierwszych nieśmiałych próbach na siedząco, zaczęliśmy odważniej brykać i przy okazji mamy mają prawdziwy fitness. 😉 Dzięki tym wspólnym harcom we wszystkich budzi się radość i energia, a do tego dzieci uczą się wskazywać części ciała, jak np. przy piosence kąpielowej, kiwać głową przy słowach  „tak” i „nie”przy piosence „Głowa mówi”, odprężającego masażu brzuszka przy utworze „Szupurupu” albo rozgrzewania się, klaskania i tupania przy „Zimno, zimno”.

Ciaprania ciąg dalszy, czyli malowanie pastą

Z pozytywną energią i nieco zmachani, zasiedliśmy do prac plastycznych. Ponieważ zima za oknem, mróz szczypie w nosy, to i nasze malunki nawiązywały do tego „klimatu”. Na kolorowych kartkach „Ale dzidziusie” otrzymały zimowe krajobrazy odbite na kolorowych kartkach, a brakujący zimowy klimat domalowywały wiejącą chłodem białą pastą do zębów i swoimi łapkami. Radości było co nie miara! Zdjęcia nie są w stanie do końca oddać tego klimatu. 😉

Wszystkie zabawy zostały uwiecznione na fotografiach, których jeszcze więcej w galerii na końcu posta.
Zapraszam do oglądania.

Pozdrawiam i życzę wszystkim dużo radości oraz kreatywności w Nowym 2017 roku! 🙂

P.S. kolejne warsztaty już we wtorek 3 stycznia. Jeśli masz ochotę dołączyć do grupy ze swoim Maluszkiem, napisz lub zadzwoń. Wszystkie dane znajdziesz w zakładce „KONTAKT/WSPÓŁPRACA”. Możesz także skontaktować się ze mną przez fanpage bloga na Facebooku: www.facebook.com/AleZjawa
Galeria zdjęć:

Czytaj dalej

Mikołajkowe „Ale Dziecko! Ale Mama!” – 8.12.2016 r.

Dwa dni po imieninach chyba najbardziej lubianego Świętego nie mogły odbyć się takie zwyczajne warsztaty. To musiały być zajęcia dedykowane właśnie Temu, o którym mówili wszyscy od co najmniej kilku tygodni i do którego pisano listy. Dlatego też ósmego grudnia odbyły się MIKOŁAJKOWE warsztaty „Ale Dziecko! Ale Mama!”.

Oprócz zwyczajowych tańców i piosenek oraz zabawy w małe kotki, wszystkie nasze zabawy i zadania związane były ze świętym Mikołajem oraz jego pomocnikami.

Białe, siwe i… miętowe

Na pierwszy ogień poszło malowanie. Jak wiadomo, św. Mikołaj i jego pomocnicy mają białe futerko na swoich kubraczkach, a także białe włosy i brody. Ale Dzieci tym razem zrobiły ich portrety przy użyciu… miętowej pasty do zębów. Możeci się domyślić jaką świeżością i czystością pachniało w całej sali. 😉

Niebiańskie gadżety 😉

Jak wiadomo, święty Mikołaj przyjeżdża z… nieba, na którym świecą gwiazdy. Na warsztatach wykonywaliśmy tym razem te mikołajkowe drogowskazy z makaronu spaghetti. 😉

Poza gwiazdami, na niebie zobaczyć można oczywiście także chmury. Kilka z nich Mikołaj przywiózł nam i zostawił na warsztatach. My, wykorzystaliśmy je do ćwiczeń oddechowych. A co w rzeczywistości pełniło funkcję chmur? Silikonowe, antyalergiczne wypełnienie do poduszek. Do kupienia na wagę, na przykład sklepach z pasmanterią. 🙂

Zabawa małych kotków

Jak wspomniałam na początku, wśród zabaw mikołajkowych znalazła się także jedna nie związana z tą tematyką. Każde dziecko oraz mama otrzymali drewnianą kuleczkę zawieszoną na sznureczku, a następnie podzielili się rolami: jedna osoba zamieniła się w małego kotka, a druga pozostała człowiekiem. 😉 Człowiek miał za zadanie zabawiać kotka ciągnąc kuleczkę, podrzucając ją, kręcąc nią, itp. Natomiast mały kiciuś miał za kuleczką biegać na czworakach, podskakiwać do niej,  łapać ją i bawić się nią łapkami przewracając się na plecy.

Czas relaksu

Po takiej dawce wrażeń, przyszedł czas na słodki relaks z masażem. Tym razem wykorzystaliśmy piłeczki o różnej wadze i fakturze. Do dyspozycji mam oraz dzieci były piłki gumowe, gąbkowe oraz szmaciane; wypełnione szeleszczącym styropianem, powietrzem lub gąbką; gładkie lub z wypustkami. Do wyboru, do koloru. Najczęściej to mamy masowały wybrane części ciała swoich „Ale dzieci!”, zdarzało się jednak także, że to „Ale mama!” była masowana! Żyć, nie umierać. 🙂

Mikołajkowe niespodzianki!

A na koniec warsztatów św. Mikołaj przygotował dla dzieci jeszcze małą niespodziankę! W podzięce za wykonane portrety, zostawił dzieciom podarunki! Każdy uczestnik warsztatów otrzymał drewniane zwierzątko – breloczek oraz miarkę wzrostu. Mikołajkowe prezenciki bardzo wszystkich zaskoczyły i ucieszyły. 😉

 

Jeśli spodobały Ci się zajęcia i masz ochotę ich zakosztować ze swoim Szkrabem, to zapraszam na zajęcia w każdy czwartek o 10.00 lub 16.00 w Gminnym Ośrodku Kultury w Buczkowicach po wcześniejszym zapisaniu się. Kontakt przez telefon lub maila podane w zakładce „Kontakt / współpraca” albo przez wiadomość prywatną na facebookowym fanpage’u: www.facebook.com/alezjawa.

