Ciasteczkowe warsztaty „Ale Dzidziuś!” 3.01.2017 r.

Noworoczne warsztaty „Ale Dzidziuś!” były bardzo pracowite, zwłaszcza dla małych rączek. Poza tańcami, które zagościły na warsztatach jako stałe elementy, były także filcowe puzzle od Gadatkowych pomocy oraz małe co nieco, dzięki czemu warsztaty były po prostu… ciasteczkowe. 😉

Filcowe karty

Tuż po powitaniu, przy którym przypomnieliśmy sobie swoje imiona oraz wiek dzieci, a także pochwaliliśmy się prezentami, które pod choinką zostawił nam Aniołek, ruszyliśmy w tany. Oczywiście na początek  było „Kółko graniaste”, w którym najbardziej podoba się wszystkim przewracanie oraz buziaki i łaskotki, a potem „Poruszanka”. Następnie wszystkie maluszki otrzymały zestaw kolorowych filcowych kart o różnej tematyce – ubrania, kuchnia, biuro, warzywa i owoce, meble, zabawki lub pojazdy. Wnętrze kart jest wyjmowane. Dzięki temu może służyć do stymulacji dotykowej, nauki kolorów i poszerzania słownictwa u najmłodszych. Niektórzy poznawali je także od strony buzi, ale jak mówi twórczyni tej pomocy „Dobrze wiedzieć, że nie tylko moje dziecko je filc.” 😛 Z kolei wszystkie mamy, które martwią się o wkładanie przez ich pociechy przedmiotów do ust uspakajam: znajoma Logopeda powiedziała, że do 18 miesiąca życia zmysł smaku jest najważniejszym narzędziem poznawania świata, więc jeśli nie jest to niebezpieczne, pozwalajmy na to dziecku. 😉

Po tej porcji wiedzy teoretycznej znów troszkę się poruszaliśmy. Krasnoludek, który się nie wyspał potrzebował masażu brzuszka, a poza tym zima za oknem, więc rzucaliśmy śnieżkami, zjeżdżaliśmy na sankach i wpadaliśmy w zaspę, a wszystko oczywiście z piosenką 😉

Ciasteczkowe zabawy

Ponieważ „małe co nieco” było mamom zapowiedziane dzień wcześniej, wszyscy dorośli uczestnicy zajęć wiedzieli, czego się spodziewać. 😉 Mamy zatem z niecierpliwością wypatrywały reakcji swoich „Ale Dzidziusiów” na wjeżdżające na salę smakołyki w postaci bananów oraz różnych rodzajów płatków – owsianych, jaglanych, żytnich, orkiszowych…. 😉 Najpierw było kosztowanie banana. Co zostało po pierwszej konsumpcji, trafiało do miseczki, gdzie zostało zgniecione. Następnie dosypywaliśmy po łyżce różne rodzaje płatków wedle upodobań mam aż masa osiągnęła konsystencję pozwalającą na toczenie z niej kuleczek. Dzieci swoimi łapkami ochoczo robiły im „bam” i „plask”, by przybrały odpowiedni ciasteczkom kształt. Tak przygotowane ciacha wszyscy zabrali do domu, gdzie upiekli je w temperaturze 175 stopni w 10 min. i skonsumowali jako przekąskę. Jak donoszą mamy – smakowały, a niektóre Maluszki nawet nie chciały słyszeć o tym, by się podzielić! Jedna gwiazdeczka również je tuliła. 😉

Tak upłynęły nam pierwsze noworoczne ciasteczkowe warsztaty „Ale dzidziuś!” w 2017 roku. Większość zabaw, poza tanecznymi została uwieczniona na fotografiach. Więcej niż w poście można obejrzeć w galerii na końcu wpisu. 

Jeśli spodobały Ci się nasze zabawy i chciałabyś dołączyć do nas ze swoim Maluchem, to zapraszam na kolejne warsztaty już w najbliższy wtorek, czyli 24 stycznia. Napisz lub zadzwoń, by się zapisać. Wszystkie dane znajdziesz w zakładce „KONTAKT/WSPÓŁPRACA” <klik>. Możesz także skontaktować się ze mną przez fanpage bloga na Facebooku: www.facebook.com/AleZjawa

Pozdrawiam 🙂

Galeria zdjęć:

Taneczne warsztaty „Ale dzidziuś!” – 20.12.2016 r.

Wiecie już, że uwielbiam tańczyć, prawda? Kocham też śpiew i muzykę, bo bez niej nie byłoby tańca, lubię różne rytmy, zwłaszcza te latynoskie (salsa i bachata <3), ale też klasyczne (walc angielski i wiedeński… mmm…. rozmarzyłam się… 😉 ) Z resztą nie trudno się domyślić, że właśnie dlatego przez ładnych kilka lat byłam instruktorem zajęć tanecznych dla przedszkolaków, skoro sama jako dziecko i nastolatka trenowałam taniec towarzyski oraz współczesny, a na studiach salsowałam co najmniej tyle samo, ile się uczyłam :-P. Z tego też powodu na warsztatach, które prowadzę jest tak dużo muzyki, tańca, śpiewu, zabaw ruchowych przy muzyce, tworzenia instrumentów oraz wydobywania dźwięków. Idąc tym tropem, ostatnie zeszłoroczne zajęcia „Ale dzidziuś” zdecydowanie były właśnie taneczne!

Taneczne początki w łonie mamy

Nawet najmniejsze dzieci już w łonie matki są wrażliwe na dźwięki, czego specjalnie udowadniać nie trzeba, gdyż chyba każda mama doświadczyła kopniaka z brzucha w efekcie jakiegoś głośnego dźwięku lub po prostu usłyszenia przez maluszka znajomego głosu.

Przetestowałam to osobiście jeszcze w inny sposób.Otóż, w ciąży codziennie słuchałam jednej z trzech płyt, które bardzo lubiłam. Była to muzyka dla niemowląt i dzieci, ale skomponowana tak, że nie drażniła jednocześnie dorosłych uszu rodzica. 😉 Łączyłam więc przyjemne z pożytecznym. Kiedy urodził się Mały S. i nie wiadomo było, co mu dolega, dlaczego jest zły, co mu nie pasuje i co go drażni… włączałam płytę. I co? W trzy sekundy zazwyczaj dziecko było… ODPRĘŻONE i spokojne!

Czy z niechodzącymi dziećmi można w ogóle tańczyć? Zapyta pewno teraz wielu. Ależ oczywiście, że tak. Wspominałam o tym już ostatnio tu <klik>. Dziecko w łonie mamy przecież „tańczy”, fika koziołki i jest bujane w wodach płodowych. Ono to uwielbia i go uspakaja, a jeśli dołożymy do tego jeszcze znane od początku życia dźwięki, to już mamy przepis na uspokojenie niemowlaka!

