Ruszyły! Nowe warsztaty „Ale dzidziuś!” dla jeszcze młodszych dzieci i ich mam. Co robiliśmy na pierwszych zajęciach? Oczywiście musieliśmy się trochę poznać – siedząc w kręgu, mamy w imieniu swoim i dzieci przedstawiły się, pochwaliły wiekiem pociech i podzieliły informacją o porze porannej drzemki szkrabów. Przyznam nieskromnie, że porę na zajęcia wybrałam doskonałą, ponieważ okazało się, że to właśnie w tej godzinie dzieci zazwyczaj ładują swoje akumulatory. 😛 Chyba powinnam puścić los na loterii. 😉 W tym czasie dzieciom się nie nudziło – bez obaw! Kiedy mamy wymieniały się informacjami, maluszki miały okazję pobawić się pluszakami, które tłumnie zawitały na warsztaty. Muzycznie Żadne moje warsztaty dla dzieci nie mogłyby odbyć się bez muzyki, zatem również podczas zajęć „Ale dzidziuś!”…

Mam w ogródku niedużą grządkę. Muszę zatem co roku dobrze zaplanować, co  i gdzie na niej posieję lub wsadzę. Jest to o tyle fajne, że nie nudzi mi się nigdy jej zawartość, bo nigdy nie ma na niej tego samego. Zawsze jednak muszę znaleźć mniejszy lub większy kawałek miejsca na jedno warzywo: grządka bez cukinii u nas po prostu nie istnieje. 🙂 Ten sezon był w tym względzie zupełnie nietypowy, ponieważ zazwyczaj już na początku lipca mogę cieszyć się swoimi pięknymi zielonymi plonami tego warzywa, a tymczasem… w lipcu wciąż był tylko kwiaty. Oj, dużą cierpliwością musiałam się wykazać! Za to w jesieni miałam tyle cukinii, że aż musiałam rozdawać, bo przerobić nie byłam, a właściwie wciąż nie…

Tegoroczna jesień nas nie rozpieszcza – pięknych, słonecznych i kolorowych dni mieliśmy niewiele. Trzeba je łapać w przerwach pomiędzy deszczem i chmurami. Coraz więcej szarości szarości naokoło i łatwo poddać się jesiennej chandrze. Nic na to nie zrobi lepiej niż… bajecznie kolorowe warsztaty dla mam z maluchami! Jak co tydzień, odbyły się one w sali wystawowej Gminnego Ośrodka Kultury dla dwóch grup – porannej i popołudniowej. A co na nich robiliśmy tym razem? Oto krótka relacja. 🙂 Kolorowa chusta Zajęcia rozpoczęliśmy od zabaw z chustą. Ponieważ „Ale dzieci!” doskonale ją już znają i mniej więcej wiedzą, co możemy z nią zrobić, to bez dyskusji musieliśmy, po prostu musieliśmy 😉 zacząć od robienia wichru lub lekkiego wietrzyku. Był także…

Mąka i sól. W blaszce do pieczenia lub naczyniu żaroodpornym. Wsypujesz je do wybranego pojemniczka i dajesz dziecku. Ta da da! Genialne w swej prostocie. Dziecko wymyśli milijon różnych zabaw, tylko nie przeszkadzajmy mu w rozwijaniu swojej kreatywności. 😉 Sprawdzone propozycje Gdybyście jednak chcieli pokierować zabawą malucha lub potrzebowali pomocy, co z tą mąką i solą zrobić, to poniżej lista moich pomysłów: Można w nich rysować. Można je przesypywać z naczynia do naczynia łyżeczką, łyżką, miarką, łopatką, przez lejek lub przez sitko. Można odśnieżać zasypane miasteczko, żeby dzieci mogły dotrzeć do przedszkola, a rodzice na dworzec, by jechać do pracy. 😉 Można przesypywać „żwir” na placu budowy. Można w ten sposób grać w kalambury – dla młodszych dzieci…

Mamy jesień. Wokół nas bogactwo jej darów – liście, kasztany, żołędzie, a także mnóstwo smakowitych kąsków . Stąd też, kulminacyjnym punktem warsztatów 20 października były owocowe przysmaki. W zależności od upodobań, był to szaszłyk lub sałatka. Zaostrzamy apetyt Zanim jednak przystąpiliśmy do jedzenia, trzeba było trochę nabrać ochoty na jedzonko. A jak zrobić to najlepiej? Oczywiście zabawami ruchowymi! Było zatem dużo tańca i muzyki: „Boogie-woogie”, „Głowa – ramiona – kolana – pięty”, poznaliśmy roztańczoną wioskę Smerfów, w której nauczyliśmy się grać na skrzypcach, bębnach, na gitarze, fortepianie, flecie i trąbce. Ponadto były też tańce ze wstążką, które dzieci po prostu uwielbiają oraz zabawa w pająka i muchy, podczas której albo małe muszki balowały w rytmie disco, albo musiały chować…

Trzy lata temu przyszedł na świat mój Mały S. Trzy lata temu mój świat wywrócił się do góry nogami. Trzy lata temu chyba wszystkie wyobrażenia o macierzyństwie i rodzicielstwie powoli, jedno po drugim zaczęły podlegać solidnej weryfikacji. Rzekłąbym, że zaczęło się ich „wypalanie w ogniu”. Wiele z nich zostało odstawionych na półkę – pomiędzy bajki, część wylądowała w koszu, część została nieco zmodyfikowana. Czy coś zostało? Może jakiś…. promil? 😛 Od pierwszych godzin po urodzeniu nie kto inny, tylko ja wiedziałam o nim WSZYSTKO. Co, kiedy i jak długo jadł. Kiedy spał? Jaki to był sen? Czy był spokojny? Czy płakał? Dlaczego płakał? Kiedy go przebierałam i z jakiego powodu? Jak wygląda jego dzień? Kiedy wyszedł mu pierwszy…