A tymczasem zostaje oglądanie zdjęć w galerii poniżej.

Pozdrawiam! 🙂

Galeria zdjęć z zajęć porannych:

Galeria zdjęć z zajęć popołudniowych:

 

Czytaj dalej

Mikstura na przeziębienie oraz sos do surówki w jednym!

Sezon przeziębieniowy w pełni. Doskonale widać to po frekwencji na warsztatach „Ale dziecko! Ale mama!” oraz „Ale dzidziuś!”. Co rusz otrzymuję telefony od mam, które odwołują swoją planową obecność na zajęciach. W ubiegły wtorek taki los dotknął aż… 8 mam ze swoimi maluszkami! Chorują dzieci, chorują mamy. Jak to mówią: „choroba nie wybiera” i może przytrafić się każdemu. Kiedy jednak wiemy, że jesteśmy szczególnie na nią narażeni, to możemy się zabezpieczać, o czym wspominałam już w poście o katarze, który jest tu <klik>. Może przydać się nam również specjalna mikstura. 

3 w 1

Wiem, brzmi jak z reklamy telewizyjnej i pewno większość z Was w tym momencie ma ocohtę przestać czytać ten post stwierdzając, że jest tanim chwytem marketningowym. Jednak naprawdę warto!

Mikstura, o której piszę:

  1. wzmacnia odporność,
  2. w razie infekcji pomaga szybciej wrócić do zdrowia,
  3. może stanowić sos do surówki!

Jej przyrządzenie jest banalnie proste, a smak całkiem przyjemny. Skoro udaje mi się podać ją nawet mojemu dziecku, to chyba każdy jest w stanie ją przełknąć. 😛 Fakt, Mały S. popija ją całkiem sporą ilością wody, ale przyjmuje. Dzięki niej, z ostatniego przeziębienia wyszedł obronną ręką po zaledwie dwóch dniach! A pani doktor przepowiadała co najmniej tydzień. Od tego czasu polecam ten przepis każdemu.

A zatem do dzieła!

Potrzebujemy:

  • sok z cytryny,
  • sproszkowany imbir,
  • kurkumę.

Przygotowanie:

  1. Cytrynę myjemy pod ZIMNĄ wodą. Nie pod ciepłąponieważ wtedy uwalnia się chemia, którą są pryskane cytrusy, a to ona najczęściej uczula.
  2. Wyciskamy sok z cytryny do miseczki.
  3. Dodajemy płaską łyżeczkę imbiru oraz łyżeczkę kurkumy.
  4. Wszystko mieszamy.

Mikstura jest gotowa do spożycia / użycia.

Uwagi praktyczne:

Przy przeziębieniu, podaję ją Małemu S. po łyżeczce lub po miareczce z syropu w formie strzykawki 3-4 razy dziennie. Dorosły może brać łyżeczkę co dwie/trzy godziny.
Przed każdą aplikacją, należy oczywiście przemieszać wszystkie składniki, ponieważ imbir i kurkuma będą osiadać na dnie miseczki.
Jeśli nie zużyję całości jednego dnia, to wkładam pozostałość do lodówki.

Mikstura w surówce

Mimo, iż napisałam wyżej, że syropek podaję nawet Małemu S., to zdaję sobie sprawę, że i tak znajdą się tacy, którym nie będzie odpowiadał i będą pluć nim dalej niż widzą. Z resztą przed chwilą przyszło moje dziecko i pokazując na zdjęcie powiedziało: „O, to ten syropek, który mi nie smakuje”. 😛
Wszystkie mamy doskonale wiedzą, co zrobić, żeby coś zdrowego zostało jednak zjedzone: należy to dobrze zakamuflować. 😉

Co prawda, kiedy po raz pierwszy robiłam surówkę z tym „sosikiem”, wcale nie miałam zamiaru maskować jego smaku. Po prostu chciałam sprawdzić, jak te składniki razem będą się komponować. Zestawienie, które Wam zaproponuje okazało się „strzałem w dziesiątkę”, dodatkowo bardzo prostym do wykonania. 

Przepis na surówkę:

Potrzebujemy

  • dwie marchewki,
  • jedno jabłko,
  • kilka łyżeczek mikstury.
  1. Trzemy na tarce o małych oczkach dwie marchewy.
  2. Ścieramy jabłko na ściance o grubych oczkach.
  3.  Dodajemy kilka łyżeczek (według uznania) naszej mikstury. 
  4. Wszystko mieszamy.
  5. Zjadamy ze smakiem do obiadu lub jako deser. 🙂

Prawda, że proste?

Imbir nie tylko w ciasteczkach

Imbir to roślina znana od tysięcy (!) lat. I z tego powodu jest też świetnie przebadany. Jak się okazuje, ma naprawdę szerokie zastosowanie w leczeniu różnorodnych schorzeń. Działa przeciwwirusowo, antybakteryjnie, przeciwbólowo, przeciwgrzybiczo i jeszcze przeciwutleniająco! Można dodawać go do wody, kawy czy herbaty, przyprawiać nim potrawy słodkie, jak ciasteczka, ale także mięsne, a nawet rybne (neutralizuje rybi zapach!).

Właściwości imbiru:
– ma działanie odkażające, można płukać nim bolące gardło,
– poprawia ukrwienie całego organizmu, także mózgu, przez co zwięsza koncentrację,
– rozgrzewa, a w wyższej temperaturze giną drobnoustroje chorobotwórcze (stąd gorączka, która jest dobrym objawem „walki” organizmu),
– poprawia apatyt – zwiększa wydzielania śliny oraz soków trawiennych,
– pomaga przy wzdęciach, 
– znają go chyba wszystkie ciężarne, bo choć nie na każdą z nas działał, to chyba każda sprawdzała jego właściwości przeciwwymiotne…
– w Azji używa się go jako afrodyzjaku. 😉

Kurkuma nie tylko w rosole

Kurkuma to przyprawa podobna w swoich właściwościach do imbiru. Jej głównym składnikiem jest kurkumina, której zawdzięcza swój intensywny żółty kolor. Kurkuma jest silnym przeciwutleniaczem, działa przeciwwirusowo, antybakteryjnie, przeciwgrzybiczo i oczyszczająco, zapobiega rozwojowi nowotworów.