Już od jakiegoś czasu włączałam do naszych warsztatowych zajęć muzykę i tańce, ale tym razem było ich naprawdę sporo! Oczywiście było „Kółko graniaste” z przewracaniem się, buziakami i łaskotkami oraz „Poruszanka”, której fragment można obejrzeć na FB. 😉

Oprócz tego było nam „Zimno, zimno”, więc się rozgrzewaliśmy. Śpiewnie zgadzaliśmy się ze sobą „tak, tak, tak” albo mówiliśmy „nie, nie, nie”. Poznaliśmy też malutkiego krasnoludka, z którym wymasowaliśmy brzuszki. Nasze taneczne podróże zaprowadziły nas także do lasu, gdzie zamieniliśmy się w niedźwiadki oraz ich mamy zagrzebane na zimę w swoich gawrach, a po powrocie wszystkie nasze ubrania były tak brudne, że trzeba było włączyć utwór „Praczki” i razem z nimi doprowadzić się do porządku. 😉

 

Taneczne zabawy i nie tylko!

Da się ułatwić porządki z niemowlakiem? Ależ oczywiście! Z tej okazji była zajęciach przedświąteczna „jazda na szmacie”, która dzieciom wyjątkowo przypadła do gustu. 😉 Zawinęliśmy również kilka kocykowych krokietów na świąteczne stoły. 🙂

Oprócz tego odkrywaliśmy możliwości dźwiękowe pachołków, przez które mówiliśmy lub z których słuchaliśmy dochodzących dźwięków głosu mamy. Jak się okazało jest to pomoc doskonała, ponieważ może być także budulcem wspaniałych wież lub świetną czapeczką, a nawet butem czy rękawkiem. 😉

Stymulacja dotykowa

Co prawda tym razem nie było „ciaprania”, ale jakaś stymulacja zmysłu dotyku pojawić się musiała. Tym razem wybrałam do tego folię bąbelkową. W tym celu wykorzystałam – uwaga, uwaga – trzy rodzaje folii. Wiedzieliście, że jest ich kilka? Ja znalazłam w sumie trzy:

  1. zwyczajną – o drobnych bąbelkach, z jednej strony gładką,
  2. gładką  – również o drobnych oczkach, ale z obu stron gładką. Jest nieco sztywniejsza od tej pierwszej, bąbelki trudniej pękają,
  3. o dużych, naprawdę DUŻYCH bąblach.

Moim pomysłem na zabawę było czworakowanie po folii lub owijanie się nią, ale dzieci wolały samo owijanie, „pożyczanie” sobie nawzajem kawałków lub po prostu szeleszczenie. Ot, różne wizje rzeczywistości się spotkały. 😉

 

Tak upłynęły nam ostatnie, taneczne warsztaty „Ale dzidziuś!” w 2016 roku. Większość zabaw została uwieczniona na fotografiach, których jeszcze więcej w galerii na końcu posta. Niestety, nie wszystkie, ponieważ kiedy tańczymy, to ręce zajęte mam najczęściej animacją i nie ma możliwości, by jeszcze pstrykać zdjęcia, choć czasem coś uda się zrobić, a nawet nakręcić filmik, ale te do zobaczenia są na fb <klik>.
A tymczasem zapraszam do oglądania fotek. 🙂

Pozdrawiam i życzę wszystkim dużo tańca i muzyki w tym 2017 roku! 🙂

P.S. kolejne warsztaty już jutro, czyli we wtorek 3 stycznia. Jeśli masz ochotę dołączyć do grupy ze swoim Maluszkiem, napisz lub zadzwoń. Wszystkie dane znajdziesz w zakładce „KONTAKT/WSPÓŁPRACA” <klik>. Możesz także skontaktować się ze mną przez fanpage bloga na Facebooku: www.facebook.com/AleZjawa
Galeria zdjęć:

Galeria zdjęć:

Warsztaty ciaprania, czyli „Ale dzidziuś!” 13.12.2016 r.

Warsztaty „Ale dzidziuś!” weszły już na stałe w tygodniowy rozkład zajęć zarówno moich, jak i maluszków z najbliższej okolicy i nie tylko – są mamy, które dojeżdżają aż 40 km, żeby się z nami bawić (pozdrawiam, Asiu! ;))! W zajęciach uczestniczą niemowlęta od momentu opanowania umiejętności samodzielnego siedzenia do ok. 15 miesięcy wraz ze swoimi mamusiami, a czasem także tatusiami (pozdrawiam, Jacku i Adamie! ;).
Najlepsze zajęcia są wtedy, kiedy dzieci mogą na własnej skórze poczuć świat. Dlatego też 13 grudnia było wyjątkowo dużo „ciaprania” – dzieci szczęśliwe, a mamy jeszcze bardziej, bo sprzątałyśmy razem, więc tak nie „bolało”. 😛

Kolorowy żel

Po tanecznej rozgrzewce, na pierwszy ogień poszła woda. Ale to nie była taka zwyczajna, przezroczysta ciecz. Dodaliśmy bowiem do niej specjalny proszek, który zamienił ją w… kolorowy (różowy ;)) i pachnący żel. Większości dzieci bardzo się to spodobało, choć jedna mała „Smerfetka” była trochę niepocieszona, że ciocia zepsuła wodę i dla niej trzeba było szybciej żel zamienić z powrotem w wodę. Nie mniej jednak zżelowaną wodę można było formować w kulki, przekładać z ręki do ręki, dotykać jej granulek, co było bardzo ekscytującym doświadczeniem!

Tany, tany!

Od ciaprania czasem trzeba zrobić przerwę. Choćby niedużą. Najlepiej na coś ruchowego. 😉
Czy niechodzące dzieci mogą cieszyć się muzyką, śpiewem i tańcem? Ależ oczywiście, jeśli tylko mamy pod ręką kogoś dorosłego do pomocy oraz odpowiednio dobierzemy utwory. Otóż po pierwszych nieśmiałych próbach na siedząco, zaczęliśmy odważniej brykać i przy okazji mamy mają prawdziwy fitness. 😉 Dzięki tym wspólnym harcom we wszystkich budzi się radość i energia, a do tego dzieci uczą się wskazywać części ciała, jak np. przy piosence kąpielowej, kiwać głową przy słowach  „tak” i „nie”przy piosence „Głowa mówi”, odprężającego masażu brzuszka przy utworze „Szupurupu” albo rozgrzewania się, klaskania i tupania przy „Zimno, zimno”.

Ciaprania ciąg dalszy, czyli malowanie pastą

Z pozytywną energią i nieco zmachani, zasiedliśmy do prac plastycznych. Ponieważ zima za oknem, mróz szczypie w nosy, to i nasze malunki nawiązywały do tego „klimatu”. Na kolorowych kartkach „Ale dzidziusie” otrzymały zimowe krajobrazy odbite na kolorowych kartkach, a brakujący zimowy klimat domalowywały wiejącą chłodem białą pastą do zębów i swoimi łapkami. Radości było co nie miara! Zdjęcia nie są w stanie do końca oddać tego klimatu. 😉

Wszystkie zabawy zostały uwiecznione na fotografiach, których jeszcze więcej w galerii na końcu posta.
Zapraszam do oglądania.

