Bezglutenowe wyzwanie

Dieta bezglutenowa jest wyzwaniem, nie ma co z tym stwierdzeniem dyskutować. Istnieją jednakże na jej temat mity, które należy obalić. Pierwszy jest taki, że jest to dieta „uboższa”. O nie, proszę Państwa, to dieta o wiele wiele bogatsza od takiej zwyczajnej z przysłowiowej szkolnej stołówki lub restauracji za rogiem. I to nie dlatego, że wymaga od nas używania egzotycznych dodatków, ale dlatego, że zmusza do poszukiwania.

Na początku szukamy oczywiście zastępników tego, co znamy a więc chleba, bułek, ciasteczek… No i w ten sposób wielu szybko się poddaje. Też poległam. Nie ma „to tamto”. Po pierwszych dwóch tygodniach mojej diety byłam tak głodna i tak wściekła, że robiąc zakupy, w każdym sklepie, który mijałam, kupowałam pączka… W sumie zjadłam trzy. Nie był to dobry pomysł, potem odcierpiałam swoje. Myślę, że niejedna osoba, która próbowała przejść lub przeszła na dietę bezglutenową ma podobne doświadczenie (niekoniecznie mam na myśli pączki, ale głód i wściekłość).

Potem stopniowo zaczęłam odkrywać produkty i półprodukty inne niż to wszystko, co zawiera zwykłą białą mąkę. Okazało się, że są one równie smaczne, o ile nie smaczniejsze, a przede wszystkim zdrowe. Poza mąką pszenną istenieje jeszcze gryczana, kukrydziana, ryżowa, kokosowa, orzechowa, jaglana, owsiana, amarantusowa, kasztanowa… Wymieniać można by długo. Coż za bogactwo, prawda? Ja też jeszcze rok temu nie miałam pojęcia o istnieniu większości z nich. To nic, wszystko da się nadrobić i to szybko. 😉

Ciągnąc temat zamienników. Rozmawiając z ludźmi mam wrażenie, że większość je tylko chleb i ciasta 😛 Kiedy pada hasło „dieta bezglutenowa” pierwsze i zasadnicze pytanie zazwyczaj brzmi:

– A co z chlebem?
– Nic, nie jem.
– Jak to „nie jesz”?
– Normalnie: nie jem, nie potrzebuję.
Tutaj jeszcze rozbijamy się o kwestię diety paleo, jednak ten temat rozwinę innym razem. 😉 Ale to fakt, chleba praktycznie nie jem. Był czas, że nie jadłam go w ogóle. Owszem, można piec samemu chleb bezglutenowy i nie jest to trudne, znajdziecie u mnie też kilka przepisów na taki chleb, ale generalnie, jeśli coś jest zamiennikiem nigdy nie będzie dokładnie takie jak oryginał. Nie oczekujmy więc od chleba bezglutenowego, że będzie tak samo pachniał, wyglądał i smakował jak ten z mąki pszennej. To niemożliwe. Ale są przecież inne smaki i inne konsystencje. Otwórzmy się na nowości! A śniadania, kolacje i przekąski to nie tylko kanapki, kanapki, kanapki, kanapki, kanapki albo… kanapki!
Nie chcę nikogo zanudzić lub zniechęcić 😉 a raczej zachęcić do walki o siebie i swoje zdrowie, jeśli takie ma zalecenia, więc na początek tyle mojej historii. W kolejnych postach będą ukazywać się kolejne etapy mojej walki o zdrowie m. in. za pomocą diety bezglutenowej, która jest jednym z warunków regeneracji jelit, aby zminimalizować objawy, ograniczyć rzuty lub pozbyć się choroby autoimmunologicznej (są to m.in. choroby tarczycy: choroba Hashimotochoroba Gravesa-Basedowa, łuszczyca, stwardnienie rozsiane i wiele wiele innych!).
Na koniec, na osłodę 😉 polecam mój własny przepis na ciasteczka czekoladowe z amarantusem <klik>.

Smacznego! 🙂

  • Witaj Olu po tej stronie blogowania 🙂

  • Od 2 miesięcy jestem na diecie bezglutenowej – różnicę w samopoczuciu poczułam juz po pierwszym tygodniu!

  • O…. Mam znajomych blogerów! Bomba! 😀

  • A jak świetnie jest po roku! 😉