Właściwości kurkumy:
– pomaga trawić białka,
– działa przeciwzapalnie (np. pomaga łagodzić ból w zapaleniu stawów),
– działa przecibólowo,
– leczy trądzik,
– pomaga przy wzdęciach i zaparciach,
– obniża poziom cukru w organizmie,
– wspomaga gojenie się ran,
– może zapobiegać postępującej degeneracji komórek mózgowych, a tym samym zapobiegać rozwojowi demencji starczej oraz chorobie Altheimera, przyspiesza procesy naprawcze w mózgu: pobudza mnożenie się i różnicowanie komórek nerwowych w mózgu),
– pomaga w chorobach wątroby,
– przeciwdziałą sklejaniu się płytek krwi, czyli działa przeciwzakrzepowo,
– łagodzi bóle menstruacyjne,
– działa jak antybiotyk!

Właściwości lecznicze imbiru i kurkumy, a także witaminy C z soku cytrynowego są nie do przecenienia. Mam nadzieję, że udało mi się to udowodnić w tym poście i Wasza mikstura na odporność i przeziębienie już się robi. 😉

 Zdrowym życzę odporności, a chorym szybkiego powrotu do zdrowia. 😉

Pozdrawiam serdecznie!

Czytaj dalej

Przed Świętami obowiązkowo pierniczymy! :D

Z jakimi zapachami kojarzą się przede wszystkim Święta Bożego Narodzenia? Na pewno z zapachem gałązek świeżej choiny, migdałów, cytrusów… ale przede wszystkim z zapachem przypraw korzennych takich jak goździki, cynamon, imbir czy kardamon. Do tego często przed Świętami budzą się w nas różne dziwne instynkty jak na przykład ten… samoporządkowy, przy którym zdarza się niektórym gadać od rzeczy, czepiać o różne drobizgi, czyli ogólnie rzecz ujmując… „pierniczyć”. 😛 My pierniczymy nałogowo od pierwszych małżeńskich Świąt i mam nadzieję, że tradycję tę utrzymamy, a nawet przekażemy kolejnym pokoleniom. A co!

Jak się domyślacie, wcale nie mam na myśli przedświątecznych kłótni, zwad i przegadywania się, a oczywiście pieczenie świątecznych ciesteczek, czyli pierniczków. Oczywiście słodkich, acz bezcukrowych i oczywiście bezglutenowych, co by matko-żonka hashimotka również mogła się nimi nacieszyć. 😉

Chcecie poznać naszą recepturę? W takim razie do dzieła. 

Potrzebujemy:

  • 1,5 kg mąki gryczanej (można zmieszać też inne gatunki, np. 1 kg gryczanej i 0,5 kg kukurydzianej),
  • 0,5 kg miodu,
  • 0,5 kg masła,
  • 8 jaj,
  • 1/4 litra mleka (ja daję kozie),
  • 4 czubate łyżki kakao,
  • przyprawa do pierników lub samodzielnie zrobiona mieszanka cynamonu, kardamonu, imbiru i goździków wedle swoich preferencji smakowych,
  • 3 łyżeczki sody oczyszczonej,
  • szczypta soli.

Przygotowanie masy:

  1. Miód i masło roztopić w rondlu.
  2. Zagrzać mleko, rozpuścić w nim kakao i wymieszać ze stopionym masłem i miodem.
  3. Otrzymaną masę odstawić do ostudzenia.
  4. Przesiać mąkę, sodę i przyprawy, a następnie wymieszać ze sobą w oddzielnej misce.
  5. Oddzielić białka od żółtek.
  6. Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę.
  7. Żółtka połączyć z przestudzoną masą.
  8. Połączyć wystudzoną masę z mąką.


  9. Dodać z pianę z białek i dokładnie wymieszać.

    Jak widać, kot nadzorował naszą pracę. 😉

    Tak wygląda gotowa masa przed chłodzeniem:
  10. Wstawić do lodówki na 6 godzin. Piekę te ciasteczka już kilka lat i testowałam już długość chłodzenia na różne sposoby: da się zrobić pierniczki i po 4 godzinach, i po całej nocy w lodówce. Jeśli chcecie robić wcześniej, to polecam od razu dać więcej mąki, żeby masa była mniej lepka.

    Tak wygląda masa po wyjęciu z lodówki. Tym razem chłodziła się całą noc:

Tak upłynął wieczór i noc, więc… od rana pierniczymy!

  1. Wyjmujemy masę z lodówki.
  2. Rozkładamy stolnicę lub robimy duuuuużo miejsca na blacie kuchennym i w okolicy. 😛
  3. Przygotowujemy wałek, foremki, formy, nożyki do wycinania kształtów i mąkę kukurydzianą do podsypywania.

    Oto nasz rynsztunek:

  4. Odrywamy kawałki ciasta wielkości pięści, oprószamy je z każdej strony mąką.
  5. Kładziemy na stolnicę również posypaną mąką.
  6. Wałkujemy na grubość kilku milimetrów (wedle upodobań).

  7. Wycinamy różne kształty i układamy ciasteczka na blasze.


  8. Pieczemy ok. 7 min. w temp. 175 stopni z termoobiegiem. Czas pieczenia jest zależny od grubości ciasta oraz piekarnika, ale po pierwszych dwóch partiach już każdy będzie wiedział, ile czasu potrzebują jego pierniczki. 🙂
    Większe i grubsze choinki w silikonowych formach ja piekłam 15 min.