Pozdrawiam i życzę wszystkim dużo radości oraz kreatywności w Nowym 2017 roku! 🙂

P.S. kolejne warsztaty już we wtorek 3 stycznia. Jeśli masz ochotę dołączyć do grupy ze swoim Maluszkiem, napisz lub zadzwoń. Wszystkie dane znajdziesz w zakładce „KONTAKT/WSPÓŁPRACA”. Możesz także skontaktować się ze mną przez fanpage bloga na Facebooku: www.facebook.com/AleZjawa
Galeria zdjęć:

Mikołajkowe warsztaty „Ale dzidziuś!” – relacja 6.12.2016 r.

Jak 6 grudnia, to z pompą! Na warsztaty „Ale dzidziuś” również zawitał Mikołaj! Nie dość, że dzieci otrzymały drobne podarunki, to jeszcze miały okazję zobaczyć i dotknąć mikołajkowe chmurki prosto z nieba!

Ale może po kolei 😉

Tego dnia dzieci przywitała na sali wielka kolorowa chusta animacyjna. Na początku zajęć wszystkie mamy ze swoimi dziećmi usiadły na niej w kręgu, by się sobie przedstawić i podzielić, co też Święty przyniósł maluchom.

Następnie trzeba było trochę się rozgrzać, dlatego też wokół chusty odtańczyliśmy „Kółko graniaste” razem z obowiązkowym (!) przewracaniem się, buziakami i łaskotkami. 😉 Był też taniec „Poruszanka” oraz „Zimno nam w paluszki”.

Szczęście

Sznurówka + drewniana kulka = pełnia szczęścia. Kociego szczęścia, ponieważ „Ale dzidziusie!” zamieniły się w małe kocięta, którym mamusie pokazywały bujającą się i podskakującą kuleczkę do łapania. 🙂

 

Pełnia szczęścia

Czy można sobie wyobrazić jeszcze większe szczęście niż to opisane powyżej? Można:

papier toaletowy + maluch = pełnia szczęścia!

Kolejną zabawą zaproponowaną na warsztatach było rozwijanie i targanie papieru toaletowego. Znalezła się nawet jedna mała konsumentka tego towaru. 😉

Czas relaksu

Na każdych warsztatach znajdujemy chwilę na relaks ze stymulacją dotykową różnych partii ciała i budowanie zaufania poprzez kontakt fizyczny mamy i dziecka. Tym razem wybór padł na masaż różnego rodzaju piłeczkami. Do wyboru były gumowe kolczaste piłeczki, tkaninowe piłeczki z wypełnieniem ze styropianowych kuleczek, cięższe piłki wypełnione wodą, lekkie piłeczki do ping-ponga i pomponiki. Większość mam od razu wybierała dwie różne piłeczki – jedną do rączek dziecka i drugą do masażu. Nie uwierzycie, ale podczas masażu, w sali można było usłyszeć… ciszę! Większość dzieci tak zajęły piłeczki, ich gryzienie i dotykanie, że na nic innego już nie miały ochoty. 😉 Mamusie zatem słuchały tej błogiej ciszy, jednocześnie tocząc piłki po ciałkach swoich dzieci: rękach, nogach, brzuchach, plecach i twarzach.

Mikołajkowe chmurki

Na koniec zajęć wszystkie dzieci miały okazję dotknąć kawałka nieba. Otóż Mikołaj przywiózł ze sobą saniami trochę chmurek. 😉 Dzięki temu, dzieci mogły dotykać delikatnego białego puchu, razem z mamusiami dmuchać w niego (takie małe ćwiczenie logopedyczne 😉 oraz obserwować jak powoli opada. 

Tak upłynęły nam mikołajkowe warsztaty dla mam i niemowląt „Ale dzidziuś!” 

Jeśli macie ochotę zobaczyć więcej zdjęć, to zapraszam do galerii na końcu wpisu. Z kolei chętnych do uczestnictwa w zajęciach, zapraszam do kontaktu telefonicznego lub mailowego <klik> lub przez wiadomość na facebookowej stronie bloga <klik> w celu rezerwacji miejsca na kolejne zajęcia. Odbywają się one w każdy wtorek w sali wystawowej GOK w Buczkowicach o godz. 10.00.

Pozdrawiam!

Galeria zdjęć z warsztatów mikołajkowych 😉

Skarby na warsztatach „Ale dzidziuś!” 29.11.2016 r.!

W ostatni wtorek listopada spotkaliśmy się już po raz czwarty w ramach warsztatów „Ale dzidziuś”! To były bardzo dynamiczne zajęcia, na których były nawet skarby! Mamy po nich spokojnie mogły sobie odpuścić aerobik 😛 Za to maluszki z pewnością smacznie spały po takiej dawce miłości, czułości, podskoków, wygibasów i innych szaleństw. 😉

Oczywiście, na początku tradycyjnie witaliśmy się w kręgu przedstawiając siebie oraz swoje dziecko i chwaląc się… A co?! Należy się cieszyć ze swoich osiągnięć. Tym razem mówiliśmy o ilości mlecznych ząbków w każdej buzi. 😉
Potem była piosenka… jak zwykle. 😉

Następnie zabraliśmy się do zabawy z kolorowymi drewnianymi kulkami na sznureczkach. Dzieci mogły je przesuwać, mamusie nazywały ich kolory, a niektórzy nawet urządzali siłowanie ze spektakularnymi upadkami zwycięzców. 😉

 

15292804_1348611391829402_1077211262_o

img_20161129_101533

img_20161129_101901_2cs

img_20161129_101913

img_20161129_101920

img_20161129_102424

Przy kolejnej piosence już nie było tak zwyczajnie, bo tym razem zaprosiłam wszystkie mamy z dziećmi i jednego tatusia do tańca! Ruszyliśmy wszyscy razem w kole wesoło podrygując. Dzieciom najbardziej podobało się oczywiście przewracanie, buziaki i łaskotki podczas „Kółka graniastego” oraz radosne podrygi, podskoki i obroty do piosenki pt. „Poruszanka”.

img_20161129_101319

img_20161129_104041

Gdzie te skarby?

