Kategoria: slide

Wszyscy lubimy dotknąć, zobaczyć, usłyszeć, spróbować. Poznawanie jest bardzo naturalnym i ważnym procesem w naszym życiu. Pamiętacie lekcje chemii? Te, na których tylko pisaliśmy wzory reakcji w zeszytach i na tablicy oraz te, podczas których można było coś zmieszać? Które podobały się Wam bardziej? Ja zdecydowanie wolałam te drugie. 😉 Dlatego 5 stycznia odbyły się doświadczalne w znaczeniu naukowym warsztaty „Ale Dziecko! Ale Mama!”. 😉 Przy okazji mamy miały małą powtórkę z fizyki nt. zachowania wyglądu cieczy newtonowskich oraz nienewtonowskich. B-) Ciekawi? To zapraszam na relację.

Noworoczne warsztaty „Ale Dzidziuś!” były bardzo pracowite, zwłaszcza dla małych rączek. Poza tańcami, które zagościły na warsztatach jako stałe elementy, były także filcowe puzzle od Gadatkowych pomocy oraz małe co nieco, dzięki czemu warsztaty były po prostu… ciasteczkowe. 😉 Filcowe karty Tuż po powitaniu, przy którym przypomnieliśmy sobie swoje imiona oraz wiek dzieci, a także pochwaliliśmy się prezentami, które pod choinką zostawił nam Aniołek, ruszyliśmy w tany. Oczywiście na początek  było „Kółko graniaste”, w którym najbardziej podoba się wszystkim przewracanie oraz buziaki i łaskotki, a potem „Poruszanka”. Następnie wszystkie maluszki otrzymały zestaw kolorowych filcowych kart o różnej tematyce – ubrania, kuchnia, biuro, warzywa i owoce, meble, zabawki lub pojazdy. Wnętrze kart jest wyjmowane. Dzięki temu może służyć do stymulacji…

Za oknem zima… Trwa już jakiś czas i mnie, z natury ciepłolubnej istocie, tęskni się już za latem – słońcem, lekkim ubiorem, a przede wszystkim za OWOCAMI! Kolorowymi, świeżymi i soczystymi. A jak najłatwiej przywołać ciepłą letnią atmosferę? Dla mnie najprościej poprzez gotowanie i pieczenie. To pierwszy powód, dla którego przywołuję dzisiejszy przepis. Drugi jest taki, że zawsze lubiłam ucierane ciasta. Niestety, odkąd jestem na diecie bezglutenowej, jeszcze takowego nie jadłam, gdyż z mąk, które pozostały mi do dyspozycji raczej wychodzą kruche wypieki niż jakiekolwiek inne. Kto próbował, ten wie 😛 Trzecim powodem jest inspiracja mojej wspaniałej koleżanki, która z powodu mojej diety sama z siebie specjalnie szuka przepisów, by miała mnie czym ugościć, kiedy przychodzę w odwiedziny.…

Zima w rozkwicie w tym sezonie była już w grudniu. Dzięki temu zimowe warsztaty „Ale Dziecko! Ale Mama!” odbyły się pod pełną inspiracją aury za oknem. 🙂 Były więc bałwanki, bitwa na śnieżki, zimowe tańce – pokazywańce, dla głodnych i zmarzniętych przygotowaliśmy ciasteczka, a na koniec troszkę się połaskotaliśmy. Kto zatem chętny na relację? Zapraszam! Plastelinowy bałwanek Jak wiadomo, ze śniegu dzieci chętnie robią bałwanki. Na nasze zajęcia również zawitały śniegowe ludziki, ale – niestety – były smutne, ponieważ brakowało im nosów, guzików, a ich nakrycia głowy były bezbarwne. Na szczęście wszystkie dzieci zgodnie postanowiły wywołać uśmiech na bałwankowych buziach i za pomocą plasteliny uzupełniły brakujące elementy. Mamy i dzieci dzieliły się pracą wedle swoich upodobań – jedna…

Co prawda od Świąt bożego Narodzenia minęło już trochę czasu, ale mimo wszystko chciałam opisać Wam jak wyglądały przedświąteczne warsztaty „Ale Dziecko! Ale Mama!”, ponieważ i tak wiele z zabaw można wykorzystać jeszcze teraz. Bo albo zabawa była uniwersalna do wykorzystania o każdej porze roku, albo możemy chcieć znów przywołać ten ciepły, aromatyczny, rodzinny i magiczny klimat.  Zapach pomarańczy Skoro wspomniałam o zapachu, to najpierw kilka słów o prostym, acz wciągającym zadaniu, którym było tworzenie wzorków na mandarynkach oraz pomarańczkach za pomocą wbijanych w skórkę goździków. Większość dzieci oczywiście najpierw skosztowała owoców, a dopiero potem zajęła się ich ozdabianiem. Poprzez wbijanie goździków dzieci ćwiczą swoje zdolności motoryczne: chwyt pęsetowy palcem wskazującym oraz kciukiem, koordynację oko – ręka: wbijanie…

Dawno nie było nic o Hashi. Wybaczcie, stale jest ze mną i chyba tak bardzo się do niego przyzwyczaiłam, że czasem o nim zapominam…. a może tak bardzo weszły mi w nawyk pewne czynności, że tyle o nim nie myślę? A może po prostu ogarnęłam się na tyle, że moje samopoczucie pozwala mi od niego nieco odetchnąć? A może mam tyle roboty, że nie wiem, w co ręce wsadzić, więc Hashi zeszło na dalszy plan? Nie, to ostatnie odpada – fakt, mam mnóstwo zajęć, ale każdy, kto cierpi na Hashi, doskonale zdaje sobie sprawę, że żaden nawał obowiązków ani sytuacja życiowa nie jest w stanie sprawić, że kiedy Hashi atakuje, da się o nim zapomnieć. Raczej jest tak,…