Tak wygląda nasze rodzinne dzieło. STOP! Tak wyglądało…

Do Świąt jeszcze kilka dni. Warto przywołać odświętną, ale ciepłą atmosferę Bożego Narodzenia właśnie przez rodzinne przygotowania pełne słodyczy i pięknych zapachów. Z The Wally Family pracował dzielnie nawet nasz nowy domownik – Kot, co widać na jednej z powyższych fotografii. 🙂

To co? Jutro wszyscy pierniczymy? 😉 Ja nie mam wyjścia, ponieważ zeszłotygodniowy wypiek, którym się tu chwalę jest już w szczątkowych ilościach! 😛

A czy Wy pieczecie świąteczne ciasteczka? Kto pochwali się fotką? Zapraszam! 🙂

 

 

Czytaj dalej

Mikołajkowe warsztaty „Ale dzidziuś!” – relacja 6.12.2016 r.

Jak 6 grudnia, to z pompą! Na warsztaty „Ale dzidziuś” również zawitał Mikołaj! Nie dość, że dzieci otrzymały drobne podarunki, to jeszcze miały okazję zobaczyć i dotknąć mikołajkowe chmurki prosto z nieba!

Ale może po kolei 😉

Tego dnia dzieci przywitała na sali wielka kolorowa chusta animacyjna. Na początku zajęć wszystkie mamy ze swoimi dziećmi usiadły na niej w kręgu, by się sobie przedstawić i podzielić, co też Święty przyniósł maluchom.

Następnie trzeba było trochę się rozgrzać, dlatego też wokół chusty odtańczyliśmy „Kółko graniaste” razem z obowiązkowym (!) przewracaniem się, buziakami i łaskotkami. 😉 Był też taniec „Poruszanka” oraz „Zimno nam w paluszki”.

Szczęście

Sznurówka + drewniana kulka = pełnia szczęścia. Kociego szczęścia, ponieważ „Ale dzidziusie!” zamieniły się w małe kocięta, którym mamusie pokazywały bujającą się i podskakującą kuleczkę do łapania. 🙂

 

Pełnia szczęścia

Czy można sobie wyobrazić jeszcze większe szczęście niż to opisane powyżej? Można:

papier toaletowy + maluch = pełnia szczęścia!

Kolejną zabawą zaproponowaną na warsztatach było rozwijanie i targanie papieru toaletowego. Znalezła się nawet jedna mała konsumentka tego towaru. 😉

Czas relaksu

Na każdych warsztatach znajdujemy chwilę na relaks ze stymulacją dotykową różnych partii ciała i budowanie zaufania poprzez kontakt fizyczny mamy i dziecka. Tym razem wybór padł na masaż różnego rodzaju piłeczkami. Do wyboru były gumowe kolczaste piłeczki, tkaninowe piłeczki z wypełnieniem ze styropianowych kuleczek, cięższe piłki wypełnione wodą, lekkie piłeczki do ping-ponga i pomponiki. Większość mam od razu wybierała dwie różne piłeczki – jedną do rączek dziecka i drugą do masażu. Nie uwierzycie, ale podczas masażu, w sali można było usłyszeć… ciszę! Większość dzieci tak zajęły piłeczki, ich gryzienie i dotykanie, że na nic innego już nie miały ochoty. 😉 Mamusie zatem słuchały tej błogiej ciszy, jednocześnie tocząc piłki po ciałkach swoich dzieci: rękach, nogach, brzuchach, plecach i twarzach.

Mikołajkowe chmurki

Na koniec zajęć wszystkie dzieci miały okazję dotknąć kawałka nieba. Otóż Mikołaj przywiózł ze sobą saniami trochę chmurek. 😉 Dzięki temu, dzieci mogły dotykać delikatnego białego puchu, razem z mamusiami dmuchać w niego (takie małe ćwiczenie logopedyczne 😉 oraz obserwować jak powoli opada. 

Tak upłynęły nam mikołajkowe warsztaty dla mam i niemowląt „Ale dzidziuś!” 

Jeśli macie ochotę zobaczyć więcej zdjęć, to zapraszam do galerii na końcu wpisu. Z kolei chętnych do uczestnictwa w zajęciach, zapraszam do kontaktu telefonicznego lub mailowego <klik> lub przez wiadomość na facebookowej stronie bloga <klik> w celu rezerwacji miejsca na kolejne zajęcia. Odbywają się one w każdy wtorek w sali wystawowej GOK w Buczkowicach o godz. 10.00.

Pozdrawiam!

Galeria zdjęć z warsztatów mikołajkowych 😉

Czytaj dalej

Gluciate warsztaty „AD!AM!” – relacja 1.12.2016 r.

Dzieci uwielbiają poznawać świat zmysłami. Wszystkimi. Pierwszym, który się u nich rozwija, już w łonie mamy, jest dotyk. Więcej o nim przeczytać możecie tu <klik>, a tymczasem skupmy się na tym, co dotyk stymuluje: różne ciekawe substancje i faktury. Zapraszam zatem na dotykowo – gluciate warsztaty „Ale dziecko! Ale mama!”. 🙂

Sensoryczne puzzle filcowe

Po raz drugi na warsztatach pojawiły się filcowe puzzle sensoryczne, które przedstawiałam już tu <klik>. Tym razem jednak zajęliśmy się ich barwą. Każde z dzieci otrzymało zestaw puzzli w dwóch lub trzech kolorach, a ich zadaniem było klasyfikowanie poszczególnych obrazków do odpowiednich zbiorów. Jednocześnie poszerzaliśmy słownictwo poprzez nazywanie przedmiotów przedstawionych na filcowych kartach, a małe paluszki stymulowane były poprzez dotyk krawędzi obrysów puzzli.