Po tym „fitnessie” przyszedł czas na odpoczynek przy niezatapialnych skarbach. 😉 Najpierw mamy napełniły plastikowe butelki różnymi ciekawymi przedmiotami – koralami, cekinami, kreatywnymi drucikami, itp. Potem zakręciły je mocno, by żaden maluch nic przypadkiem nie zjadł z tych drobiazgów i pozwoliły pobawić się poprzez potrząsanie i przewracanie. To jednak nie koniec przygody! Kolejnym krokiem było wlanie do wysokości 3/4 butelki specjalnego płynu i wymieszanie skarbów, a następnie uzupełnienie butelki do pełna płynem, w którym wrzucone wcześniej przenioty wcale nie chciały tonąć! Butelki toczyły się po ziemi, dzieci obracały je do góry dnem, a skarby lekko się przemieszczał, ale tonąć nie chciały! Oczywiście wszyscy uczestnicy swoje niezatapialne skarby w butelkach zabrali do domu. 😉

img_20161129_102506

img_20161129_102644

img_20161129_102754

img_20161129_103100  img_20161129_103216

Wszyscy wiedzą doskonale, że dzieci uwielbiają wchodzić do różnych kątów, ciasnych miejsc, szaf, pudełek, a nawet… misek. 😉 Dlatego też na koniec zaproponowałam jeszcze jedną zabawę – karuzelę w miednicy. Każde dziecko otrzymało swój przyrząd i zaczęło się prawdziwe szaleństwo! Karuzela to jeszcze nic! Były wyścigi, a nawet obecny na zajęciach tata pokusił się o samolot!

img_20161129_104233

img_20161129_104309

img_20161129_104347

img_20161129_104357

img_20161129_104407

Na takich właśnie harcach upłynęły nam ostatnie listopadowe warsztaty „Ale dzidziuś!”. Jeśli macie ochotę zobaczyć więcej zdjęć, to zapraszam do galerii na końcu wpisu. Chętnych do uczestnictwa w zajęciach, zapraszam do kontaktu telefonicznego w celu rezerwacji miejsca na kolejne zajęcia. Odbywają się one w każdy wtorek w sali wystawowej GOK w Buczkowicach o godz. 10.00.

Pozdrawiam!
P.S. Tajemnicza substancja, dzięki której skarby w butelkach nie tonęły to zwykły krochmal. 😉

 

Galeria:

Dotykowe warsztaty „Ale dzidziuś” – relacja 22.11.2016 r.

Warsztaty „Ale dzidziuś!” rozkręcają się na dobre. Wczoraj odbyło się nasze trzecie spotkanie, podczas którego położyliśmy akcent na zabawy dotykowe.

Na początek jednak wszyscy usiedliśmy razem w kręgu, by się sobie przedstawić lub przypomnieć imiona oraz podzielić informacją o ulubionej zabawce. Następnie mamy i dzieci wspólnie próbowały śpiewać i ilustrwać słowa piosenki ruchem. Najpierw było to krasnoludkowe „Szupurupu”, a potem znane nam już całkiem dobrze „Głowa – ramiona – kolana – pięty”.

Drewniane klocki

Ponieważ większość małych uczestników zajęć ma około roku, to można zaproponować im pierwsze zabawy konstrukcyjne. Zatem po wspomnianej rozgrzewce, na środek sali wjechały drewniane klocki w różnych kształtach i kolorach. Oczywiście, zanim zacznie się coś tworzyć i dudować, trzeba dowiedzieć się, jak to coś jest zbudowane, prawda? Dlatego też na pierwszy ogień poszło burzenie wież zbudowanych rękami mam. Było też dokładne badanie kształtów za pomocą rąk, no i oczywiście… małych buź. 😛

img_20161122_102206

img_20161122_102228

img_20161122_102232

Dotykowe rękawiczki

Kolejną zaproponowaną aktywnością, było przygotowanie przez mamy dla swoich szkrabów sensorycznych baloników oraz rękawiczek. Tutaj zaczął się prawdziwy raj dla dzieci, ponieważ mogły dotykać ryż, fasolę, kaszę, groch, mak, kokos. Mamy zezwoliły nawet na kosztowanie kokosu! Dzieci mogły przy okazji mogły pobawić się łyżkami, mieseczkami oraz lejkami służącymi do napełniania baloników i rękawiczek. Mamy śmiały się, że z tą ilością kokosu, mamy prawie gotowe świąteczne ciasto. 😛

img_20161122_103142

img_20161122_103205

img_20161122_103420

img_20161122_103648

img_20161122_103724

img_20161122_103231

Wytłumaczę jeszcze, dlaczego rękawiczki. Otóż rękawiczka ma ciekawy kształt – za każdy palec można pociągnąć, kiedy chwycimy ją za jeden, reszta zabawnie opada, kiedy ściśniemy, to część sypkiego materiału ze środka przedostaje się do sąsiedniego. To bardzo ciekawe. 🙂

Takie rekawiczki są dla dziecka interesujące jeszcze z innego powodu. Mam na myśli ciężar i fakturę.
Ciężar: wsypując do dwóch rękawiczek objętościowo tyle samo ryżu, co kokosu, okaże się, że jedna z nich jest o wiele cięższa o drugiej. Co to za dziwy? 🙂
Faktura: otóż ryż jest w dotyku inny niż kasza, kokos czy mak. Dla nas to oczywistość, ale maluch musi tego dopiero doświadczyć. Dajmy mu tę mozliwość i obserwujmy jak reaguje odkrywając tajniki świata.

A gdyby ktoś miał ocohtę na jeszcze inne zabawy z rękawiczkami, to prezentuję pomysł na zwierzaki – cudaki tu <klik>.

Nasmarowane mamusie

Wiecie ile radości daje czuły masaż? Wiecie, ponieważ same pewno codziennie po kąpieli wycierając swoje dziecko go wykonujecie, być może nawet z wykorzystaniem jakiegoś kremu. Warto też pozwolić na taki czuły dotyk swojemu dziecku. Dla niego jest to kontakt z inną substancją, być może nową, a dla Was, mamusie czysta przyjemność. Przyjemne z pożytecznym. Wiadomo, początkowo bawimy się w smarowanie jednej ręki, czy nawet jej kawałka, ale z czasem maluch nabiera wprawy, oswaja się z kremem i z przyjemnością nasmaruje Wam nogi, a nawet plecy. Mały S.uwielbia tę zabawę w domowe SPA. Jedyne, czego trzeba pilnować, to ilość zużywanego kremu, ale to „pestka”, a jakież to wspaniałe ćwiczenie dotykowe. 🙂

img_20161122_104737

img_20161122_104731

img_20161122_104746

img_20161122_104809

Bańki mydlane

Na koniec zajęć zaproponowałam wspólne puszczanie i łapanie baniek mydlanych. Ileż było radości, kiedy latały w powietrzu oraz ile zdziwienia, kiedy nagle znikały!

img_20161122_105153

img_20161122_105202

img_20161122_105246

Wszystkie zabawy zostały uwiecznione na fotografiach, których całkiem sporo w galerii na końcu posta.
Zapraszam do oglądania.

Pozdrawiam! 🙂

P.S. kolejne takie warsztaty już we wtorek 29 listopada. Jeśli masz ocohtę dołączyć do grupy ze swoim Maluszkiem, napisz lub zadzwoń. Wszystkie dane znajdziesz w zakładce „KONTAKT/WSPÓŁPRACA”.

 

Kolorowe i pachnące, czyli warsztaty „Ale dzidziuś” po raz drugi – relacja 15.11.2016 r.

