Kategoria: złote myśli

Trzy lata temu przyszedł na świat mój Mały S. Trzy lata temu mój świat wywrócił się do góry nogami. Trzy lata temu chyba wszystkie wyobrażenia o macierzyństwie i rodzicielstwie powoli, jedno po drugim zaczęły podlegać solidnej weryfikacji. Rzekłąbym, że zaczęło się ich „wypalanie w ogniu”. Wiele z nich zostało odstawionych na półkę – pomiędzy bajki, część wylądowała w koszu, część została nieco zmodyfikowana. Czy coś zostało? Może jakiś…. promil? 😛 Od pierwszych godzin po urodzeniu nie kto inny, tylko ja wiedziałam o nim WSZYSTKO. Co, kiedy i jak długo jadł. Kiedy spał? Jaki to był sen? Czy był spokojny? Czy płakał? Dlaczego płakał? Kiedy go przebierałam i z jakiego powodu? Jak wygląda jego dzień? Kiedy wyszedł mu pierwszy…

Pisałam już, że uwielbiam rozmawiać z moim dzieckiem? Bo uwielbiam. Uwielbiam też słuchać jak rozmawia z innymi. Dzięki temu mogę zobaczyć świat jego dziecięcymi oczami. W prostych, nieskomplikowanych kategoriach. Czasem są to naprawdę cenne lekcje życiowych mądrości, a czasem lekcja poczucia humoru. Zdarza się to bardzo często wtedy, gdy ta prosta wizja świata połączona z wyobraźnią małego dziecka spotyka się z bardzo konkretnym i przynajmniej teoretycznie logicznym, dorosłym myśleniem. Opiszę Wam dziś niedawną sytuację z naszej kuchni.   To prawdziwe złote myśli Małego S. Udział biorą: – Mały S. – reżyser i główny bohater, – Dziadek – rozmówca, – Ja – świadek i bierny obserwator. Otóż, w naszej kuchennej szafce jest park safari (dla niewtajemniczonych, to coś na kształt…

Weekendowo – lightowo, więc przypominam moją wczorajszą rozmowę z Małym S. Otóż, moje dziecko zapragnęło zjeść chałkę. Problem polega na tym, że CAŁĄ. Wiadomo, że nie da rady, więc chciałam ukroić mu jej kawałek. Negocjacje wyglądały tak: – S., to może ja ją przytnę, żeby nie wystawała z tego talerza jak będziesz jadł? – Nie, chcę całą. – Hm…. ale ona będzie stąd wystawać i będzie Ci spadać. – To ja zjem z woreczka. – S., popatrz na swój brzuszek, ona jest większa niż on. Myślisz, że ona się tam zmieści? – Tak. Po raz kolejny zamilkłam… – S., a może zrobimy tak, żeby był wilk syty i owca cała. To znaczy, że ja przekroję tę chałkę chociaż…

Dziecię me, jak wiadomo, cycoholikiem jest. Jednocześnie jest również prawdziwym fascynatem świata zwierząt. Jakiś czas temu połapało się, że nie tylko ludzkie osobniki piją mleko. Prowadzi więc regularne dochodzenie w tej sprawie: – Czy krowy piją cycusia? – Tak. – Czy świnie piją cycusia? – Tak, bo są ssakami. – Czy kotki są ssakami? – Tak. – Czy niedźwiedzie piją cycusia? – Tak. – Bo są ssakami? – Tak. – A wilki? – Też piją. – Czy sowy piją cycusia? – Nie, bo są ptakami, a ptaki nie dają mleczka swoim dzieciom. – Orły? – Też nie, bo są ptakami. – Żaby? – Nie, bo są płazami. – Czy nietoperze piją cycusia? – Tak. – Bo są ssakami.…

W ciągu kilku ostatnich dni byłam świadkiem lub uczestnikiem kilku rozmów z moim dzieckiem na temat żywienia. Złapały mnie za serce i połechtały rodzicielską dumę, więc chętnie się podzielę. Sytuacja nr 1:Przyjeżdża prababcia i rozpakowuje torbę pełnę niespodzianek – a jakże by inaczej? 😉 Oczywiście wyjmuje z niej… czekoladki. Trzy, bo rodzina duża, żeby starczyło dla każdego. Pierwsza w fioletowym opakowaniu znanej marki z krową w reklamie, o smaku truskawkowo-jogurtowym… Druga w opakowaniu biało brązowym z galaretkami… Trzecia na szczęście gorzka. Myślę sobie: „Uff… Tylko jak to zrobić, żeby S. nie jadł pozostałych o kiepskim składzie i nie było mu przykro?”.Oczywiście przybiega moje dziecko i pyta:– Mamusiu, czy możemy czekoladkę?– Będziesz mógł po obiedzie.– Czy można już jeść…

Moje dziecko lubi lody. Co ja mówię (a właściewie piszę)! 😉 Ono je uwielbia, kocha… wprost za nimi przepada. Każda zatem okazja, miejsce i każda pora dnia jest najlepsza, by loda zjeść, nawet jeśli w grę wchodzi śnadanie. 😉 Dużo więc wysiłku kosztuje całą rodzinę tłumaczenie, że nie zawsze można jeść lody, że to nie jedyna istniejąca na świecie przekąska ani też lekarstwo. Moje dziecko bowiem ostatnio zażyczyło sobie loda, żeby wyzdrowieć: „Jak pani da takiego lodzika, to chrypka przejdzie.”. Być może, ale wolałam tego nie sprawdzać na swoim dwulatku. 😉 Czasem te lody jednak dostaje – wtedy skacze ze szczęścia pod samo niebo. Czasem też  o nie poprosi i otrzymuje informację, że może dostać lody, ale kiedy…