Gluciate zabawy

Puzzle to jednak był zaledwie przedsionek raju, który czekał na dzieci tego dnia. 😉

Grupa poranna miała okazję podotykać gluciate zawartości misek. Skąd się wzięły? Ano najpierw każde z dzieci otrzymało miednicę z ciepłą wodą, a następnie miarkę specjalnego proszku, który w ciągu kilku minut zamienił tę wodę w koloroy i pachnący żel! Dzieci były oczarowane tą zamianą. Wkładały do niej ręce, przekładały z miejsca na miejsce, rzucały, formowały kulki… Tak bardzo podobało im się taplanie w tym niespotykanym, galaretowatym, a jednak ziarnistym żelu, że niektórzy zapakowali sobie swoją porcję do domu, by tam kontynuować zabawę!

Z kolei grupa popołudniowa bawiła się w „niezatapialne skarby”, jak dzieci podczas warsztatów „Ale dzidziuś”, z których relacja tu <klik>. Była jednak pewna zasadnicza różnica: starsze dzieci same wybierały, co chcą umieścić w swoich butelkach i rzeczywiście to robiły. Do wyboru były spinacze biurowe, kolorowe piórka, plastikowe łyżeczki, kolorowa fasola, groch… Kiedy butelki były już pełne skarbów, przyszedł czas na gluciate wypełnienie. Po kolei każdą butelkę napełnialiśmy do połowy krochmalem, mieszaliśmy dokładnie z sypką zapartością i dopełnialiśmy aż po samą zakrętkę. Takie butle dzieci zabrały ze sobą do domów.

Śnieżne obrazki

Ostatnią już dotykową stymulację tego dnia zapewniła praca plastyczna z użyciem silikonowego wypłenienia pościeli, które przypomina delikatny, śnieżny puch. 🙂

Najpierw dzieci z mamami wydzierały z papieru różne kształty, a następnie przyklejały je tworząc różne scenerie, jak np. lasu czy ulicy. Na koniec wszyscy pokrywali swoje obrazki warstwą białego, śnieżnego puchu. Tak powstały kolejne dzieła do domowych galerii. 😉


Zabawy ruchowe

Dla urozmaicenia wszystkich zabaw oczywiście było mnóstwo tańca, ale o tym pisać nie trzeba, bo to przecież wiadomo. 😉 Wspomnę tylko, że znów wróciły do nas kolorowe wstążki, które cieszą się nie słabnącą popularnością do tego stopnia, że niektórym „Ale dzieciom” nie wystarcza jedna, bo fajnie, kiedy każda ręka ma swoją.

 

Grupa poranna pobawiła się także w slalom gigant pomiędzy pachołkami we fluorescencyjnych kolorach. Właśnie ze względu na te „żarówiaste” barwy wszyscy uczestnicy po kilkukrotnym pokonaniu toru przeszkód, mogli pobawić się nimi w dowolny sposób. Jedni zakładali je na głowy jak czapeczki, inni przez nie oglądali świat, a jeszcze inni mówili jak przez megafon.

W ten sposób upłynęło nam 90 min. zabawy. Jeśli macie ochotę na więcej, to zapraszam do obejrzenia zdjęć w galeriach na końcu posta. A gdyby ktoś zechciał dołączyć do porannej lub popołudniowej grupy wraz ze swoim dzieckiem, to proszę o kontakt mailowy, telefoniczny <klik> lub przez wiadomość na facebookowym profilu <klik>.

Pozdrawiam!

 

Galeria z zajęć porannych:

Galeria z zajęć popołudniowych:

Czytaj dalej

Skarby na warsztatach „Ale dzidziuś!” 29.11.2016 r.!

W ostatni wtorek listopada spotkaliśmy się już po raz czwarty w ramach warsztatów „Ale dzidziuś”! To były bardzo dynamiczne zajęcia, na których były nawet skarby! Mamy po nich spokojnie mogły sobie odpuścić aerobik 😛 Za to maluszki z pewnością smacznie spały po takiej dawce miłości, czułości, podskoków, wygibasów i innych szaleństw. 😉

Oczywiście, na początku tradycyjnie witaliśmy się w kręgu przedstawiając siebie oraz swoje dziecko i chwaląc się… A co?! Należy się cieszyć ze swoich osiągnięć. Tym razem mówiliśmy o ilości mlecznych ząbków w każdej buzi. 😉
Potem była piosenka… jak zwykle. 😉

Następnie zabraliśmy się do zabawy z kolorowymi drewnianymi kulkami na sznureczkach. Dzieci mogły je przesuwać, mamusie nazywały ich kolory, a niektórzy nawet urządzali siłowanie ze spektakularnymi upadkami zwycięzców. 😉

 

15292804_1348611391829402_1077211262_o

img_20161129_101533

img_20161129_101901_2cs

img_20161129_101913

img_20161129_101920

img_20161129_102424

Przy kolejnej piosence już nie było tak zwyczajnie, bo tym razem zaprosiłam wszystkie mamy z dziećmi i jednego tatusia do tańca! Ruszyliśmy wszyscy razem w kole wesoło podrygując. Dzieciom najbardziej podobało się oczywiście przewracanie, buziaki i łaskotki podczas „Kółka graniastego” oraz radosne podrygi, podskoki i obroty do piosenki pt. „Poruszanka”.

img_20161129_101319

img_20161129_104041

Gdzie te skarby?