Chyba wszyscy wiedzą jak bardzo wymagające są niemowlęta. Jak wiele potrzeba im uwagi i jak często potrzebują zmieniać zajęcia. Nie ma siedzenia, facebookowania, picia gorącej kawy i jedzenia ciepłego obiadu, oj nie! No chyba, że maluch akurat śpi, a my zamykamy oczy, żeby nie widzieć bałaganu, który trzeba posprzątać. 😛

Dlatego też, przygotowując się do warsztatów „Ale dzidziuś!” zawsze biorę pod uwagę te potrzeby maluszków, by było inspirująco, rozwijająco i ciekawie, czyli, by na przykład zajęcia były kolorowe i pachnące, a dzieci mogły użyć najbardziej interesujących je sprzętów, czyli tego, czym „bawią się” dorośli.

Kolorowe…

Tym razem do zabawy plastycznej z farbami postanowiłam wykorzystać widelce. Dlaczego? Po pierwsze spełniają kryterium „dorosłego” narzędzia. Po drugie, łatwiej niż pędlem można nabrać farby z pomocą mamusi czy tatusia. Po trzecie, można tą wybrzuszoną częścią zrobić zwyczajne „ciap ciap” po plamie farby na kartce. Po czwarte – ciągnąc widelcem po kartce zostaje nam ślad kilku kresek, zupełnie, jak gdyby namalował je wprawny artysta. Proste i efektowne, prawda? 🙂

Część dzieciaczków malowała też rękami, a i nie tylko po kartce, ale i po nogach, a nawet po mamach – po kwadransie niemal wszystko wokół nas było kolorowe. Nikomu jednak to nie przeszkadzało, bo najważniejsza była dobra zabawa, a przecież wszystko da się umyć. 🙂

img_20161115_101746

img_20161115_101643

Relaksujące…

W ramach ćwiczeń odprężających i relaksujących, a przy okazji budujących zaufanie tym razem był masaż z użyciem pędzelka. To bardzo proste ćwiczenie, które naprawdę może zdziałać cuda. Po pierwsze stumuluje dotykiem włosków pędzelka różne miejsca na ciele – od stóp, przez plecy, brzuch, aż po same uszy. 😉 Po drugie zabawa ta może zarówno pomóc nam się wyciszyć, uspokoić poprzez delikatne pociągnięcia pędzelkiem, przyciszony, spokojny głos, którym zwracamy się do dziecka, ale też, gdy wszystko jest na „nie”, może pomóc wyprodukować trochę endorfin poprzez łaskotki i wywołany nimi śmiech. 😉

img_20161115_103109

img_20161115_103115

img_20161115_103129

img_20161115_103156

Pachnące…

Na koniec zajęć zrobiło się aromatycznie i czekoladowo za sprawą masy solnej, którą dzieci mogły odrywać, ściskać, wyrabiać… Razem z rodzicami wycinały też różne kształty za pomocą foremek.

img_20161115_103943

img_20161115_104041

img_20161115_104139

img_20161115_104154

img_20161115_104257

img_20161115_104306

Gdyby ktoś poszukiwał bezpiecznej ciastoplastoliny, to zapraszam do wpisu z przepisem na masę, którą robi się samodzielnie w domu z bezpiecznych składników <klik>.

Oczywiście, nie mogło zabraknąć też piosenek z pokazywaniem, które towarzyszą wszystkim warsztatom. Rozgrzewaliśmy swoje ręce  i nogi oraz uczyliśmy się mówić „tak” i „nie”. 🙂

Pachnące i kolorowe warsztaty „Ale dzidziuś!” dobiegły końca. Na szczęście zostały po nich barwne malunki i aromatyczne figurki do domowej galerii wszystkich uczestników zajęć oraz zdjęcia, do oglądania których zapraszam do galerii na końcu posta.

Pozdrawiam! 🙂

 

Galeria zdjęć z warsztatów:

„Ale dzidziuś!” – relacja z pierszych warsztatów 8.11.2016 r.

Ruszyły!

Nowe warsztaty „Ale dzidziuś!” dla jeszcze młodszych dzieci i ich mam.

Co robiliśmy na pierwszych zajęciach? Oczywiście musieliśmy się trochę poznać – siedząc w kręgu, mamy w imieniu swoim i dzieci przedstawiły się, pochwaliły wiekiem pociech i podzieliły informacją o porze porannej drzemki szkrabów. Przyznam nieskromnie, że porę na zajęcia wybrałam doskonałą, ponieważ okazało się, że to właśnie w tej godzinie dzieci zazwyczaj ładują swoje akumulatory. 😛 Chyba powinnam puścić los na loterii. 😉

W tym czasie dzieciom się nie nudziło – bez obaw! Kiedy mamy wymieniały się informacjami, maluszki miały okazję pobawić się pluszakami, które tłumnie zawitały na warsztaty.

img_20161108_095653

Muzycznie

Żadne moje warsztaty dla dzieci nie mogłyby odbyć się bez muzyki, zatem również podczas zajęć „Ale dzidziuś!” nie może być inaczej. Zaczęliśmy od piosenki, w której ruszały się nasze głowy, a następnie rozszerzyliśmy ruch na całe ciało ze słowami piosenki „Głowa – ramiona – kolana – pięty”. Podczas tej pierwszej maluszki siedziały vis a vis swoich mam, by dobrze widzieć ich ruchy, natomiast przy drugiej siedziały na kolanach lub leżał na materacach, a mamy wskazywały odpowiednie części ciała. Śmiechu było co nie miara, ponieważ okazało się, że pokazywać na kimś wcale nie jest tak łatwo, a poza tym…. palce o stóp to nie pięty. 😛

W późniejszej części zajęć jako przerywnik rozgrzewaliśmy swoje dłonie i stopy masując je oraz klaszcząc i tupiąc.

Dużo, okrągłe i kolorowe

Pierwszą zabawą, którą zaproponowałam tym razem, było toczenie drewnianych kuleczek w miednicach. 😉 Dzieciom zestawienie kulki + miski bardzo się spodobało i bardzo szybko wymyśliły mnóstwo odmian tej zabawy – od wyrzucania i ponownego ich wkładania, przez przekładanie z miski do miski, stukanie nimi o siebie, wymianę z innymi dziećmi, smakowanie (a jakże by inaczej! ;)) aż po grę na odwróconych miednicach.

img_20161108_101631

img_20161108_101636

img_20161108_101646

img_20161108_101659

img_20161108_101705

img_20161108_101721

img_20161108_102109

Malowanie bez plam jest możliwe!

Kolejną zabawą było malowanie. Nie było to jednak zwykłe malowanie, ale… przez folię. Dzięki temu dzieci mogły dowolnie rozprowadzać farbę dłońmi lub stopami, a nawet trzonkiem pędzelka. W ten sposób powstawały ciekawe impresje – górski krajobraz z zachodzącym słońcem, motyl czy nawet wulkan, z którego wypływała rozgrzana do czerwoności lawa. Przyznać jednak muszę, że niektórym małym „magikom” nawet folię udało się rozbroić, więc gdybyście próbowali tego w domu… użyjcie podwójnej warstwy. Tak na wszelki wypadek. 😉

img_20161108_103241

img_20161108_103259

img_20161108_103310

img_20161108_103319

img_20161108_103325

img_20161108_103328

img_20161108_103410

Małe białe, żółte, czarne..?

Na koniec jak zwykle został gwóźdź programu, a mianowicie miseczki wypełnione kaszą, grochem i makiem, łyżeczki oraz plastikowe jaja. Do czego to wszystko? Bynajmniej nie do gotowania 😛 Był to zestaw do stworzenia własnych niepowtarzalnych i jedynych w swoim rodzaju marakasów. Najpierw oczywiście trzeba było nieco te materiały poznać – poprzesypywać, podotykać, nawet posmakować! Następnie wszyscy uczestnicy warsztatów „Ale dzidziuś!” napełnili swoje plastikowe jaja i można było przystąpić do muzykowania. Tym razem nasza mała orkiestra akompaniowała utworowi Straussa „Nad pięknym modrym Dunajem”.

img_20161108_103940

img_20161108_103955

img_20161108_104028

img_20161108_104152

img_20161108_105044

I tym muzycznym akcentem zakończyliśmy nasze pierwsze spotkanie. Starałam się je w miarę możliwości uwiecznić na fotografiach, które znajdziecie w poniższej galerii.

Na następne zajęcia „Ale dzidziuś!” zapraszam już we wtorek 15 listopada 2016 r. o godz. 10.00 do sali wystawowej Gminnego Ośrodka Kultury w Buczkowicach. Pamiętajcie o wcześniejszych zapisach telefonicznych lub przez stronę w serwisie Facebook. Dane kontaktowe znajdziecie z zakładce „KONTAKT/WSPÓŁPRACA”.

Do zobaczenia! 🙂

 

Galeria zdjęć z pierwszych warsztatów „Ale dzidziuś!” 8.11.2016 r.:

Dotyk i wierszyki – masażyki

Dotyk jest najbardziej „rozległym” zmysłem. Pozwala dosłownie odczuć świat na własnej skórze. Dotyk to indywidualne odczucia ciepła, zimna, nacisku i bólu. Dotyk ma nas chronić przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi powodując unikanie tego, co może nam zaszkodzić, ale też informować nas o wsparciu, miłości i bezpieczeństwie w najbliższym otoczeniu.

Dotyk. Pierwszy zmysł.

Dotyk jest tak naprawdę pierwszym zmysłem, który rozwija się u człowieka. Jeszcze w łonie matki! To środowisko macicy dostarcza maluszkowi stymulacji dotykowej. Okazuje się, że już w połowie 7. tygodnia życia płodowego okolice warg są wrażliwe na dotyk. Lekkie ich podrażnienie powoduje reakcję całego ciała, a dokładniej zwrot tułowia. W 9. tygodniu ewidentnie zmysł ten się doskonali – przy dotknięciu, dłoń dziecka zaciska się w piąstkę. W 10. tygodniu zwiększa się wrażliwość dotykowa okolic twarzy – dotknięcie czoła powoduje obrót głowy. W 11. ty
godniu powierchnia ciała czuła na dotyk powiększa się o klatkę piersiową i ramiona, jednak reakcja jest wciąż uogólniona, czyli reaguje większa część ciała, a nie tylko jego podrażniony dotykiem fragment. Między 14. a 15. tygodniem życia płodowego już cała powierzchnia ciała staje się wrażliwa na dotyk. W piątym miesiącu zmiany temperatury otoczenia, czyli doświadczenia zewnętrznych bodźców odbieranych za pomocą dotyku mogą powodować u dziecka niepokój ruchowy, przyspieszoną akcję serca, zmiany pozycji ciała. Nie bez powodu dziecko w łonie mamy podpływa do głaskanego miejsca, wypycha jakąś część ciała lub ucieka. To właśnie reakcja na bodziec dotykowy.

Dotyk. Sposób komunikacji.

Nie potrzeba słów, by wyrazić wiele. Czasem nie wiemy, jak coś powiezieć, brakuje pomysłu, jakich użyć słów. Wystarczy… dotknąć.

Jesteśmy dla naszych dzieci całym światem, więc jeśli weźmiemy je w ramiona, to tak, jakby cały świat je tulił!

Wziąć za rękę i poprowadzić, to jak powiedzieć „Chodź, pomogę Ci pokonać tę przeszkodę.”.

Poklepać po plecach, to jak powiedzieć „Teraz jest Ci smutno, rozumiem to, ale uwierz, wszystko będzie dobrze.”.

Pogłaskać po włosach, to jak powiedzieć „Podziwiam Cię.”.

Pomasować stłuczone kolano, to jak powiedzieć „Jestem przy Tobie. Zaraz przestanie boleć.”.

Połaskotać, to jak powiedzieć „Zapraszam Cię do zabawy.”.

Dać buziaka, to jak powiedzieć „Kocham Cię.”.

Dotyk. Czułość. Bliskość. Wsparcie. Pocieszenie.

Kontakt fizycczułość na dotykzny idzie najczęściej w parze z ciepłem emocjonalnym i bliskością. Zakochane pary są niemal nierozłączne, prawda? Brak kontaktu fizycznego odczuwają wręcz jak ból. Trzymają się za ręce, siedzą blisko siebie, głaszczą się. DOTYKAJĄ. Noworodki i niemowlęta od pierwszych chwil życia są z czułością dotykane, kąpane, smarowane, przebierane. To przez ten kontakt fizyczny w dużej mierze buduje się nasza bliskość psychiczna z dzieckiem. Celebrujmy te chwile. Kiedy tylko możemy, to bądźmy w kontakcie skóra do skóry.

I kiedy nasze dzieci nieco podrosną, pozwólmy im, aby i one mogły przelewać na nas swoje emocje za pomocną dotyku. Skoro my je z czułością i delikatnością tulimy, polewamy wodą, wycieramy, smarujemy, niech i one mogą nam też okazać swoją miłość tą samą drogą. Ja osobiście uwielbiam, kiedy mój synek smaruje mnie kremem. Oboje mamy z tego wielką frajdę i przyjemność. Nie dość, że świetnie się bawimy, to jeszcze dziecko może zrobić coś dla dorosłego i czuje się przez to ważne i potrzebne. Poza tym mamy stymulację małej motoryki, węchu (używamy kremów, balsamów i olejków o różnych konsystencjach i zapachach, w opakowaniach, które różnie sie otwierają) i okazję do rozmowy.

Wierszyki – masażyki.

Na koniec, zapraszam Was do wspólnej dotykowej zabawy, którą miały okazję poznać uczestniczki pierwszych warsztatów „Ale dziecko! Ale mama!”, o których można poczytać tu <klik>. Mam na myśli wierszyki – masażyki. To krótkie rymowanki, które ilustruje się na plecach lub brzuszku malucha. Mały S. bardzo je lubi. Od pierwszych miesięcy życia „przecinek” wykonywany na nosie wywoływał na jego buźce szeroki uśmiech.