Po tym „fitnessie” przyszedł czas na odpoczynek przy niezatapialnych skarbach. 😉 Najpierw mamy napełniły plastikowe butelki różnymi ciekawymi przedmiotami – koralami, cekinami, kreatywnymi drucikami, itp. Potem zakręciły je mocno, by żaden maluch nic przypadkiem nie zjadł z tych drobiazgów i pozwoliły pobawić się poprzez potrząsanie i przewracanie. To jednak nie koniec przygody! Kolejnym krokiem było wlanie do wysokości 3/4 butelki specjalnego płynu i wymieszanie skarbów, a następnie uzupełnienie butelki do pełna płynem, w którym wrzucone wcześniej przenioty wcale nie chciały tonąć! Butelki toczyły się po ziemi, dzieci obracały je do góry dnem, a skarby lekko się przemieszczał, ale tonąć nie chciały! Oczywiście wszyscy uczestnicy swoje niezatapialne skarby w butelkach zabrali do domu. 😉

img_20161129_102506

img_20161129_102644

img_20161129_102754

img_20161129_103100  img_20161129_103216

Wszyscy wiedzą doskonale, że dzieci uwielbiają wchodzić do różnych kątów, ciasnych miejsc, szaf, pudełek, a nawet… misek. 😉 Dlatego też na koniec zaproponowałam jeszcze jedną zabawę – karuzelę w miednicy. Każde dziecko otrzymało swój przyrząd i zaczęło się prawdziwe szaleństwo! Karuzela to jeszcze nic! Były wyścigi, a nawet obecny na zajęciach tata pokusił się o samolot!

img_20161129_104233

img_20161129_104309

img_20161129_104347

img_20161129_104357

img_20161129_104407

Na takich właśnie harcach upłynęły nam ostatnie listopadowe warsztaty „Ale dzidziuś!”. Jeśli macie ochotę zobaczyć więcej zdjęć, to zapraszam do galerii na końcu wpisu. Chętnych do uczestnictwa w zajęciach, zapraszam do kontaktu telefonicznego w celu rezerwacji miejsca na kolejne zajęcia. Odbywają się one w każdy wtorek w sali wystawowej GOK w Buczkowicach o godz. 10.00.

Pozdrawiam!
P.S. Tajemnicza substancja, dzięki której skarby w butelkach nie tonęły to zwykły krochmal. 😉

 

Galeria:

Czytaj dalej

Babeczki owsiano – ryżowe dla leniwych

Często szukamy jakiejś przekąski, żeby wrzucić na „ruszt”. Wieloletnie nawyki podpowiadają wtedy słodycze, a to nie jest najlepszy pomysł, głównie ze względu na rafinowany cukier, utwardzane tłuszcze, lecytynę sojową, mleko  w proszku i jeszcze milijon innych konserwantów, barwników i innych ulepszaczy. Alternatywą są słodkości robione samodzielnie w domu, ale też trzeba zwrócić uwagę na to, by nie zawierały wyżej wymienionych składników.

Dlaczego babeczki

Są świetną i efektowną przekąską. Robi się je bardzo szybko i z łatwo dostępnych składników. Są wygodne, by zabrać je ze sobą jako przekąskę do pracy, szkoły czy na wycieczkę, a na rodzinną uroczystość wystarczy ładnie je przyozdobić, nadziać i już mamy efektowne mini torty. 😉 Właśnie z tych powodów tak często piekę je razem z Małym S, na co dowód znajdziecie na przykład tu <klik>.

Dziś chcę pokazać Wam mój przepis na owsiano – ryżowe babeczki z jabłkiem i bananami.
Gotowi? To zaczynamy!

Potrzebujemy:

300 g owoców – 2 banany, jedno średnie starte jabłko,
150 g płatków owsianych (oczywiście bezglutenowych, jeśli jesteś na diecie bg)
150 g mąki ryżowej,
80 ml oleju kokosowego,
kawałek laski wanilii,
1 jajko,
szklanka wody,

4 łyżeczki ksylitolu,
2 łyżeczki proszku do pieczenia (również bg, jeśli jesteś na diecie!),
0,5 łyżeczki sody.

Wykonanie:

  1. W jednej misce mieszamy wszystkie suche składniki: płatki owsiane, mąkę ryżową, ksylitol, proszek do pieczenia i sodę.
    img_20161125_141311
  2. Obieramy owoce.
  3. Banany rozgniatamy widelcem lub blendujemy.
  4. Jabłko trzemy na tarce o grubych oczkach.
  5. Olej rozpuszczamy i dodajemy do niego kuleczki z wnętrza laski wanilii. Chwilę podgrzewamy razem, po czym wyjmujemy kuleczki, które uwolniły swój aromat.
  6. W drugiej misce mieszamy wszystkie „mokre” składniki, czyli banany, jabłka, jajko, wodę i olej.
    img_20161125_141323
  7. Dodajemy suche składniki do mokrych po łyżce i mieszamy do połączenia się zawartości obu misek.
  8. Nakładamy masę do foremek. Ja używam silikonowych.
    img_20161125_142218
  9. Pieczemy ok. 30 min. albo w temperaturze 160 stopni z termoobiegiem, albo w 175 stopniach bez termoobiegu za to z obiema grzałkami: górną i dolną.

Tak wyglądają gotowe babeczki:img_20161125_155941

Z podanych proporcji wychodzi 18 sztuk, więc jest,czym dzielić rodzinę i przyjaciół. 😉
A czy Wy lubicie babeczki?

Pozdrawiam! 🙂

 

Czytaj dalej

Andrzejkowe warsztaty „AD! AM!” – relacja 24.11.2016 r.

Co prawda andrzejkowe warsztaty „Ale dziecko! Ale mama!” odbyły się już dwa tygodnie temu, ale na relację nigdy nie jest za późno, prawda?