Oto teksty dwóch naszych ulubionych wraz z opisem poszczególnych ruchów, a na końcu wpisu znajdziecie pdf do pobrania, żeby sobie wydrukować i móc w zaciszu domowym bawić się ze swoim dzieckiem.

Tata młotkiem puka,                ostukujemy plecy/ brzuszek  dłonią zaciśniętą w pięść

Mama obcasikiem stuka,        stukamy jednym placem

Babcia w garnku miesza,        rozłożoną dłonią wykonujemy koliste ruchy

A dziadek wziął klamerki i pranie wiesza!    szczypiemy boczki

 

 

Pisze pani na maszynie: imitujemy palcami stukanie w klawiaturę

A, B, C…                      palcem piszemy kolejno litery A, B i C

Przecinek                            lekko pociągamy za kosmyk włosów

Tu stąpały słonie              stukamy powoli dłońmi zaciśniętymi w pięści

i biegały konie: przecinek.      Jw., ale szybciej. Pociągnięcie za kosmyk

Tędy płynie rzeczka,                 od karku do pleców rysujemy rzekę

 

Przeszła pani na szpileczkach: przecinek,     Stukamy dwoma palcami; kosmyk

Przebiegała szczypaweczka,           szczypiemy delikatnie boczki

Zaświeciły dwa słoneczka,               Ruch obrotowy w nadgarstkach, same palce

przecinek.                                      Pociągnięcie za kosmyk.

Spadł drobniutki deszczyk….           Uderzenia palcami – szybkie i delikatne

Czy Cię przeszedł dreszczyk???        Łaskotanie karku

W wersji dla brzuszka: przecinek na nosie, rzeczka od brody do pępka, a na koniec łaskotanie pod brodą. J

 

WIERSZYKI – MASAŻYKI pdf do pobrania

 

Życzę wszystkim dużo przytulania i radosnego wierszykowania,
Pozdrawiam! 🙂

Bardzo Lubię Wycierać: o rozszerzaniu diety dziecka

Zdjęcie2491 Dzisiaj post, na temat, który spędza sen z powiek chyba wszystkim rodzicom, a zwłaszcza mamom.
Mam na myśli rozszerzanie diety niemowlęcia. Przedstawię założenia i kilka rad praktycznych dotyczących metody BLW.

Od momentu narodzin dziecię jest karmione mlekiem, czy to maminym, czy butelkowym i jest to 100% wszystkich kalorii oraz płynów, które trafiają do brzuszka dzieciaczka. I tak przez… CO NAJMNIEJ pół roku, czyli do ukończenia 6-go miesiąca życia.Celowo napisałam „co najmniej”, ponieważ to nie jest tak, że pierwszego dnia rozpoczynającego się siódmego miesiąca życia mamy dziecku podać obiad / deser i dziecko ma się nim najeść. Nie, to może być początek zaznajamiania się z pożywieniem, JEŚLI dziecko jest na to GOTOWE.

Co to znaczy gotowe?

Gotowość do rozszerzania diety u dziecka objawia się na dwa sposoby. Pierwszym jest zainteresowane jedzeniem – dziecko patrzy z zainteresowaniem, gdy inni jedzą, sięga po zawartość naszych talerzy, dotyka jedzenia, manipuluje nim, próbuje wkładać do buzi, choć z trafianiem na początku jest różnie. 😉
Po drugie, kiedy dziecko siedzi samodzielnie lub potrafi usiedzieć w miarę stabilnie na kolanach rodzica / opiekuna, tak by sięgać sobie po jedzonko.

I od razu widać, że u większości dzieci początek siódmego miesiąca może okazać się zbyt wczesny do rozpoczęcia rozszerzania diety, głównie ze względu na niestabilne siedzienie, ale SPOKOJNIE! Dziecko nie umrze z głodu na maminym mleczku ani nawet na mieszance.

I tu pozwolę sobie na małą dygresję ze względu na LETNIĄ PORĘ, KTÓRA PODOBNO BYWA UPALNA. 😉 Nie trzeba dziecka dopajać – żadnej wody, herbatki czy (o zgrozo!) soczku. Mleko mamy jest tak doskonałą substancją, że dopasowuje się swoim składem do potrzeb dziecka. Kiedy trzeba – jest bardziej wodniste i poi, a kiedy trzeba, to bardziej treściwe i karmi.
Podobnie z mieszanką. I tutaj też spieszę z wyjaśnieniem, zwłaszcza dla mam, które mają kilka lat starsze dzieci i przy starszaku zalecano im wcześniejsze rozszerzanie diety. Prace nad mieszankami ewoluują, wiedza o laktacji też stale się rozwija. Skład mleka sztucznego również jest pełniejszy niż kilka lat temu, stąd, niezależnie od tego, jak karmione jest dziecko, dietę zaczynamy rozszerzać najwcześniej dopiero po skończonym przez dziecko szóstym miesiącu.

Jeśli mamy do czynienia z alergikiem, dietę rozszerza się NAWET po skończonym dziewiątym miesiącu.(zalecenia WHO, czyli Światowej Organizacji Zdrowia). Tak, nie trzeba trzeć oczu ze zdziwienia. Nie pomyliłam się. Otóż coraz częściej mówi się dziś o tym, że 80% naszego zdrowia jest w jelitach. Nowe pokarmy mogą zbyt obciążać nie do końca rozwinięty jeszcze układ pokarmowy, a tym samym w przyszłości spowodować kolejne problemy lub nasilić alergię.

Gotowi? Do startu… czyli jak się przygotować.

Po pierwsze… tylko spokój może nas uratować. To wielkie wydarzenie w życiu dziecka i ogromne przeżycie dla rodziny, która z wielkim skupieniem śledzi każdą reakcję naszego milusińskiego.

Po drugie, przygotuj się, że na początku dziecko nic nie zje. To nic. Ma się zaznajomić z nowym wyglądem, kolorami, a w końcu smakami tego, co podajesz mu na talerzu.

Po trzecie – NIGDY nie sadzaj do posiłku głodnego dziecka. Jeszcze sporo czasu upłynie, zanim Twoje dziecko zacznie jeść tyle, by zaspokoić głód. Nie bez powodu posiłki te nazywają się uzupełniającymi. Na początku najpierw podajemy posiłek mleczny, a dopiero po nim siadamy z dzieckiem do posiłku innego niż mleko. Jeśli dziecko będzie rzeczywiście głodne, to zamiast ze spokojem popróbować tego, co ma na talerzu, będzie się denerwować, ponieważ nijak to, co widzi nie kojarzy mu się jeszcze z jedzeniem. Nie ma też jeszcze pomysłu, jak to zjeść lub po prostu brak mu umiejętności, które trzeba dopiero wypracować.

START! BLW, czyli Bardzo Lubię Wycierać 😉

Nie bez powodu zatytułowałam ten post trzema słowami zaczynającymi się od liter BLW. Bowiem jest to skrót – nomen omen – wcale nie nowej ani też nie nowatorskiej metody polegającej na rozszerzaniu diety niemowlęcia i jednoczesnym procesie odstawiania od piersi (lub mieszanki). W języku polskim przetłumaczonej jako Bobas Lubi Wybór, z angielska brzmi ona Baby-Led Weaning.