Piankowo – bibułkowe cudaki

Zaczęliśmy jak zwykle od przywitania / zapoznania w kręgu, następnie podgrzaliśmy atmosferę kilkoma tańcami, wśród których oczywiście musiało znaleźć się „Kółko graniaste”. Tak przygotowani zasiedliśmy na materacach do pracy plastycznej. Na piankowych brzuszkach robiliśmy wzorzyste pancerzykila naszych robaczków, następnie doklejaliśmy im włochate nóżki z drucików kreatywnych oraz ruchome oczka. Tak powstały pajączki, biedroneczki i inne cudaczki. 🙂

img_20161124_162109

img_20161124_162114

img_20161124_162143

img_20161124_162514

img_20161124_162950

img_20161124_163317

Andrzejkowe wróżby

Gwoździem programu były tego dnia andrzejkowe wróżby, z których prym wiodło oczywiście najciekawsze, tajemnicze i najbardziej angażujące: lanie wosku!

Przy delikatnym nastrojowym świetle, wypowiadając chóralnie prośbę:
„Święty Andrzeju daj nam znać,
co się z nami będzie dziać.”

img_20161124_164612

img_20161124_164732

img_20161124_164750

Każde dziecko po kolei razem z moją pomocą wyławiało z wody odlany kształt, a następnie zgadywało, co też może symbolizować jego cień, rzucany na ścianę.

15218238_1256234731114672_62593165_n

Oprócz lania wosku, kręciliśmy także butelką, by przekonać się, jaka czeka przyszłość każde z dzieci. Było 5 symboli, z których każdy oznaczał coś innego:

  • korona – ważne stanowisko w przyszłości,
  • palma – podróże po świecie,
  • serce – wielka miłość i szczęście rodzinne,
  • książki – kariera naukowa,
  • gwiazda – sukces artystyczny.

Dzieci z pomocą mam kręciły butelką, a los wskazywał każdemu coś innego.

img_20161124_172128

img_20161124_172230

img_20161124_172320

Ostatnią z wróżb był wybór przyszłego zawodu. Na karteczkach, które losowały dzieci z tacy były ilustracje różnych osób przy wykonywaniu najróżniejszych prac. I tak jedno z dzieci wylosowało piosenkarkę, inne ograodnika, a jeszcze inne budowlańca. 🙂

img_20161124_170316

img_20161124_170328

Linowe zmagania

Na koniec zajęć zostawiłam zabawy sprawnościowe, czyli spacer po linie rozciągniętej na podłodze oraz jej… drużynowe przeciąganie. Co to były za emocje! Co za zaangażowanie mam oraz dzieci podzielonych na drużyny! Początkowo wystąpiła pewna rezerwa, kiedy poprosiłam o podzielenie się na grupy. Jednak gdy już udało się zrobić w miarę równe drużyny, to wszystkie mamy i dzieci walczyły o zwycięstwo jak lwice! 😉

img_20161124_171305

img_20161124_171349

img_20161124_171754

Jeśli spodobały Ci się zajęcia i masz ochotę ich zakosztować ze swoim Szkrabem, to zapraszam na zajęcia w każdy czwartek o 10.00 lub 16.00 w Gminnym Ośrodku Kultury w Buczkowicach po wcześniejszym zapisaniu się. Kontakt przez telefon lub maila podane w zakładce „Kontakt / współpraca” albo przez wiadomość prywatną na facebookowym fanpage’u: www.facebook.com/alezjawa.

A tymczasem zostaje oglądanie zdjęć w galerii poniżej.

Pozdrawiam! 🙂

Galeria zdjęć:

Czytaj dalej

Rzecz o dniu misia i nie tylko, czyli Łolisiowe DIY

Dziś 25 listopada, czyli imieniny Katarzyny. Jedne z ważniejszych wśród gorąco fetowanych przez Polaków przez wiele stuleci. Dlaczego? Otóż kiedyś było więcej zabaw niż tylko popularne dziś „Andrzejki”. Przez wieki przed ślubem chłopcy i dziewczęta bawili się osobno. Stąd też końcem listopada urządzano wieczory wróżb: „Katarzynki” dla dziewcząt, a „Andrzejki” dla chłopców. Podczas pierwszej z wymienionych zabaw próbowały przewidzieć swoją przyszłość panny, natomiast podczas drugiej, kawalerowie. Współcześnie nie ma już tradycji urządzania „Katarzynek”. Ale to nic, bo dzięki temu możemy cieszyć się tego dnia Światowym Dniem Pluszowego Misia i o tym tak naprawdę będzie dzisiejszy post. 😉

Skąd wzięły się pluszowe misie?

Otóż są dwie hipotezy powstania pluszowego misia jako zabawki dla dzieci. Są kompletnie różne i z dwóch różnych części świata, ale… czasowo oddalone od siebie niewiele.

Pierwsza historia pochodzi z Niemiec, a konkretnie z Lipska. Pod koniec XIX w. szyła pluszowe zwierzątka pewna sparaliżowana kobieta. Jej siostrzeniec, Richard Steiff wpadł na pomysł, by założyć firmę produkującą takie zabawki. Pluszaki wysytawiono w 1903 r. na targach w Lipsku, skąd zainteresowani Amerykanie zabrali 3000 szt. ze sobą za Ocean. Tam zdobyły dużą popularność i niedługo potem  zaczęły wytwarzać je masowo inne firmy zabawkarskie. A firma Steiffa istnieje po dziś dzień.

Druga wspomniana historia dotyczy prezydenta Stanów Zjedmoczonych Ameryki, Teodora Roosevelta, a właściwie jego towarzysza. Otóż, podczas polowania w 1902 r. postrzelił on młodego niedźwiadka, którego Roosevelt kazał wypuścić, co zostało uwiecznione na rysunku opublikowanym w gazecie. Grafika ta stała się inspiracją dla sklepikarza z Brooklynu, Morrisa Mitchona, który za pozwoleniem prezydenta zaczął produkować misie o imieniu „Teddy” i szybko stał się właścicielem jednej z najbardziej znanych firm produkujących misie!