O metodzie usłyszałam po raz pierwszy trzy lata temu na szkole rodzenia. Nie powiem, żeby idea mnie porwała. Zachwyciła za to Męża mego i chciał jej spróbować. Byłam nieprzekonana. Głównie ze względu na brud…. Szybko jednak znalazłam sposób w postaci bodziaków – brudziaków, które nie musiały się dopierać do czysta, służyły tylko do jedzenia i ciśnienie mi spadło. Spadało też jedzenie – na bodziaki, na krzesełko, na podłogę… Pies był całkiem zadowolony, ja mniej. Na pewno za to nasze podłogi w tym okresie były niebywale czyste, bo szorowane nawet 5 razy dziennie, czyli tyle razy, ile dziecko dostawało posiłków. 😉

Proponuję wziąć głęboZdjęcie2371ki oddech i po prostu olać brudne łapki oraz podłogę pod
czas posiłku, bo odbierzemy dziecku i sobie całą frajdę. Po posiłku zdejmujemy bodziaka – brudziaka, dziecko do łazienki, żeby umyć twarz, ręce i nogi. Resztki zbieramy, podłogę przecieramy i gotowe. 🙂

Początkowy bałagan może załamywać. Można usłyszeć od „życzliwych” wiele kąśliwych komentarzy na temat wyglądu dziecka, marnowania jedzenia, itp. Ten okres wcale jednak nie trwa długo… A potem… siada taki 14-miesięczny bobas do wieczerzy wigilijnej i rodzina nie może oderwać od niego oczu, bo sam zajada pierogi z kapustą, czy rybkę. Brudne ma tylko rączki, jakaś jedna plama na kamizelce. A rodziców rozpiera duma. A potem…. przyjeżdża rodzina z daleka, siedzicie razem przy stole i Wasze półtoraroczne dziecko samodzielnie zjada owsiankę z owocami łyżeczką. Jest MOC. A potem…Wasz dwulatek obiera paluszkami cebulę, czosnek czy pieczarki do obiadu paluszkami. A potem…. Wasze 30-miesięczne dziecię kroi Wam prawdziwym nożem pomidory na kanapkę. A potem… chwyta za kredkę i choć ma jeszcze czas na wyrobienie prawidłowego chwytu, to i tak wiesz, że od pół roku robi to już w ten sposób, ponieważ BLW wspaniale stumulowało mu zmysł dotyku i dzięki temu trenowało małą motorykę dotykając różnych faktur, konsystencji pokarmu… A potem…. wchodzisz do kuchni, a tam widzisz przygotowany zestaw różnych mąk, wyciągnięte miski i słyszysz „Mamuś, zrobimy babeczki? Już wszystko przygotowuję! Mam ryżową i gryczaną. Kukurydzianą też trzeba?” 😀

Dlaczego to wszystko piszę?

Ponieważ w sieci od jakiegoś czasu głośno o BLW, ale mało czytam artykułów rzeczywiście pokazujących „głębię” tej metody oraz to, jak szeroko wpływa ona na funkcjonowanie dziecka w różnych sferach życia.

Zdjęcie2514

Przede wszystkim społecznej, ponieważ istotą BLW jest to, że siadamy do posiłku razem z dzieckiem i jemy to samo. Nie żartuję. W tej samej postaci. Przewaga nad papką? Oczywiście – nie mam na talerzu przed sobą jednokolorowej mieszaniny „czegoś”, ale zestaw różnych składników – gotowana marchewka w słupkach, różyczki kalafiora, kawałki gotowanego mięsa… Jeśli dziecku coś nie zasmakuje z tego zestawu, łatwo to wyłapiecie. W przypadku papki – dzieć pluje całością i nie wiadomo, co mu nie podchodzi.

To zarys założeń metody. Każdy, kto chce jej spróbować, powinien przeczytać książkę „Bobas Lubi Wybór. Twoje dziecko pokocha dobre jedzenie”, która najlepiej wyjaśni mu wszelkie wątpliwości. Autorkami „metody” oraz podręcznika są Gill Rapley i Tracey Murkett. Celowo słowo „metoda” ujęłam w cudzysłów, ponieważ przeciery to pomysł na wychowania ostatnich kilkudziesięciu lat. Wcześniej dietę rozszerzano właśnie w taki sposób.

Jestem teorytykiem i praktykiem tej metody jako mama 2,5-letniego dziecka. Choć sama byłam sceptyczna i czasem miałam chwile zwątpienia, to z całą odpowiedzialnością i przekonaniem stwierdzam, że naprawdę warto.
Nie dość, że dziecko szybko uczy się jeść samodzielnie, to bierze udział w przygotowaniu posiłków i sprzątaniu po nich. Uczy się, co jak wygląda, jak smakuje, co z czym można łączyć. Świetnie rozwija małą motorykę i nabiera samoświadomości – co lubi, a czego nie.

Przy okazji u nas nastąpił wywrót sposobu żywienia całej rodziny. Jemy zdrowiej. I nie tylko nasza nuklearna familia 2+1, ale także (siłą rzeczy) dziadkowie i bliscy znajomi. 😉 Jemy mniej soli, prawie nie słodzimy, a jak już to naturalnie, rezygnujemy z przetworzonego jedzenia. I nie stało się to nagle. Powoli, stopniowo, rzekłabym, że naturalnie i bezboleśnie.

A potem babcia gotuje rosół i słyszy: „E, babcia, nie dawaj kostek rosołowych. Lepiej lubczyk i kurkumę.” 😉

I jeszcze jedna bardzo ważna sprawa – dziecko naprawdę wie, ile potrzebuje zjeść. Zero „samolotów” z łyżeczkami jedzenia, zero nakłaniania. Oczywiście, jeśli dziecko potrzebuje pomocy, to należy mu jej udzielić, ale najczęściej radzi sobie samo i to tak, że dorosłym przysłowiowe oko bieleje. BLW uczy jak dziecku zaufać. 🙂

Dla każdego coś miłego!

RODZIC DECYDUJE: co i kiedy dziecko może zjeść. Dajmy mu zatem wybór zdrowych i odżywczych produktów.

DZIECKO DECYDUJE: czy w ogóle zje, a jeśli tak, to ile. I w ten sposób nabywa prawidłowych nawyków żywieniowych na całe życie.

Pozdrawiam! 🙂

P.S. Mimo, że post o rozszerzaniu diety, to tutaj można poczytać „Ważne informacje na temat karmienia piersią. Przewodnik dla rodziców” <klik>. Według mnie całkiem sensowny pdf do pobrania. 😉 Specjalnie nie mam się czego czepiać, porównując treści zawarte tu z zaleceniami WHO i LLL (La Leche Legue – ogólnoświatowa organizacja non-profit, która zajmuje się wspieraniem matek karmiących oraz poszerzaniem świadomości społecznej.)