Światowy Dzień Pluszowego Misia

Któż z nas ich nie lubi, prawda? Kojarzą się z ciepłem, radością, spokojnym snem i dobrą zabawą. Dlatego też w 2002 roku, w setną rocznicę powstania pluszowych misiów, ustanowiono Światowy Dzień Pluszowego Misia. Święto to jest coraz bardziej popularne ku uciesze dzieci i dorosłych, prawda? 🙂

Pierwszą fascynacją w życiu naszego Synka były właśnie misie i niedźwiedzie. Z tego powodu, mamy ich w domu całkiem sporo: 

misie-s

Pierwszym, co rysowaliśmy naszemu Dziecku, były właśnie misie. Na pytanie, co narysować, zawsze padało, że… misia. 😉 Mamy całkiem sporą galerię wspólnie wykananych prac:

  1. To plakat – miś, który wisi na naszej szafie. Wykonał go Mały S. razem z Tatą Wu pod nieobecność mamy. Na ulubionym, żółtym kolorze kartonu:

img_20161125_200857_1cs

2. To jeden z licznych rysunków Małego S. i mamusi 😉

img_20161125_201105_1cs

3. Oto nasze karnawałowe misiowe maski:

img_20161125_201202_1cs

4. A to samodzielnie pokolorowany przez Małego S. miś w lipcu 2015 roku:

img_20161125_201302_1cs

Jakich piosenek słuchał Mały S. najchętniej? Oczywiście tych o misiach. Były więc „Jadą, jadą misie”, „Stary niedźwiedź mocno śpi”, „Misio mniam mniam”, „Mały miś”, ale okazuje się, że można znaleźć też coś, co nauczy nas trochę o historii i tym sposobem, dzięki naszemu Synkowi, poznaliśmy niesamowitą „Balladę o misiu Wojtku”, który pomagał żołnierzom na froncie w trakcie drugiej wojny światowej.

W przedszkolu, do którego uczęszcza Mały S. w tym roku był cały misiowy tydzień! Od poniedziałku dzieci rozmawiały o misiach, poznawały misiowe piosenki, przygotwywały ze swoimi paniami misie, w czwartek przyniosły ulubione do przedszkola, a w piątek czekały one na swoich właścicieli z dobnym upominkiem w łapkach!

Na zdjęciu styropianowy miś wykonany na zajęciach w przedszkolu przez Małego S.:

img_20161125_131137

Oprócz tego, dzieci i rodzice zostali zaproszeni do przygotowania misiowej galerii dowolnymi technikami. To, co zrobiły dzieci oraz ich rodzice, było niesamowite! Prace malowane, wyklejane, wydzierane. Były misie ręcznie uszyte, był nawet miś – wypiek. A jakiego misia przygotował Mały S.? Popatrzcie sami, jak wyglądały nasze prace 🙂

Gazetowy miś

Trzeba przygotować:

– mnóstwo gazet,
– taśmę klejącą,
– nożyczki,
– klej,
– biały papier
– kredki.

Przystępujemy do działania

Najpierw sklejamy pojedyncze kartki gazet tak by powstały:
– dwa worki – jeden duży na brzuszek misia, a drugi, trochę mniejszy na jego głowę.
– trzy tuby / rolki / tunele – zwał, jak zwał – jeden długi na łapki, a dwa krótsze, ale szersze na nogi.

Następnie potrzebujemy dużo, bardzo dużo, całe mnóstwo papierowych kulek, którymi wypchamy naszego misia.
U nas prace wyglądały mniej więcej tak: 

img_20161120_191837

img_20161120_191850

img_20161120_191932_1cs

img_20161120_191942

img_20161120_193902

img_20161120_193929

Tutaj widać zapełnione kulkami worki i tunele:

img_20161120_194318

Czas zakleić taśmą klejącą wypchane części misia:

img_20161120_194440

A następnie skleić je ze sobą w następujący sposób”
1. Z tyłu tułowia przyklejamy długi rulon w łapkami.
2. Od dołu przyklejamy pod skos najpierw jedną nogę, później drugą.
3. Przyklejamy z góry głowę.
4. Formujemy na niej uszka z pojedynczych kartek, oraz kartek z kilku razem zgniecionych
5. Robimy kulę z dwóch – trzech kartek i z tyłu przyklejamy misiowi ogonek.

img_20161120_200115

Czas na oczy. To zadanie Taty Wu. Narysował je kredkami na kartce papieru, ja je wycięłam, a Mały S. posmarował klejem….

img_20161120_201712

i dopasował najpierw jedno….

img_20161120_201800

a potem drugie:

img_20161120_201916

Pozostało nam jeszcze nazwać naszego misia. Otrzymał imię proste i chwytające za serce, a mianowicie:
„MIŚ DO KOCHANIA”.

img_20161120_204707

A tak nasz bohater dnia dzisiejszego jechał do przedszkola: tyłem, bo tak bezpieczniej. 😉

img_20161121_072807

The Wally Family takim oto dyplomem zostało uhonorowane za pracę włożoną w wykonanie „Misia do kochania”:

dyplom-misiowy

A Czy Wam podoba się pomysł na gazetowego misia?
Jak uczciliście dzisiejsze święto w swoich domach, przedszkolach i szkołach?
Czy lubicie miśki tak jak my??? 😉

Jeżeli tak, to zapraszam do pobrania pliku, w którym jest szablon prostego misia z kół do samodzielnego wykonania w domu: mis-z-kol-do-samodzielnego-wykonania. Bawcie się dobrze. 🙂

Pozdrawiam!

P.S. Dla tych, co rozochocili się wstępem i czekają na więcej o wróżbach, „Katarzynkach” i „Andrzejkach”, obiecuję zdjęcia na https://www.facebook.com/AleZjawa/ już jutro, a cały post pojawi się na blogu już w środę. 😉

Czytaj dalej